Motocykl poleca:

Yamaha XT 660 R 2005

Poleć ten artykuł:

25 000 kilometrów to wystarczająco długi dystans, by znaleźć słabe strony każdego motocykla. Postanowiliśmy poddać tej próbie nowiuteńką Yamahę XT 660 R.
Zobacz całą galerię

Na początek dobre informacje. Po pierwsze: nowy XT pod względem dynamiki to najlepszy z noszących tę nazwę modeli kiedykowiek produkowanych przez Yamahę. Po drugie: jedyną wspólną cechą łączącą flegmatycznego singla XTZ 660 i nowy silnik modelu XT 660 R jest średnica cylindra i skok tłoka, wynoszące odpowiednio 100 i 84 mm.

Kariera uniwersalnych jednocylindrowych endurek, produkowanych do tej pory przez Yamahę nieodwołalnie dotarła do końca. Tych maszyn nie dało się już unowocześniać – światło dzienne musiał ujrzeć nowy model. Z kronikarskiego obowiązku należy przypomieć, że najnowsza jednostka napędowa XT to już czwarta generacja singli – po chłodzonych powietrzem „500” i „600” oraz chłodzonej cieczą „660”. W tym przypadku czwórka może się okazać szczęśliwa. Silnikowi Yamahy trudno bowiem cokolwiek zarzucić. Pali od pierwszego przyciśnięcia rozrusznika, bez względu na to, czy jest zimno, czy ciepło, mokro czy wilgotno. Nawet przy zimnym silniku, obroty biegu jałowego zawsze utrzymują się na tym samym przyjemnie niskim poziomie, a elektroniczny wtrysk dba o równą pracę i niskie zużycie paliwa. Bez problemów można utrzymać je na poziomie bardzo nieznacznie przekraczającym 4 l/100 km. Ma to tym większe znaczenie, że zbiornik paliwa dysponuje nieszokującą pojemnością 15 l. Silnik zaskakuje sporym momentem, dostępnym już od najniższych obrotów, co spodoba się osobom preferującym spokojną jazd ę. Pochwalić należy pracę skrzyni biegów. Działa niezwykle precyzyjnie i lekko. Nie ma mowy o chociażby przypadkowym wrzuceniu luzu. Jedynym zarzutem względem silnika może być zbyt mocna reakcja na zmianę obciążenia.




Yamaha XT to znakomity przyjaciel podczas dojazdów do pracy i dalszych wycieczek. Pozycja za kierownicą jest wygodna, wyprostowana. Kanapa na wysokości 87 cm jest zdecydowanie bar- dziej komfortowa niż u poprzedniczki, w efekcie czego maszyna testowa pokonywała w ciągu jednego dnia całkiem spore dystanse. Odnotowanym w dokumentacji rekordem była odległość 800 km. Pewnie że dla wielu z was, podróżujących motocyklami turystycznymi, nie jest to żaden wyczyn. Ale dla Yamahy – tak.

Poważny problem stanowi osłona przed wiatrem. Malutka owiewka nad przednim reflektorem – standard w tej klasie maszyn – słabo chroni. Podróżowanie z prędkościami do 130 km/h było jeszcze do przyjęcia. Podczas pogoni za kumplami na autostradzie trzeba było ostro walczyć z silnym pędem powietrza.

Sporym zaskoczeniem było zachowanie się maszyny podczas testu – niezwykle stabilne i precyzyjne, nawet przy prędkościach zbliżonych do maksymalnych. Jednak w miarę zużywania się opon i pojawiania się ząbków na bieżniku, motocykl tracił na stabilności. Po 15 800 km postanowiliśmy wymienić gumy na nowe. Wybór padł na Micheliny Anakee. W testach osiągały one wysokie noty, deklasując przeciwników przede wszystkim podczas jazdy na mokrej nawierzchni. Po zmianach wyraźnie poprawiło się prowadzenie maszyny, choć nieco pogorszył się komfort wybierania nierówności w stosunku do gum fabrycznych. Motocykl znakomicie radził sobie na asfalcie, choć i w terenie nie dawał za wygraną.



Sporą zaletą Yamahy jest niezła jakość wykonania, choć słabym punktem okazały się plastiki. Można je łatwo zarysować nawet miękkim plecakiem, a przecież XT to motocykl, który w wielu przypadkach dużą część dystansu będzie pokonywał z dala od asfaltowych dróg, gdzie piasek i kamienie wdzierają się w każdą szczelinę. Cóż, do tej przypadłości chyba trzeba się po prostu przyzwyczaić, podobnie jak do tego, że zamocowanie torby na garbatym i otoczonym plastikowymi osłonami zbiorniku wymaga nieco inwencji.

Słabym elementem XT okazały się równie ż uszczelniacze widelca. Simmeringi padły podczas wyprawy do Rumunii już przy przebiegu 6600 km. W tym przypadku nie pomogły nawet obszerne osłony goleni. Na szczęście, uszczelniacze wymieniono w ramach gwarancji – i po sprawie. Prawdopodobnie winny był zły montaż, ponieważ drugi komplet mimo przejechania prawie 15 000 km spisuje się bez zarzutu.

Po 20 000 km, podczas obowiązkowego przeglądu, wymieniliśmy łańcuch napędowy. Prawdopodobnie bez większych problemów wytrzymałby jeszcze 5000 km, do końca testu. Mechanicy mieli jednak inne zdanie. Gdy mowa o przeglądach, nie sposób nie wspomnieć o tym, że XT dba o kieszeń motocyklisty, a koszty przeglądów do wygórowanych na pewno nie nale żą. W serwisie trzeba meldować się co 10 000 km, a więc niezbyt często.


Tagi:

Oceń artykuł:

1.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij