[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Jazda motocyklem zimą. Jak poradzic sobie z zimnem i śliskim asfaltem

Chcąc jeździć motocyklem w zimie masz dwie możliwości: albo zabierasz motocykl gdzieś na południe, albo zmierzysz się niskimi temperaturami tutaj na miejscu. W tym drugim przypadku przyda ci się wiedza i kilka patentów.

Nie wyobrażam sobie życia bez motocykla. Zimą również. Codziennie przejeżdżam ok. 30 km i wolę zmarznąć, niż marnować czas w korkach i na poszukiwanie miejsca parkingowego. Już słyszę pytania o fortunę, jaką wydaję na antybiotyki... Myślę, że więcej wydasz, jeżdżąc komunikacją miejską ze wszystkimi przeziębionymi korpoludkami, którzy „muszą, bo szef nie da wolnego”...

Przygotowanie to podstawa

W przypadku jazdy zimą na sukces składają się trzy elementy: motocykl, twój ekwipunek i ty sam. Zacznij od siebie, a konkretnie od zmiany swojego myślenia i od podszlifowania umiejętności. Wyłącz pośpiech i zapomnij o gwałtownych przyspieszeniach czy opóźnianiu hamowania. Na miejsce i tak dojedziesz szybciej, niż 90% samochodów. Zimą liczą się płynność ruchów, refleks, a zwłaszcza przewidywanie i myślenie za innych. Może powinienem się leczyć, ale zimą zachowuję się tak, jakby wszyscy na drodze chcieli mnie zabić. I właśnie to kilka razy uratowało mi tyłek.

Zwróć uwagę na detale, które do tej pory ignorowałeś: nawet niewielki strumień przepływający pod drogą może cię zaskoczyć oblodzonym asfaltem. Jeśli nawierzchnia błyszczy lub jest dziwnie matowa – zwolnij. Na wiaduktach i mostach – również. Jeśli codziennie jeździsz tą samą drogą, zapamiętaj, gdzie na trasie zbiera się woda i którędy spływa ona na pobocze – poranny przymrozek oznacza lodowisko w tych miejscach. Przerażony? Spokojnie, strach ma wielkie oczy.

Trening czyni mistrza

Na początek trochę potrenuj na parkingu, abyś poznał granice i możliwości swoje, jak i motocykla. Skup się na hamowaniu oraz wchodzeniu w zakręty. Oba manewry wykonuj delikatnie, ale płynnie i pewnie. Zestresowany człowiek odruchowo spina mięśnie, a to oznacza, że zakręt pokonasz chwiejnie i „na kwadratowo”. Łatwiej wtedy o glebę, a radość z jazdy błyskawicznie znika. Walcz z tym!

W czasie hamowania użyj obu hebli. Jeśli zrobisz to z wyczuciem, wzrośnie stabilność motocykla. Jeśli nie masz ABS-u, sprawdź, na ile pozwoli ci przyczepność opon. Spróbuj znaleźć granicę zablokowania kół. Kilka prostych ćwiczeń sprawi, że poczujesz się pewniej.

Zobacz też: Rajd Dakar 2020 od kuchni

Ogry mają warstwy

Nie mniej istotną kwestią jest ciepłe ubranie. Zimno dekoncentruje i pozbawia ruchy precyzji i pewności (patrz ramka poniżej). Na ciuchy nie musisz  wydawać fury kasy. Śmiało możesz jeździć w tym zestawie, który masz, tyle że skóra szybciej traci temperaturę, a trampki i dżinsy najlepiej poczują się w szafie. Tu rządzi zestaw tekstylny. Wepnij w niego wszystkie warstwy (tzn. membranę i podpinkę). Zainwestuj w zestaw bielizny termoaktywnej (ceny od klikudziesięciu do kilkuset zł za zestaw z windstopperem, sprawdź w sklepach motocyklowych, w Lidlu czy w Decathlonie). Nigdy nie wkładaj bielizny na bawełniany T-shirt.

Bywa i tak... W Alpach coś takiego może ci się przytrafić nawet w maju.

REKLAMA

REKLAMA

Jeśli wybierasz opcję budżetową, zamiast pchać gazety pod ubrania wrzuć na wierzch kondom przeciwdeszczowy. Tutaj też jest ciekawa opcja: jednoczęściowy, ocieplany Thermoboy z Polo (ok. 615 zł) załatwi dwie sprawy naraz – ani nie zmarzniesz, ani nie przemokniesz. Jednak przeciwdeszczówka sprawdzi się przede wszystkim w dłuższej trasie (swoją doceniłem na trasie Wrocław – Gdańsk, którą pokonałem 6 grudnia).

Apteka? Nie, dziękuję!

Jeśli nie chcesz wydawać kasy w aptece, koniecznie osłoń szyję. Najlepsza moim zdaniem jest kominiarka z kołnierzem z windstopperu. I to z dwóch powodów: 1. nie uciska w głowę pod kaskiem, 2. chroni gardło, a długość kołnierza sprawia, że nie wyłazi spod kurtki w czasie kręcenia głową (np. gdy rozglądasz się na skrzyżowaniu). Maska neoprenowa nie da rady, jeśli masz dobrze dopasowany kask.

Zobacz też: Pięć największych zagrożeń na polskich drogach

À propos szyby w kasku: porysowana oznacza konieczność jej wymiany. Nie ma innej rady, bo po zmroku przy padającym deszczu nic nie zobaczysz. Ze względu na różnicę temperatur po obu stronach szyby będzie ona ciągle parować. Czyli bez pinlocka ani rusz. W twoim kasku nie ma możliwości jego zamontowania? Kup pinlock w sprayu (np. Muc-off Anti-Fog za 59 zł) – potraktowana nim szyba nie zaparuje od wewnątrz. 

Nie mniej istotne jest ciepło stóp. Perforowane buty od razu schowaj do szafy. Postaw na wysokie buty z membraną. A do tego zainwestuj ok. 70 zł w termoaktywne skarpety (np. Oxford Chillout) lub 60 zł w podgrzewaną elektrycznie wkładkę (są takie np. w supermarketach Jula i w sklepach Tchibo).

Off-road na śniegu to znakomita zabawa. A do tego w 99% przypadków lądowanie w białym puchu jest miękkie. Sytuację może zmienić przysypany śniegiem pieniek...

REKLAMA

Prawdziwym wypasem (niestety, dość drogim) są elektrycznie podgrzewane ciuchy: podpinka (679 zł), kalesony (569 zł) czy skarpety (389 zł). Więcej o nich na www.elektrociuchy.pl. Nie zapomnij o zimowych rękawicach. Przegląd tego, co w tej dziedzinie oferuje polski rynek, znajdziesz w MOTOCYKL-u 12/2016. Ważne, żeby były dobrze dopasowane i na kciuku lub palcu wskazującym miały gumową wycieraczkę. Jeśli masz kasę, za ok. 800 zł możesz kupić podgrzewane elektrycznie (np. Macna Atom czy RST Heated Glove) lub Klan Infinity za 519 zł.

Jazda w sezonie jesienno-zimowo-wiosennym zweryfikuje jakość ciuchów, rękawic i butów. Zużywają się one wtedy dużo szybciej. Brud, wszechobecne wilgoć i sól, której drogowcy nie żałują, odciśnie na nich swoje piętno. Zdecydowanie częściej lądują one w pralce (raz na ok. 2 tygodnie), dlatego częściej sięgam wtedy po impregnat w sprayu (np. S100 Impragnier Spray za 43 zł).

Pimp your bike

Przed sezonem zimowym umyj i zakonserwuj lakier (np. woskiem; brud nie będzie tak łatwo przylegał). Czekają cię częstsze wizyty na myjni i smarowanie łańcucha. Sprawdź żarówki i stan kloszy. To ważne, bo przecież jechał do pracy i/lub wracał z niej będziesz zazwyczaj wracał po zmroku. Przydadzą się też gmole (spokój ducha), mufki na kierownicę (od ok. 70 zł) i jakakolwiek szyba czy owiewka. Gdy pojedziesz w dłuższą trasę, grzane manetki uznasz za absolutnie niezbędne...

Podczas jady wyluzuj się i prowadź maszynę delikatnie. Zestresowany człowiek spina mięśnie, a to znaczy że zakręty pokonuje chwiejnie i na kwadratowo.

 

Śnieg dla świrów

Off-roadowcy zimą mają dużo łatwiej. Jazda po śniegu trochę przypomina pokonywanie kopnego piasku, z tym że w kopnym śniegu motocykl wcześniej się zapada. Za to lądowanie jest najczęściej miękkie. Chyba że pech przysypie śniegiem pieniek czy bronę. Na co jeszcze powinieneś uważać? Na to, że mróz powoduje, iż byle gruda ziemi jest twarda jak kamień.

Podczas zabawy w śniegu ważne są gogle z podwójną szybką (tak łatwo nie parują), bielizna termoaktywna, porządne skarpety oraz cieplejsze rękawice (np. Leatt GPX 5.5 Windblock za 229 zł). Ważne: nie zaciskaj zbyt mocno klamer w butach, bo utrudnisz w ten sposób przepływ krwi w stopach. Jeśli masz taką możliwość, zamiast bluzy włóż kurtkę enduro – po kilku minutach jazdy i tak otworzysz wentylację. Przyczepność zawsze i wszędzie zapewnią ci opony z kolcami, np. Mitas (patrz ramka na str. 70).

My się zimy nie boimy

Zima nie taka straszna. Mało tego – sporo bikerów wcale nie odstawia motocykli. Nie wierzysz? Wybierz się na jedną z imprez zimowych, np. na Elefantentreffen, Zimowy Zlot Pingwina czy Zimowy Wjazd na Równicę. Do zobaczenia w trasie i niech śnieg będzie z wami!

Zobacz też: Test sześciu zestawów przeciwdeszczowych

REKLAMA

REKLAMA

 

Anatomia zamarzania

+10ᵒ i pełne słońce – aż chce się wyciągnąć moto. Najszybciej zaczynają marznąć palce dłoni. Powodem jest wiatr. Przy prędkości 50 km/h i temperaturze powietrza +10ᵒ C temperatura odczuwalna spada poniżej zera! Odpowiednie ubranie to podstawa zimą. Temperatura 0ᵒ C i prędkość 60 km/h oznaczają odczuwalną na poziomie -18ᵒ C!

Najwięcej ciepła koncentruje się w korpusie i w głowie (zdj. obok) – to istotne dla prawidłowego działania kluczowych dla życia organów, w tym mózgu. W efekcie zmniejsza się przepływ krwi w kierunku zakończeń układu krążenia, czyli dłoni i stóp. Pierwszym objawem jest marznięcie. Dłuższe wychłodzenie obniża normalną temperaturę ciała, która wynosi 36,6ᵒ C. W takiej sytuacji organizm uruchamia mechanizmy obronne: pojawiają się gęsia skórka i dreszcze, a w brzuchu zaczyna ci burczeć z głodu.

Zimno odczujesz najpierw w czubkach palców. Stamtąd rozchodzi się na inne części ciała, wywołując gorsze samopoczucie. W takiej sytuacji drastycznie spada sprawność palców: posługiwanie się gazem pogarsza się o połowę, operowanie klamką hamulca jest mało precyzyjne, a jej zachowanie jest kluczowe na śliskiej nawierzchni. Jeśli to cię nie zniechęca, włóż bieliznę termiczną. Zadbaj o skarpetki i zimowe rękawice. Ważne! W chłodne dni rękawice wkładaj wyłącznie na zupełnie suche ręce.

Nie mniej ważna dla komfortu cieplnego jest odpowiednia temperatura korpusu. Dlatego kominiarka (najlepiej z kołnierzem z windstopperem), bielizna termoaktywna, polar czy podgrzewana elektrycznie kamizelka będą jak najbardziej na miejscu. Oprócz tego pamiętaj o postoju na gorącą herbatę. W czasie jazdy przy -5ᵒ C zatrzymywałem się mniej więcej raz na godzinę.

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Oddając motocykl Suzuki do serwisu, nie musisz nawet wychodzić z domu. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA