Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.5

Norton powrócił - brytyjska marka wraca do żywych

Norton ma już prawie 120 lat. Po wielu kłopotach ta brytyjska marka powróciła i wszystko wskazuje na to, że zostanie na dłużej. Byłem w fabryce i zobaczyłem, jak są budowane te wyjątkowe motocykle.

Wizyta w fabryce Nortona Mimo że sposób produkcji ma wiele z manufaktury i mimo nietypowej wizji, Norton ma szansę przetrwać na rynku.

Towarzyszy nam typowo angielska pogoda: lokalną drogą jedziemy w deszczu. Jeszcze kilka zakrętów i zatrzymujemy się na podwórku stylowego pałacyku Hastings House tuż przed kilkupiętrowym biurowcem. Całość, ze sporą połacią ziemi i budynków, tworzy posiadłość Donnington Hall. Logo Nortona nad wejściem do biurowca to jedyny element, który zdradza, że to miejsce ma coś wspólnego z motocyklami. Ale nic w tym dziwnego: te budynki jeszcze niedawno należały do ­British Airlines.

Dziś biurowiec o powierzchni 45 000 stóp kwadratowych (ech, Anglicy...), czyli blisko 4200 m2, jest fabryką, a właściwie montownią Nortonów – jednej z najstarszych marki motocyklowych na świecie. Tego, co zobaczyłem po przekroczeniu progu pierwszego pomieszczenia, zupełnie się nie spodziewałem. Na środku dużej sali typu open space na biurowym dywanie stoi 5 podnośników warsztatowych, a na nich motocykle w różnym stopniu zaawansowania. Przy każdym z nich uwijają się dwie osoby (pracują tu też kobiety), starannie i systematycznie dokładając kolejne części i podzespoły. Jest też tam sporo pojemników z dźwigniami, śrubami, śrubkami, nakrętkami, uszczelkami itp. (wszystko w nienagannym porządku), a także gotowe motocykle, czekające na transport nawet w najdalsze zakątki świata (np. do USA czy na Kajmany).

Ta czwórka (u dołu) czeka na transport. To pierwsza dostawa, która trafiła do Polski: 2 x Commando Sport, Commando Café Racer i Dominator.  / Wizyta w fabryce Nortona

Po kątach są poutykane pamiątkowe okazy: motocykle Nortona startujące od kilku lat w Tourist Trophy, Dominator, który zagrał rolę w „Spectre” – ostatnim filmie o przygodach Jamesa Bonda, nieudane prototypy z okresu amerykańskiego właściciela (aż oczy bolą), a także rodzynek w towarzystwie: pierwszy egzemplarz sportowego modelu V4 RR.

W Pałacu stanowiącym część posiadłości Donnington Hall Manor Stuart urządził sobie mieszkanie. Biurowiec za nim jest fabryką motocykli. / Wizyta w fabryce Nortona

TO MANUFAKTURA, NIE FABRYKA!

Potem odwiedzam laboratorium z komputerowo sterowanymi frezarkami wykonującymi części z aluminium, a także warsztat, w którym na starych maszynach (niektóre pamiętają połowę ubiegłego stulecia) powstają ramy, wahacze i inne części ze stali. Na wyższych piętrach znajdują się warsztaty, w których są składane silniki, sety, kierownice i cała reszta osprzętu, oraz dział projektów i R&D (research and development). Są też prowizoryczna hamownia i... strzelnica dla pracowników.

Po zwiedzeniu fabryki nasuwa mi się myśl, że to nie fabryka, lecz manufaktura. Rządzi tam staranna i niespieszna robota ręczna. Poganianie i praca na akord nie mają tam wstępu. Dziennie powstaje tu 5 motocykli, rocznie około 1000. W planach jest wzrost produkcji do około 1500, co oznacza podniesienie zatrudnienia o kilkanaście osób. Stanowiska do składania sportowych V4 RR i V4 SS (limitowana seria 200 sztuk) już są szykowane.

limitowana wersja Dominatora zagrała w ostatnim „Bondzie”. / Wizyta w fabryce Nortona

Jeśli w pewnym momencie masz okazję nie jedną w życiu, lecz jedną na sto lat, nie zastanawiasz się nad planem. Mówisz: pierzyć to, jakoś to będzie! I kupujesz

W miarę, jak słucham i patrzę, lekkie niedowierzanie zaczyna zastępować myśl, że w tym szaleństwie jest metoda, że szef tego zamieszania Stuart Garner – mocno zajawiony na punkcie motocykli Anglik około pięćdziesiątki – ma sensowny plan. Co ciekawe, ten facet zawdzięcza sukces biznesowi bardzo podobnemu do tego, jaki prowadził założyciel marki James Norton. Obaj zaczynali od wytwarzania części do maszyn i motocykli. W latach 80. Stuart przygotowywał wahacze i inne części do motocykli wyścigowych, a że i wtedy, i dziś wyścigów oraz zespołów w Wielkiej Brytanii jest od groma, ma pełne ręce roboty i dużo kasy.

Oto wyjątkowe siedzenie sportowego V4 RR, który będzie kosztował ponad 160 000 zł. Jest na co popatrzeć! / Wizyta w fabryce Nortona Topowe zawieszenia Ohlinsa to oczywista sprawa w modelu V4 RR  / Wizyta w fabryce Nortona Wszystkie szczegóły w V4 RR są dopracowane i pięknie wykonane

OKAZJA JEDNA NA STO LAT

Zbiegiem okoliczności Garner zna ówczesnego właściciela Nortona Kenny’ego Dreera, który po przeniesieniu produkcji do USA zbudował nieudaną reinkarnację Commando. Dreer po kilku latach walki o przywrócenie marce blasku poddał się i za namową żony postanowił sprzedać Nortona. Zgłosiła się firma produkująca koszulki i chciała zapłacić zadowalającą sumę. Mimo to Kenny zadzwonił do Stuarta i złożył mu ofertę sprzedaży legendarnej marki za podobne pieniądze, pod warunkiem że zbuduje motocykl. Stuart miał 3 dni na podjęcie decyzji, mimo to już nazajutrz wsiadł do samolotu. „Jeśli w pewnym momencie masz okazję nie jedną w życiu, lecz jedną na sto lat, nie zastanawiasz się nad planem. Mówisz: pierzyć to, jakoś to będzie! I kupujesz” – to jego słowa. Na początku tej dekady Stuart zmaga się ze sporymi problemami. Na szczęście rząd brytyjski dofinansował jego biznes kwotą ponad 7 mln funtów.

Ręczna robota. Z podnośników w dziale montażowym – połączonym z magazynem i showroomem – zjeżdża średnio 5 maszyn dziennie.

Norton ma dziś dystrybutorów w 26 krajach świata, w tym od niedawna w Polsce – Liberty Motors. Pierwsze motocykle stanęły w jego salonach we wrześniu 2017 roku.

Tak się zaczęło

Pierwszy motocykl Norton, napędzany szwajcarskimi i francuskimi silnikami Energette (powyżej), powstał w 1902 r., firma w 1898 roku – prawie 120 lat temu! Założycielem był James Lansdowne Norton. / Wizyta w fabryce Nortona
Pierwszy motocykl Norton, napędzany szwajcarskimi i francuskimi silnikami Energette (powyżej), powstał w 1902 r., firma w 1898 roku – prawie 120 lat temu! Założycielem był James Lansdowne Norton.
Kryzys lat 70. Mimo sporych sukcesów przed II wojną światową (78 wygranych w Grand Prix i 10 w TT na wyspie Man), podczas wojny (100 tys. dla wojska) i po wojnie (pojawienie się Dominatorów i Commanderów, sukcesy Geoffa Duke’a w wyścigach) firma ginie pod naporem ,,japończyków”. Ostatni Norton Commando zjeżdża z taśmy w 1976 r.
Próby wskrzeszenia marki w latach 80. i 90. były nieudane, mimo że zdarzyło się kilka sukcesów w sporcie. Odmiana przychodzi w 2008 r., gdy Stuart Garner odkupuje firmę od amerykańskiego właściciela. Nowa fabryka rusza w posiadłości Donnington Hall. W 2010 roku powstaje tam Commando 861 – pierwszy Norton po zmartwychwstaniu marki.

zobacz galerię

Zobacz również:
Na widok tego auta Yamahy, pozbieraliśmy szczęki z podłogi. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij