Test | Benzer Colorado 2, Inca Wiki, Kingway Purga - Test 24h na skuterach
Chłopaki nie płaczą
24 godziny na skuterach z dumnym napisem „made in China” to było
wyzwanie. A do tego awarie, oberwanie chmury i gang lokalesów. Jednak
chłopaki nie płaczą.
Do nierównej walki z czasem wzięliśmy trzy skutery. W szranki stanęły Benzer Colorado 2, Inca Wiki 50 oraz Kingway Purga. Obóz założyliśmy nad zalewem w Sieniawce niedaleko Wrocławia. Był ciepły, słoneczny, sierpniowy dzień. Rozleniwionych turystów nieco zaskoczyło dwunastu typa krążących wokół trzech skuterków. To był czas ostatnich przygotowań – budowania obozowiska oraz depot z narzędziami i miejscem do tankowania, rozprowadzenia zasilania (agregat) oraz rozpoczęcia dokumentacji. Złośliwie postanowiliśmy bowiem zapisywać/nagrywać/ fotografować wszystko, co się działo ze sprzętami. Był to także czas na przedstartowy przegląd – kontrolę ciśnienia w oponach czy uzupełnienie poziomu oleju. Z naszych ubiegłorocznych doświadczeń (patrz: MOTOCYKL 9/2009, s. 98, „Nie ma litości”) wiedzieliśmy, że jeśli wszystko pójdzie jak z płatka, na liczniku każdego ze sprzętów przybędzie aż po około 1000 km!
Pełnym ogniem!
|
 |
| O godz. 11.30 pierwsi śmiałkowie wyruszyli na trasę. Podobnie jak rok temu biegła ona wokół góry Ślęży (ok. 30 km od Wrocławia). Bazę założyliśmy nad zalewem w Sieniawce (pozdrowienia dla Czachy!). Przez Jędrzejowice i Wiry śmigaliśmy w kierunku przełęczy Tąpadła. Następnie przez Sulistrowice w stronę Oleszny. W Ratajnie skręcaliśmy w prawo – na drogę powiatową nr 384, z której (na szczęście) dość szybko zjeżdżaliśmy na Mniowice. GPS powiedział nam, że pętla liczyła dokładnie 34,9 km. Jej pokonanie zajmowało średnio nieco ponad godzinę. To pozwoliło nam ustalić gry plan: jeździmy po trzech, zmiana co dwa okrążenia, w nocy – grupą. |
Mocy, przybywaj!
No i przybyła: 10,09 KM na trzy sprzęty... Rzuciło nas na kolana... Cierpliwość, pokora i żelazny tyłek – oto cechy idealnego jeźdźca testowego. Największy wkład w moc miał Kingway Purga (4,08), najmniejszy jedyny czterosuw w stawce – Inca Wiki (2,26 KM). Jednak szybko okazało się, że w tym gronie nie tylko o moc chodzi. Lżejsza o równe 20 kg i słabsza zaledwie o 0,25 KM Inca bez problemu zostawiała w tyle sportowo wyglądającego Benzera Colorado 2. Więcej – na podjazdach zbliżała się do oddławionego Kingwaya. Wiki ujęła nas dobrą widocznością w lusterkach oraz przyzwoitym wykonaniem. Nic nie dzwoniło, nie trzeszczało i nie odpadało (przynajmniej na początku). Za ważne uznaliśmy, że jako jedyna w stawce nie miała chińskiej wersji ABS-u (czytaj: Absolutny Brak Skuteczności).
Już na starcie nieco stuningowaliśmy Benzera: w odstawkę poszedł kufer, dwa okrążenia później to samo spotkało centralną podstawkę. Nie było już mowy o szpanie i krzesaniu iskier na każdym winklu, ale zdecydowanie poprawił się prześwit w złożeniu, a co za tym idzie bezpieczeństwo oraz średnia prędkość okrążenia. Kilka kilogramów mniej to już coś.
Wygląd jest chyba największym atutem Colorado 2. Wzrok przyciągają sportowy wydech oraz tarcze hamulcowe typu wave. Ani o silniku, ani o prowadzeniu, ani o hamulcach (szczególnie przednim z „ABS-em”) nie da się powiedzieć nic dobrego. Widoczność w lusterkach i wygoda kanapy to pobożne życzenia. Na szczęście opony Duro trzymały nie najgorzej, nawet na mokrym.
Pod względem komfortu równych sobie nie miał Kingway. To głównie zasługa rozmiarów – jest o 240 mm dłuższy od najmniejszej w stawce Wiki. Także kanapa jest dość wygodna. Niemniej we wszystkich bez wyjątku przypadkach najlepszą metodą było zajęcie pozycji na siedzeniu pasażera. Grzesznicy wybierali jazdę na kolanach, buddyści w pozycji kwiatu lotosu (prawie). Co kto lubi...
Benzer Colorado 2
|
 |
 |
 |
Największą zaletą tego skutera są jego rozmiary – nie można narzekać na komfort. Ani silnik, ani hamulce, ani prowadzenie nie zasługują na pochwałę.
|
O godz. 22, po 418 kilometrach, urwała się jedna ze śrub mocujących
wydech, druga wytrzymała jeszcze 7,5 godziny. Skuter poległ 4 godziny i
10 minut przed czasem.
|
Po dwóch okrążeniach odkręciliśmy centralną podstawkę. Wtedy okazało
się, że Benzera wreszcie można odpowiednio kłaść w zakręty. To
zdecydowanie poprawiło prędkość przelotową.
|
Ready to race
Naklejka Sport Edition na owiewce Kingwaya zobowiązuje. Największa moc w stawce, a do tego w pełni oddławiony silnik pozwalają zostawić rywali za plecami. Stosunek mocy do masy = 0,042 KM/kg (dla porównania: Yamaha R1 = 0,88 KM/kg) może budzić uśmiech politowania, ale Purga w sprzyjających warunkach pozwalała się rozpędzić nawet do 80 km/h. Jednak podjazdy nie są jej najmocniejszą stroną – prędkość spadała na tyle, że jadący Incą mógł pokusić się o atak. Tarcze hamulcowe typu wave wyglądają bajerancko, ale ich skuteczność nie poraża. To nijak ma się do sportowego imidżu. Ustrojstwo udające ABS przy przednim zacisku należałoby w pierwszej kolejności odkręcić i wyrzucić. Daleko.
Inca Wiki
|
 |
 |
 |
Bardzo ładny skuterek. Dość wygodny, dość szybki na podjazdach i bezawaryjny przez 19 godz. bez 10 min. W lusterkach można było zobaczyć coś więcej niż tylko niebo. Można narzekać na prowadzenie i hamulce.
|
Lampa tego skutera ma niespotykaną wadę – oślepia tego, kto go prowadzi... Prosty zabieg taśmą klejącą wyeliminował ten feler.
|
O 9.40 zapada wyrok na Wiki – oderwany wydech i odkręcony przedni
zacisk hamulcowy mogły oznaczać tylko jedno: Inca wymięka o godzinę i
50 minut przed czasem.
|
Pierwsza krew
Aż(!) przez prawie dwie godziny nic się nie działo. Od śmierci z nudów uratował nas Kingway. O godz. 13.25 (wystartowaliśmy o 11.30) oklapł mu plastik, który robił za osłonę lewej goleni widelca, zaraz potem tą samą drogą poszły lusterka. Srytytka połowicznie rozwiązała problem – na lusterka nie pomogła. Niecałe 3 godziny później padł włącznik stopu. Takie wydarzenie po zaledwie 284 km to siara.
Benzer i Inca przez ten czas mogły się pochwalić 100-procentową bezawaryjnością. Skuterom życia nie ułatwiał 4-kilometrowy odcinek dziurawego asfaltu – to był test na spasowanie plastików oraz na jakość śrub i łożysk.
Nagle na niebie, nie wiadomo skąd, pojawiły się chmury. Zapadła kompletna cisza. Chwilę później wiatr doginał cieńsze drzewa do gleby, trzaskały nadpróchniałe konary. Błyskało jak w spawalni. A do tego zaczęło lać jak z cebra. W czasie kolejnego tankowania poważnie zastanawialiśmy się nad przerwaniem testu. Decyzja: żelazo nie klęka – jeździmy dalej.
Kingway Purga
|
 |
 |
 |
Największy i najwygodniejszy w stawce. Prowadzenie i przedni hamulec z chińskim ABS-em nie są najlepsze.
|
Po dwóch okrążeniach oklapły lusterka i tak już zostało. Widocznie ten typ tak ma...
|
W Kingwayu najbardziej wkurzały drobnostki, np. na pierwszej rundce
poluzowały się plastiki przy przednim błotniku. Purga wyglądała jak miś
Uszatek z oklapniętym uchem.
|
Początek agonii
Po zmroku Inca ujawniła ciekawą wadę: przednia lampa oślepia jadącego nim jeźdźca... Z pomocą przyszła taśma klejąca. Feler został usunięty niezbyt estetycznie, ale szybko i skutecznie. Oprócz tego kokpit po całości zaparował. O godz. 22 w Benzerze odkręciła się jedna ze śrub mocujących wydech. Wkręciliśmy nową. O 3 nad ranem pogorszyło się prowadzenie Kingwaya. Diagnoza: trafi one łożysko główki ramy. Po 601 km... Bez komentarza. Można jechać dalej, ale trzeba uważać i spokojnie. Nie dało się inaczej, bo średnia przelotowa wynosiła 29 km/h.
Tempo postanowiło podkręcić trzech pijanych typków z Jędrzejowic. Ok. 4 nad ranem uzbrojeni w nogę od stołu, brechę i siekierę zaatakowali dwóch naszych. Ci obronili się i dali w długą. Czym to się skończyło? Patrz ramka powyżej. Na domiar złego sprzęty, jakby się umówiły, zaczęły się sypać. O 5.30 odpadł Benzer. Po 721 km ścięło obie śruby mocujące usztywnienie wahacza, do którego był przykręcony wydech. Naprawa w rowie pozwoliła dojechać do obozu. Z kolei w Ince obluzowało się mocowanie tablicy rejestracyjnej. Nobel dla wynalazcy srytytki! Godzinę później ścięło śrubę mocującą wydech. Dokręciliśmy drugą i połataliśmy srytytkami, ale to było tylko przedłużanie agonii. O 9.40 urwał się wydech, a do tego wykręciła się jedna ze śrub mocujących przedni zacisk hamulcowy. Inca skapitulowała po 763 km.
Na placu boju pozostał prowadzący się gorzej z każdym kilometrem Kingway. Dzięki doświadczeniu jeźdźców można nim było jakoś jechać (zakręty na kwadratowo). O godz. 10.15, po 844 km, Kingway nie miał już z kim walczyć. Byliśmy zmuszeni przed czasem zakończyć test.
13. posterunek
|
 |
Co trzeba zrobić, żeby aż tak zepsuć kask Shoei? Polska smutna rzeczywistość pokazała, że nie trzeba jechać skuterem czy motocyklem. Wystarczy trafi ć na trzech wyrywnych typków, którzy się naoglądali amerykańskich fi lmów. Uzbrojeni w nogę od stołu (dębową), siekierę i brechę, napadli na jeźdźców testowych. Skorupa kasku Shoei pękła od ciosu nogą. Na szczęście nasi byli ubrani w stroje motocyklowe z ochraniaczami – to zminimalizowało straty. Skończyło się na kilku siniakach. Chłopaki obronili się i zwiali pijanym napastnikom.
A co na to policja? – spyta ktoś. Nic! I to dosłownie! Panowie z komisariatu w Dzierżoniowie nie raczyli pofatygować się na miejsce zdarzenia. Przecież to był tylko napad z użyciem niebezpiecznych narzędzi, a do tego nikt nie zginął... Chwała wam, dzielni policjanci! – padł złośliwy komentarz. Napadnięci musieli osobiście dokonać zgłoszenia.
Po raz kolejny stanęło pytanie o sens płacenia podatków. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby jeźdźcy nie byli profesjonalnie ubrani... |
Społeczność | Komentarze