Motocykl poleca:

Zipp Otis 2T vs Zipp Quantum 50

Poleć ten artykuł:

Siedmiu jeźdźców i dwa skutery, które w 24 godziny przejechały 1000 km. Te liczby najkrócej opowiadają o tym, co działo się w czasie naszego testu.
Zobacz całą galerię

Tego jeszcze nie grali! 24 godziny na skuterze non stop. 50 cm3 i w porywach do 4,35 KM. Na szczęście sprzęty są częściowo oddławione i pędzą szybciej niż przepisowe 45 km/h.

W czwartkowy poranek przez Sobótkę (miasteczko oddalone ok. 30 km od Wrocławia) przejeżdża dziwny konwój. Samochód z dwoma skuterami na lawecie, kamper, drugie auto wypakowane bagażami pod dach w eskorcie dwóch Yamah (nasze długie dystanse, patrz str. 10). Mieszkańcy nie wiedzą jeszcze, co ich czeka. Konwój zatrzymuje się w pobliskich Sulistrowiczkach. Zaczyna się nerwowa krzątanina. Do południa trwa budowa obozu. W centralnym miejscu parkują dwa sprzęty – Zipp Quantum 50 i Otis 2T. Ich kaci, których jest aż siedmiu, stoją nad nimi i gadają. Musi być plan. Każdy 2 godziny na skuterze, przerwa na tankowanie i zmianę zawodnika.

„Nie ma litości dla s...synów” – śpiewał kiedyś Kazik Staszewski. Pogwizdując tę piosenkę, pierwsza dwójka zasiada za sterami skuterów. Jest czwartek, do startu pozostało pięć minut. Godzina zero została wyznaczona na 12.45. Planowany koniec akcji – 24 godziny później. Ostatnie przygotowania w depot. Tankowanie, olej, ciśnienie w oponach. Jeszcze tylko wpis do karty przebiegu pojazdu. Napięcie rośnie. Pierwsza dwójka odpala silniki. Chmury kłębią się nad górą Ślężą.

Na początku pełen entuzjazm – pierwsze okrążenie służy poznaniu trasy. Pętla ma ok. 21,5 km długości i już wiadomo, że jest tylko kilka miejsc, gdzie trzeba odpuścić gaz i hamować . Przez resztę trasy oba skutery idą pełnym ogniem. Tak ma być przez najbliższą dobę. Tymczasem w obozie zaczyna się ruch. Zbiera się ekipa uzbrojona w aparaty fotograficzne. Ruszają na łowy. Samochód bez trudu dogania dwóch śmiałków. Na razie wszyscy są wypoczęci i zadowoleni.





Zniknięcie

O 14.51 ni z tego ni z owego gubi się Otis. W lusterkach Quantuma, oprócz nieba, niewiele widać, ale co do jednego nie ma wątpliwości: Otis zniknął jak kamfora. Założenie było takie, że zawodnicy się nawzajem pilnują i w razie konieczności sobie pomagają. Parkowanie na poboczu – trzeba poczekać. Otis nie nadjeżdża. No to zawrotka. Uff – tylko skończyła się wacha. Było to w połowie czwartego okrążenia – tuż przed Sobótką. Dotankowanie w trasie i zmiana planu – zjazd do pit stopu co trzy okrążenia (czyli mniej więcej co 1,5 godz.).

Pierwsza krew

Godz. 15.20 okazuje się pechowa. Czyżby pierwsza ofiara? Holowany Quantum to mało budujący widok. Silnik rzucił palenie. Iskra jest, ale nie podaje paliwa. Lipa. Rozkręcamy gaźnik – trochę syfu się tu nazbierało. Po złożeniu zagadał – jest OK. Słowo się rzekło: nie ma litości – powrót na trasę. Do tego zaczyna kropić, ale przecież twardym trza być, nie miętkim.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij