Motocykl po powodzi. Czy warto kupić, na co uważać?

Wkrótce na rynek trafią pochodzące z Niemiec, Belgii i Holandii motocykle z niewielkimi przebiegami w bardzo dobrych cenach. Niestety, trzeba będzie bardzo uważać, bo wiele z tych maszyn będzie pochodzić z terenów dotkniętych powodziami. Czym ryzykujemy kupując zalany motocykl?

zalany motocykl Shutterstock
A submerged motorcycle in rain flood water - Karachi Pakistan - Sep 2020
  • Katastrofalne powodzie w Niemczech, Belgii i Holandii spowodowały zatopienie dziesiątek tysięcy pojazdów. 
  • Spora część z nich trafi w ręce handlarzy, którzy będą chcieli sprzedać je z zyskiem.
  • Kupno motocykla popowodziowego oznacza zwykle kłopoty - szwankuje elektronika i silnik, a naprawa jest nieopłacalna.

REKLAMA

REKLAMA

Katastrofalne powodzie, które dotknęły zachodnią część Niemiec, Belgię i Holandię, przyniosły ogromne straty materialne. Na filmach publikowanych w mediach społecznościowych widać niezliczone samochody i motocykle zalane błotnistym szlamem, wśród nich także te jeszcze niesprzedane, stojące w całkowicie zalanych salonach.

Ubezpieczyciele kwalifikują popowodziowe pojazdy do kasacji, ponieważ naprawy nie są ekonomicznie uzasadnione. Brutalna prawda jest taka, że tylko niewielka część motocykli, skuterów i samochodów trafi na złom. Większość za ułamek rynkowej wartości przejmą handlarze, którzy po odpowiednim przygotowaniu wystawią pojazdy do sprzedaży.

Motocykl po powodzi - czy warto kupić

W najgorszej sytuacji będą z pewnością nabywcy samochodów. W niezliczonych zakamarkach tapicerki, tworzyw, w komorze silnika i bagażniku brudna woda powodziowa pozostawia ślady, których nie usunie nawet najlepszy detailing. Samo wypranie tapicerki i oczyszczenie komory silnika i podwozia myjką ciśnieniową nie załatwi sprawy – wilgoć, która wdarła się w najdrobniejsze zakątki samochodu prędzej czy później da o sobie znać.

Ale kupując motocykl popowodziowy także narażasz się na ogromne kłopoty. Niech nie skusi cię niska cena i minimalny przebieg – jeśli woda dostała się do silnika, niemal na sto procent będzie on do wymiany. Samo zalanie silnika wodą to jeszcze nie tragedia – wielu z nas nie raz miało podobną przygodę podczas pokonywania brodów.

Problem w tym, że to, co niesie powódź, to nie woda – to błotnista maź, zawierająca wszystko, co uda jej się wymyć po drodze. Kanalizacja, środki chemiczne, zawartość cmentarzy i inne atrakcje powodują, że breja ta nie tylko śmierdzi, ale jest także ogromnie toksyczna – tak dla ludzi, jak i dla elementów pojazdu.

REKLAMA

Motocykl po powodzi - na co uważać

Najczęstszymi problemami popowodziowych pojazdów, oprócz zapachu stęchlizny i parujących stale szyb w samochodach, są problemy z pracą silnika i nieprawidłowym działaniem elektroniki. Silnik, narażony przez dłuższy czas na kontakt z mulastą breją, zaczyna korodować, a zanieczyszczenia stałe powodują zakłócenia jego pracy i błyskawiczne zużywanie się elementów. Najgorzej, jeśli został on zalany podczas pracy – wówczas mogło dojść nawet do wygięcia korbowodów lub pęknięcia tłoków.

Elektronika szwankuje ze względu na szybko postępującą korozję złączy i układów scalonych. Efektem są pojawiające się przypadkowe błędy, losowe wyłączanie systemów, gubienie iskry i wiele innych podobnych dolegliwości. Pamiętaj, że w nowych motocyklach komputer steruje niemal wszystkimi podzespołami – układem ABS, ESP, wspomaganiem hamulców. Powierzanie swojego bezpieczeństwa zatopionej w szlamie elektronice z pewnością nie jest dobrym pomysłem.

Co istotne – usunięcie usterek związanych z zalaniem w czasie powodzi jest niezwykle trudne i kosztowne, o ile nie niemożliwe. Nawet jeśli w teorii kupiony pojazd jest objęty gwarancją producenta, fakt zalania wyklucza jej zastosowanie. Dlatego zanim zdecydujesz się na kupno prawie nowego motocykla z niewielkim przebiegiem, dokładnie sprawdź jego historię. W razie wątpliwości odpuść zakup – to lepsze niż wydawanie ogromnych pieniędzy na naprawę czegoś, co i tak zapewne nie będzie działać poprawnie.

Przeczytaj także: motocykl zalany w podziemnym garażu.

Zobacz również:
Za stosowaniem słuchawek w kasku przemawia fakt, że najczęściej po prostu je mamy. Za interkomem – łatwość dostępu do różnych przydatnych w czasie jazdy funkcji. Które rozwiązanie wybrać?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA