Motocykl poleca:

Yamaha YZF-R 125 vs Aprilia RS 125 vs Kymco Quannon 125 vs Honda CBR 125 R vs Cagiva Mito SP 525

Poleć ten artykuł:

1/8 litra, czyli 125 cm3 to niby niewiele, jednak w zupełności wystarczy, aby sportowe emocje postawiły ci włosy na głowie.
Zobacz całą galerię

Biało-czerwony kombinezon Stefana Bradla doskonale pasuje do Yamahy YZF-R 125. Mimo że na co dzień jeździ on dla Aprilii, ma garniturek jakby stworzony dla tej maszynki. „Nowa niemiecka nadzieja Grand Prix” – jak piszą o nim gazety – właśnie pokonuje na grzbiecie YZF-R-a 125 prostą start-meta toru Hockenheim. Nieco odprostowuje sprzęta, potem znów go składa i wpada w północny winkiel, nawet na moment nie przymykając gazu. Nie ma zmiłuj, mamy do czynienia z klimatem najprawdziwszego wyścigu, mimo że w maszynowni pracuje tylko 15 KM, a cyfrowy prędkościomierz z oporami osiąga granicę 120 km/h.

Motocykle jak ratlerki

Fakt – liczby opisujące osiągi i moc tych maleństw nie rzucają na kolana, jednak wystarczy odkręcić gaz, by stwierdzić, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju skrzyżowania wysokoobrotowej szlifierki z ratlerkiem. W świecie „125” nie ma taryfy ulgowej. To prawdziwy sport, a więc walka jest nie mniej zawzięta niż w wyższych klasach pojemnościowych.




Czyli tak jak zawsze chodzi o to, aby jak najbardziej poskładać się za owiewką, wykorzystać każdy bieg do oporu, na każdej, nawet najkrótszej prostej toczyć ostrą walkę o osłonę przed wiatrem, hamować jak najpóźniej przed zakrętem, odkrywać ciągle możliwości urwania ułamków sekundy na wejściach w wiraże i nie odpuszczać. Nigdy, ani na moment! Tu można się naprawdę dużo nauczyć. No, i nie wolno zapomnieć, że „125” dają zajefajny fun z jazdy! Starsi przypominają sobie czasy, gdy ujeżdżali „50” oraz „80”, co powoduje, że gwałtownie młodnieją. „Dziadku a to krew się burzy, czy wapno lasuje?” – pytają młodzi. Pojedynki na łokcie, poszukiwanie najszybszego toru jazdy (bo przecież brak tu brutalnej siły i kipiącego nadmiaru mocy), walka o każdy centymetr – w klasie 125 obowiązuje to i na wiejskiej drodze, i na prostej start-meta.




Wykład nieletniego mistrza

Na spotkanie na torze Hockenheim przybyło czterech osiemnastolatków. Jest wśród nich Stefan Bradl – jedyny wyczynowiec. Przyjechał tu razem z ojcem (byłym wicemistrzem świata) bezpośrednio z Le Mans we Francji i wie, jakie to uczucie, gdy prowadzi się w biegu o mistrzostwo świata. Pozostała trójka to zwykłe nastolatki, tyle że na co dzień dosiadające „125”. Właśnie pokonali oni kilka okrążeń, w czasie których przekonali się, jak smakuje, gdy na zakręcie ktoś przechodzi po zewnętrznej dwa razy szybciej. A jeszcze dwie godziny wcześniej z minami ludzi, którzy zjedli wszystkie rozumy, trzaskali dziobami, że latanie non stop pełną dzidą na „125” to nuuuuda.

Teraz, gdy omawiają ze Stefanem tajniki jazdy po torze (ściślej: wgapieni w niego jak w obrazek słuchają w nabożnym milczeniu), patrzą na to inaczej. I chociaż w kwestii punktów hamowania oraz doboru toru jazdy od czasu do czasu chcą dyskutować, co do jednego jest pełna zgoda: wygląd Yamahy YZF-R 125 rzuca na kolana, widać bowiem wiele podobieństw do R-jedynki.





Sądząc po opiniach osiemnastolatków, można dojść do wniosku, że Hondę CB 125 R kupowano dotychczas tylko dlatego, że nikt nie miał nic sensowniejszego do zaoferowania. Opony o rozmiarze 80 mm z przodu i 90 mm z tyłu powodują, że masz wrażenie, iż spoglądasz na rower. Yamaha z gumami 110/80 i 130/70 prezentuje się znacznie lepiej. Włosi też nie byliby sobą, gdyby nie spróbowali w kwestii opon co nieco namieszać. I tak Cagiva wyposażyła swą wyścigową replikę Mito SP 525 – która nie wygląda już jak Ducati 916, lecz jak dawna fabryczna wyścigówka klasy 500 – w tylną oponę Pirelli Diablo szerokości 150 mm. Podobnie uczyniła Aprilia.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.1

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij