Motocykl poleca:

Yamaha YZF-R 125

Poleć ten artykuł:

Kierowca katamarana, widząc w lusterku pojedyncze światło plastika, pospiesznie zjeżdża na bok, ustępując mi miejsca. Super! Nie wie, że coś, co wziął za potwora, nie pojedzie więcej niż 120 km/h. Bo to stodwudziestkapiątka...
Zobacz całą galerię

Ludzie z Yamahy zagonili do roboty włoskich stylistów. Wygląda na to, że i tym razem było to słuszne posunięcie. Wiem na pewno, że linie Yamahy YZF-R 125 podobają mi się nie tylko dlatego, iż oglądam je w świetle późnozimowego, ale już fajnie grzejącego, hiszpańskiego słońca. Jeśli YZF-R 125 ma uczcić dziesięciolecie kultowej serii R, to jej stylistyka stanęła na wysokości zadania. A jest się z czego cieszyć, bo erki zarobiły dla firmy niezłą kasę.

Początek serii R to 1998 rok, kiedy zadebiutowała R-jedynka; dwa lata później pokazano R-szóstkę. Teraz, po 10 latach, przyszedł czas na uzupełnienie oferty o R 125. Czyżby chciano pokazać Hondzie (CBR 1000 RR, CBR 600 RR, CBR 125 R), gdzie jej miejsce? W każdym razie Yamaha ma wielkie szanse, żeby zdrowo namieszać na rynku „125”.






Wytęż wzrok

YZF-R 125 wygląda prawie jak R-szóstka i z daleka cholernie łatwo je pomylić: taka sama agresywna linia owiewek, również podwójny reflektor, do tego bardzo zbliżone rozmiary. Jej rozstaw osi wynosi 1355 mm – to tylko o 25 mm mniej niż w R6! Długość również niewiele się różni – R-szóstka jest dłuższa zaledwie o 25 mm od mierzącej 2015 mm „125”. Dopiero w przypadku szerokości i wysokości mamy większe różnice – mała Yamaha ma odpowiednio 660 mm i 970 mm (o 45 mm i 130 mm mniej niż R6). Żeby nie było za łatwo, również z profilu oba sprzęty wyglądają bardzo podobnie. Nisko poprowadzony wydech także może wprowadzić w błąd. Ale tylko do czasu, gdy nie usłyszy się gangu silnika. Oczywiście, diabeł tkwi w szczegółach, więc po chwili przyglądania się łatwo zdemaskować „125”.

Japończycy poszli po całości i zaprojektowali pierwszego w historii firmy chłodzonego cieczą czterosuwowego singla. Ma on pojemność połowy szklanki – 124,6 cm3, a w jego głowicy pracuje jeden wałek rozrządu, który steruje czterema zaworami. Cylinder wykonano z DiaASil-u. Fabryka milczy jak grób o szczegółach dotyczących tej techniki – wiadomo tylko, że jest to chemicznie i cieplnie uszlachetnione aluminium. Dzięki temu można było zrezygnować z warstwy ceramicznej czy z żeliwnej tulei. Tę samą technikę zastosowano do wykonania tłoka. Te zabiegi przy okazji pozwoliły zaoszczędzić nieco masy.





Przepisową moc 15 KM (11 kW) Yamaszka rozwija przy 9000 obr/min. Z kolei maksymalny moment obrotowy wynosi 12,24 Nm i trafia na tylne koło przy 8000 obr/min. Zasilany wtryskiem silnik, jak na plastika przystało, lubi wysokie obroty. Czerwone pole zaczyna się od 10 000 obr/min, ale nie ma sensu tak wysoko go kręcić, bo wtedy dostaje zadyszki – czuć załamanie krzywej mocy. Konstruktorzy niemal wyeliminowali wibracje w całym zakresie obrotów – czapki z głów. Silnik chętnie wkręca się na obroty i dobrze reaguje na gaz. Przyspieszenia w zupełności wystarczają do sprawnego poruszania się po mieście. Sześciobiegowa skrzynia jest precyzyjna, ale pracuje nieco twardo. Zapięciu każdego biegu towarzyszy niezbyt głośny, ale wyraźny odgłos.

R 125 w wielkim mieście

Przedzieraniu się przez miejską dżunglę sprzyja niewielka szerokość, połączona z poręcznością i łatwością prowadzenia. Yamaha nie cierpi na nadwagę – 126,5 kg to masa jak najbardziej do przyjęcia. W przednią tarczę o średnicy 292 mm wgryza się dwutłoczkowy zacisk. Trzeba przyznać, że tworzą one dość zgrany duet, bo do obsługi klamki nie potrzeba dużej siły, a i dozowalność jest przyzwoita. Nieco gorzej wygląda to z tyłu – dopiero dość mocne depnięcie powoduje efekt w postaci czarnej krechy na asfalcie.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.6

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij