Motocykl poleca:

Yamaha XV 1900 A Midnight Star

Poleć ten artykuł:

Midnight to po angielsku północ. Godzina duchów wybiła, więc czas wyruszyć na miasto. Jeśli toczysz się na Jej Wysokości Midnight Starze, możesz poczuć się jak prawdziwy król nie tylko duchem, ale i ciałem.

Zobacz całą galerię

Już pierwsze spojrzenie nie pozostawia cienia wątpliwości – tej nocy będzie niepodzielnie rządzić Yamaha XV 1900 A Midnight Star. Nie da się jej przeoczyć – przechodnie odwracają głowy, samochody zwalniają. Jeźdźca w siodle zupełni to nie dziwi. Przecież przed wyjazdem długo podziwiał, ile pracy i energii włożono w staranne wykończenie każdego elementu. Wygląda na to, że nawet najmniejsza duperela została starannie przemyślana. Tak trzymać, to tylko cieszy, bo jest szansa, że inni producenci pójdą tą samą drogą.

Motocykl wygląda jakby stworzono go do pędu i wysokich prędkości. Brawa dla stylistów. Chromowane linie po obu stronach zbiornika przywodzą na myśl lata 30. Styl bowiem nawiązuje do opływowych, falistych form tamtej epoki.

Jak gotowy do skoku, na przedzie pręży się olbrzymi reflektor w chromowanej obudowie, wciśnięty między dwie masywne golenie. Szeroki na początku błotnik zwęża się ku tyłowi, bajerancko wyglądają jego wsporniki pokryte chromem. Obudowy kierunków to też niezły czad – mają spiczaste zakończenie jak kaski kolarzy torowych. Osprzęt szerokiej jak rogi przerośniętego bawołu kierownicy robi nie mniejsze wrażenie. Wygląda jakby nad mostkami pracowano w tunelu aerodynamicznym. Zbiorniczki i pompy zarówno hamulca, jak i hydraulicznie sterowanego sprzęgła również mają zaokrąglone kształty. Całość uzupełniają olbrzymie przełączniki i chromowane lusterka. W konsoli na zbiorniku paliwa dominuje prędkościomierz z tarczą przypominającą stary zegar. Pod nim umieszczono obrotomierz i wskaźnik paliwa. Na samym dole znalazł miejsce ciekłokrytaliczny wyświetlacz licznika. Z tyłu mamy kapeć o szerokości aż 190 mm, prowadzony przez spiczasto zakończony aluminiowy wahacz i ukryty w szerokim błotniku. Ciekawym pomysłem jest koło pasowe, które wygląda jak pomniejszona tylna felga. Super! W nocy lampa na diodach LED świeci szpanersko.


Zdziwieni? Yamaha zrobiła Midnight Stara w modnym ostatnio stylu retro – wygląda jak z poprzedniej epoki, ale do wykonania skorzystano z najnowocześniejszej techniki i materiałów. Wystarczy wspomnieć, że ten olbrzym, podobnie jak Warrior, bazuje na aluminiowej ramie. Także w silniku można znaleźć rozwiązania godne XXI wieku. Cylindry silnika o pojemności 1854 cm3 rozchylono pod kątem 48O. Chłodzeniem długoskokowego (skok tłoka wynosi 118 mm) widlaka zajmuje się powietrze. Oddawanie ciepła wspomaga schowana przed przednim cylindrem chłodnica oleju. W pokrytych warstwą ceramiczną cylindrach pracują kute tłoki o średnicy 100 mm. W każdej z głowic pracują cztery zawory, a o spalanie mieszanki dbają dwie świece zapłonowe. Papu zapewnia silnikowi wtrysk paliwa. Po raz pierwszy w historii Yamaha umieściła w układzie wydechowym cruisera zawór Exup, który podobnie jak w supersportach ma podnieść moc i moment na niskich obrotach. Niezły czad. W celu zmniejszenia wysokości silnika zastosowano smarowanie z suchą miską olejową. Z tego samego powodu opracowano nowy system, mający zredukować wibracje na sztywno przykręcanego do ramy silnika. W skrócie – po obu stronach wału korbowego umieszczono współosiowo obracające się wałki wyrównoważające.

Na tle konkurencji pojemność silnika nie zwala z nóg; przecież nawet przed 2-litrowym silnikiem nikt już nie pada na kolana. Jednak kiedy usiądziesz na przepastnej, miękkiej kanapie Midnight Stara, szybko o tym zapomnisz. Zapięciu jedynki towarzyszy niezbyt głośne kliknięcie. Zaskoczyło mnie, że skrzynia przełącza się dość cicho i precyzyjnie. Kolejne przełożenie można zapinać palcami lub piętą – co kto lubi. Jak dla mnie, wajcha do zmiany piętą mogłaby mieć szersze zakończenie, bo nieraz paputek ześliznął mi się.

Jeden w dół, odkręcasz gaz i czujesz, że możesz wystartować w wyścigach na 1/4 mili. Trzeba zacisnąć zęby i mocno się trzymać szerokiej kiery. Rozpędzenie się do setki to betka. Przy starcie spod świateł można pokazać końcówkę wydechu niejednemu na supersporcie. Przy 2500 obr/min tylny lacz skamle o litość – pasek zębaty przekazuje na tylne koło 155 Nm momentu. Przy 4750 obr/min galopuje stado 90 KM. W praktyce oznacza to, że powyżej około 1800 obr/min przestaje mieć znaczenie, który z pięciu biegów zapniesz. To zależy wyłącznie od fantazji jeźdźca i od tego, w jakim tempie chce się on przemieszczać. Silnikowi jest to zupełnie obojętne. Możesz toczyć się z prędkościami rzędu 80-120 km/h i wtedy jest najprzyjemniej. Pęd powietrza nie chce niczego urwać, można podziwiać refleksy światła latarni odbijające się w chromowanej obudowie lampy lub szczerzyć się do przedstawicielek piękniejszej części ludzkości. Co ciekawe, w czasie jazdy z prędkością 120 km/h na ostatnim biegu obrotomierz pokazuje 3300 obr/min, a na jeden obrót tylnego koła przypada 3,14 obrotu wału korbowego.


Wystarczy jeden ruch prawego nadgarstka i wszystko się zmienia. Do mózgu zaczyna docierać, że nie bez powodu prędkościomierz wyskalowano aż do 220 km/h. Wskazówka bez większego problemu przekracza liczbę 200. Ale wtedy trzeba się naprawdę mocno trzymać. Motocykl zaczyna lekko wężykować, a jeździec czuje się jak żagiel na wietrze – szeroka kierownica sprawia, że wszystko przyjmuje on na klatę. Przy tej prędkości moje nogi powędrowały na podnóżki pasażera. W tej pozycji wyglądałem trochę jak żaba właśnie spadająca na twarz czy coś w ten deseń. Ale mogłem zrobić niespodziankę kolesiowi na przecinaku, który przed chwilą mnie wyprzedził. Taki zabieg znakomicie dowartościowuje!

Tagi: test | YAMAHA XV 1900 Midnight Star

Oceń artykuł:

3.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij