Motocykl poleca:

Yamaha YP 400 Majesty 2009

Poleć ten artykuł:

Gdyby Kopciuszek żył w XXI wieku, dobra wróżka – zamiast kombinować z dynią – najprawdopodobniej zabrałaby go do salonu Yamahy po YP 400 Majesty.

Zobacz całą galerię

Miły dla oka – oto najkrótszy opis Majesty 400, i to miły ze wszystkich stron. Podobają się i zmrużony, podwójny reflektor, i przednie kierunkowskazy, i zdecydowane, lecz niezbyt agresywne linie boczne, i spory, ale zgrabny kuperek z diodowymi światłami w samochodowym stylu. Ale odpowiedni design i dopracowane detale to nie wszystko. Jest jeszcze silnik, który nie wymięka, i oprócz doskonałych manier ma też niezłego kopa.

Wypróbujmy, jak to cudo jeździ. Na dzień dobry analogowy prędkościomierz i obrotomierz salutują wskazówkami, a wyświetlacz aż kipi informacjami, pokazując stan paliwa, temperaturę cieczy chłodzącej, godzinę (albo temperaturę otoczenia), przebieg całkowity (lub jeden z dwóch liczników przebiegu dziennego).


Dostojnie, ale z pazurem
Silnik mruczy zachęcająco. Palcem wskazującym zwalniam hamulec postojowy i ruszam. Szybkie odkręcenie gazu nie rzuca na kolana: maszynka rozpędza się jak po sznurku, ale bez fajerwerków. Rzut oka na zegary i… O w mordę, naprawdę już setka!? Cóż, szlachectwo (majesty = m.in. majestat) zobowiązuje: arystokrata – co nie dziwi – nie galopuje jak wściekły, lecz rusza dostojnie, ale zdecydowanie i szybko. 34-konny, jednocylindrowy piecyk o pojemności 395 cm3 umożliwia bezstresową jazdę i w mieście, i na trasie. Majesty 400 – jak na maksiskuter przystało – jest komfortowy, zawieszenia dobrze wybierają i skutecznie wytłumiają nierówności, jednak na większych dziurach tył potrafi dobić. Na szczęście amortyzatory mają pięciostopniową regulację napięcia wstępnego sprężyn.

Co oczywiste, ani silnik, ani zawieszenia zupełnie nie protestują przeciw pasażerowi(-rce).

Wspaniały pałac, magiczna karoca, tylko Kopciuszek coś nie teges...   
     
Centrum dowodzenia: analogowe zegary i spory wyświetlacz. Narzekań na niedostatek informacji nie przewidziano.  Mała rzecz, a cieszy: klamki obu hamulców mają pięciostopniową regulację.  Praktyczne: mnóstwo miejsca w schowkach, fosforyzujący pierścień wokół stacyjki. 


Buja, bo lubi
Problemy pojawiają się na szybkich łukach i na koleinach: skuter kołysze się nieprzyjemnie. Jest też wrażliwy na podmuchy bocznego wiatru. Hamulce (objeżdżaliśmy wersję bez ABS-u) są skuteczne i dobrze dozowalne, przy czym tylny sprawia wrażenie ostrzejszego.

Szarpanie nogawek
I jeździec, i pasażer, gdy zasiądą na stopniowanej kanapie, mają banany na michach. Ten z przodu dlatego, że ma się na czym oprzeć, a ten z tyłu, ponieważ ma doskonały widok. Ale po około 100 km uśmiech znika. Wysoki biker będzie bowiem bezskutecznie szukał wygodniejszej pozycji. Pasażer z kolei ma problem z przetłoczeniami w podłogach, które powodują, że nie sposób znaleźć wygodnego ustawienia stóp.

Wprawdzie owiewka i szyba dość dobrze chronią jeźdźca, jednak osłony nóg są za wąskie, więc wiatr szarpie nogawkami. Irytują też gładkie podłogi jeźdźca, zwłaszcza gdy pada, a nisko osadzoną kierownicą podczas zawracania obijałem sobie kolana. Pochwalić trzeba przetłoczenie w owiewce, które zmniejsza podciśnienie za szybą.

Jeżeli chodzi o schowki i przestrzeń bagażową, Majesty po prostu wymiata. Ładownością przypomina rodzinnego vana. W podświetlanym schowku pod kanapą zmieści się sporo rozmaitych gratów albo dwa kaski integralne, rękawice i może nawet kombinezon przeciwdeszczowy. Są też dwie dość pojemne skrytki pod kierownicą, z których większa jest zamykana na kluczyk.

Tagi: test | Yamaha

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij