Turystyka motocyklowa na weekend: Bieszczady

Owiane tajemnicą, nasycone legendami i historiami ludzi, symbol ucieczki od przytłaczającego świata – Bieszczady. Czas płynie tutaj inaczej, a wiele zasad, które znamy z wielkomiejskiego życia, nie ma racji bytu.

Bieszczady mają tę ogromną zaletę, że troskliwie ugoszczą każdego, nieważne czym jeździ. Znajdziesz tu drogi i na cruisera, i na adventure’a. Nawet na sporcie poczujesz się tu dobrze. Miejsce to jest przy tym niewyczerpaną skarbnicą pięknych tras i interesujących miejsc. Nie starczy życia, by poznać je wszystkie.

Turystyka na weekend Bieszczadymarcin szczepański
Brody to nieodłączny element bieszczadzkich dróg

Postanowiłem zatem zasięgnąć porady Marcina, który wraz z żoną Martą prowadzi Myczkowiankę – restaurację i pensjonat, które od lat cieszą się wśród motocyklistów ogromną popularnością. Marcin, który jeździ motocyklem, każdą wolną chwilę poświęca na poznawanie Bieszczadów.
Ruszam więc, jakże by inaczej, z Myczkowianki. To znakomita baza wypadowa, z wygodnymi noclegami i świetną kuchnią. Pierwszym punktem na trasie jest położony nieopodal, w Uhercach Mineralnych, wodospad na Olszance. Miejsce bardzo przyjemne i urokliwe, warto tutaj zrobić kilka zdjęć. Będąc w Uhercach, warto zwrócić uwagę jeszcze na inne atrakcje – pierwsza z nich to drezyny rowerowe, które pozwalają poznać zakątki Bieszczadów dostępne niegdyś tylko pasażerom galicyjskich kolei. Druga z atrakcji to browar Ursa Maior, warzący znakomite piwo.

Turystyka na weekend Bieszczadyshutterstock.com
Drewniana cerkiew w Smolniku to jeden z symboli architektury regionu.

Bieszczady: zakręt grozy

Przez Olszanicę kieruję się w stronę szybowiska w Bezmiechowej. Znajduje się tam owiany złą sławą zakręt. W internecie krąży wiele filmów, na których widać, jak łatwo motocykl może wypaść tutaj z drogi. Według niektórych teorii winny jest opadający profil zakrętu, który przy prawym łuku zmusza kierowców jednośladów do zacieśniania toru jazdy, a to kończy się zjechaniem w trawę. Na szczęście prędkości tutaj są minimalne. Z szybowiska w Bezmiechowej rozciąga się wspaniała panorama Bieszczadów.

Turystyka na weekend Bieszczadymarcin szczepański
Marcin i Marta (dwoje od prawej) zawsze chętnie goszczą motocyklistów. Wśród nich White Wolfa, czyli Marka Suslika.

Wracam tą samą drogą i kieruję się w stronę Ropienki. Po drodze, w Wańkowej, warto zatrzymać się na zakupy w sklepie „Czar PRL” u rodowitego Greka Nikosa, który robi doskonałe sery. Kawałek dalej, po prawej stronie, na starej drewnianej stodole znajdziesz unikatowe dzieło sztuki – deskal Arkadiusza Andrejkowa. Podobny znajduje się także w Myczkowiance i wielu innych miejscach na Podkarpaciu. To część projektu Cichy Memoriał, którego celem było przedstawienie scen ze starych fotografii przedstawiających życie dawnych właścicieli ozdabianych budynków.

Turystyka na weekend Bieszczadyrafał betnarski
Tamtejsze drogi mają niepowtarzalny urok, mimo że jakość ich nawierzchni często woła o pomstę do nieba.

Zobacz również: A może motocyklowy weekend na Kaszubach?

REKLAMA

REKLAMA

Bieszczady: ślady trudnej historii

W Ropience, przy samej drodze, zobaczysz pozostałości instalacji służącej niegdyś do wydobywania ropy naftowej. Tak, nazwa tej miejscowości nie jest przypadkowa. Wieś ta ma smutną historię – w 1944 roku to właśnie tutaj UPA dokonała pierwszych zbrodni na Polakach.

Z Ropienki, przez Łomnę i Trójcę – dwie wsie wysiedlone po II wojnie światowej podczas akcji „Wisła” – kieruję się w stronę Arłamowa. Tamtejszy luksusowy ośrodek wypoczynkowy gościł niegdyś najważniejsze osobistości PRL, a ostatnio był m.in. miejscem zgrupowania naszej narodowej reprezentacji piłki nożnej..

Przez Krościenko i Równię, gdzie powinieneś zobaczyć przepiękną drewnianą cerkiew Opieki Matki Bożej, jadę dalej na południe. W Zadwórzu mijam Gęsi Zakręt – przyjazne motocyklistom miejsce, doskonale znane fanom trialu za sprawą imprez, które organizują tutaj Paweł Słomiński oraz Gabryś Marcinów.

Turystyka na weekend Bieszczadymarcin szczepański

W Lutowiskach zatrzymuję się na chwilę, aby popodziwiać niezwykłą panoramę Bieszczadów. Stąd „bieszczadzkim asfaltem” (patrz poniżej), a następnie łatwą szutrową drogą jadę w stronę kolejnej wysiedlonej w czasie akcji „Wisła” wsi – Skorodne. Kiedyś stało tutaj 158 domów, w których mieszkało ponad 900 osób, dziś zostały tylko pojedyncze zabudowania. Jeśli motocykl i umiejętności ci na to pozwalają, w pobliskiej Polanie możesz odbić w prawo, w kierunku groty w Rosolinie. Po drodze czekają cię dwa brody na potoku Czarny, a w końcu krótki spacer.
W Rajskiem odbijam w lewo, w stronę mostu nad Sanem. Także tutaj była kiedyś tętniąca życiem wieś – Studenne, którą zniszczono po II wojnie światowej. W pobliżu mostu znajdują się ruiny poniemieckiej strażnicy.

Zobacz również: motocyklowy wyjazd na Jurę Krakowsko-Częstochowską

Bieszczady: ważne informacje


TRASA. Dystans nie jest porażający, ale mnogość atrakcji powoduje, że trasę warto rozłożyć sobie na dwa dni. Przemawia za tym także to, że wiele odcinków trzeba pokonać z minimalną prędkością.
DOBRA RADA. Bieszczadzkie asfalty to wspomnienie po nawierzchni bitumicznej. Dziś mają one postać wybitnie patchworkową, z fragmentami żwiru. Jeśli twój motocykl ma twarde zawieszenia, lepiej odpuść takie fragmenty.
WARTO ZOBACZYĆ: Myczkowiankę, drewniane cerkwie w Równi i Smolniku, deskale w Myczkowcach, Wańkowej i Lutowiskach, punkty widokowe w Bezmiechowej, Lutowiskach i Solinie, karczmę Siekierezadę, wodospad na Olszance, grotę w Rosolinie, Chatę Wędrowca.

Turystyka na weekend Bieszczadymotor-presee polska

 

Bieszczady: granica Polska–ZSRR

Drogą wzdłuż Sanu, który płynie tutaj pięknymi meandrami, jadę w stronę Dwerniczka, gdzie znajduje się bardzo ciekawy obiekt – most wiszący. Jego konstrukcja może wydawać się zaskakująca – wysoki pylon z budką strażniczą nasuwa skojarzenia z mostem granicznym. Domysł jest jak najbardziej słuszny – od zakończenia II wojny światowej do 1951 roku przebiegała tędy granica między Polską a ZSRR.

Bieszczady to wśród motocyklistów jeden z najpopularniejszych regionów, a jednocześnie jeden z najmniej poznanych.

Stąd, drogą między dwiema najpiękniejszymi połoninami Bieszczadów – Caryńską i Wetlińską, kieruję się w stronę Brzegów Górnych, a następnie do Cisnej, gdzie odwiedzam jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc regionu – karczmę Siekierezadę. Krąży legenda, że w dawnych czasach drwale potrafili tutaj w jeden dzień przepić całą wypłatę. Lokal do dziś cieszy się ogromną popularnością, teraz za sprawą świetnej kuchni oraz muzeum pojazdów zabytkowych.

To już jeden z ostatnich przystanków na mojej trasie. W drodze powrotnej do Myczkowianki zaglądam jeszcze na cypel w Polańczyku, z którego jak na dłoni widać rozległe Jezioro Solińskie. Polańczyk, rozsiewając duszną atmosferę kurortu, nie zachęca do dłuższego postoju. W drodze powrotnej warto obejrzeć zaporę wodną w Solinie – największy tego typu obiekt w Polsce. Ja zachodnią stroną leżącego poniżej Jeziora Myczkowskiego wracam do swojej bazy.
Solidną, 300-kilometrową trasę warto rozłożyć sobie na cały weekend, by w spokoju podziwiać tamtejsze skarby, a wieczorem oddać się rozkoszom stołu.

Turystyka na weekend Bieszczadyshutterstock.com
Zapora w Solinie to nie tylko największy tego typu obiekt w Polsce, to także symbol regionu.

 

REKLAMA