Turystyka na weekend - Turyngia

Weekendowy wypad za zachodnią granicę, czyli relacja z motocyklowej wycieczki w okolice Oberhofu.

Krzysztof Turulski
Turyngia

Na bazę wypadową wybraliśmy Oberhof – znane ze sportów zimowych miasteczko w Turyngii. Zwabiły nas tam zakręcone jak argumenty polityków drogi, zamki, pamiętające niekiedy średniowiecze, i krajobrazy, których nie powstydziłby się żaden folder reklamowy.

Mimo że był początek maja, na dwa dni przed wyjazdem kamery online pokazywały, że Oberhof wręcz tonie w śniegu. Na szczęście mroźne fronty na czas przeszły. Pierwszego dnia nasze Suzi Bandit, Kawa Z 750 i Honda Deauville przemierzyły około 550 km autostradą i dotarły do Turyngii.

Krzysztof Turulski
Turyngia

Na początek był wypad po okolicach Oberhofu, a dokładnie do zamku Wartburg w Eisenach. Mimo że w linii prostej mieliśmy 50 km, kluczyliśmy po górskich drogach, trzykrotnie wydłużając dystans. To od tego zamku wzięły nazwę produkowane w czasach NRD Wartburgi.

Niestety, zabrakło nam czasu na odwiedzenie małego muzeum poświęconego dumie NRD-owskiego przemysłu samochodowego. W zamian w przyzamkowym bistro uzupełniliśmy zapasy energii. Z czystym sumieniem mogę polecić serwowaną tam zupę z czosnku niedźwiedziego.

Krzysztof Turulski
Turyngia
Najlepiej znany zamek  Turyngii – Wartburg.
Krzysztof Turulski
Turyngia
Elisabethenburg – jeden z dwóch zamków w Meiningen.

 

Następnie okolicznymi zakrętasami pomknęliśmy do Meiningen. Po drodze zaliczyliśmy jeden 8-kilometrowy tunel i kilka krótszych. Dwie rzędowe czwórki i V-dwójka naszych sprzętów, mimo dB-kilerów, grały donośnie i dały nam dużo radości z przejazdu przez wnętrza gór.

Przy zachodzącym słońcu objechaliśmy bardzo zadbane uliczki starówki Meiningen. Mały wypoczynek urządziliśmy sobie przy barokowym zamku Elżbiety (Elisabethenburg) z XVII wieku.

Kolejnego dnia śmignęliśmy na wschód od Oberhofu. Był to dzień zapór. Naturalnie nie zabrakło i zakrętów. Tego dnia zachwyciliśmy się drogą biegnącą przez najwyższy punkt regionu – 942 m n.p.m. Aby dotrzeć do zapór, za dużą miejscowością Saafeld kierowaliśmy się na Hohenwarte.

Od tej miejscowości zaczęły się rzucające na kolana krajobrazy. Już po chwili pojawiła się pierwsza tama na rzece Saale. Po przejechaniu po niej objechaliśmy zbiornik wodny i pokonaliśmy kolejną zaporę.

Krzysztof Turulski
Turyngia
Jedna z elektrowni na rzece Saale.
Krzysztof Turulski
Turyngia
W przyzamkowym bistro w Wartburgu uraczyliśmy się zupą z czosnku niedźwiedziego.

 

Jakby tego było mało, pojawił się wjazd serpentynami na wzgórze, z którego było widać zaliczone wcześniej tamy. To był udany dzień, choć mieliśmy kłopoty, na czym bardziej skupić uwagę – na zakrętach, czy na widokach.

Tuż przed wyjazdem wszystko wskazywało, że podczas majówki na wagę złota będą pług śnieżny zamocowany do Kawy, solarka, którą dostał Bandit w miejsce kufrów, oraz wycieraczka szyby w Deauville’u. Na szczęście w ciągu 2 dni zima ustąpiła. 

Co, gdzie i dlaczego

Długość trasy: ok. 600 km (z dojazdem ok. 1700 km).

Trasa: asfaltowe, równe drogi, na których można poćwiczyć winkle. Dojazd autostradą, ale od Magdeburga warto z niej zjechać i śmignąć bocznymi.

Drogi

1. (L1129, L2632): Oberhof – Schmiedefeld

2. tamy (L2385) Hohenwarte – Drognitz

3. tunele na trasie 71 Oberhof – Meiningen

Co warto zobaczyć:

Oberhof – skocznia narciarska i aquapark

Wartburg – zamek i muzeum motoryzacji

Meiningen – starówka, zamki

Hohenwarte – tama

 

Krzysztof Turulski
Turyngia 

zobacz galerię

Zobacz również:
Pokonanie dziesięciu najwyższych wyasfaltowanych alpejskich przełęczy to dla doświadczonego motocyklowego podróżnika wielka przyjemność, nawet jeśli jest tam kolejny raz. Natomiast dla bikera bez doświadczenia w górach – duży wyczyn.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA