[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Bezpieczeństwo - to się opłaca

Bezpieczeństwo motocyklistów leży nie tylko w interesie ich samych, opłaca się także innym użytkownikom dróg i współobywatelom.

W przekonaniu wielu ludzi, motocykle to maszyny, których posiadacze za wszelką  cenę usiłują dostać się na tamten świat. Faktycznie, patrząc na zachowania i wyczyny niektórych można odnieść takie wrażenie. Tymczasem dla motocyklisty równie niebezpieczne jak jego brawura i brak umiejętności są czynniki nie do końca od niego zależne. Takie jak wadliwie zaprojektowana droga, czy lekkomyślność innych użytkowników drogi.

O zachowaniach innych użytkowników dróg; wymuszeniach pierwszeństwa, blokowaniu pasa ruchu czy spychaniu z drogi napisano już całkiem sporo. Skupmy się więc na kwestii projektowania, stanu i wykonania drogi.

Mijając skrzyżowania kierowcy samochodów nie muszą zastanawiać się, jaką farbą pomalowano pasy dla pieszych. Podobnej refleksji nie budzi jazda po malowanych na drodze znakach poziomych. Jazda koleinami po ciężarówkach to dla nich po prostu niedogodność podobnie jak po nierównej drodze, zaś piachu na zakrętach często nawet nie zauważają.

 

 

Tymczasem w niektórych miejscach naszego kraju do malowania pasów użyto farby, która po wyschnięciu tworzy na asfalcie śliską skorupę. Taka powierzchnia jest szalenie niebezpieczna nie tylko sama w sobie, ale szczególnie wtedy, gdy pada lub padał deszcz, bo robi sie śliska jak lód. Siedząc za sterem auta trzeba więc zrozumieć manewr, w którym motocyklista zmienia trajektorie ruchu by nie najechać na farbę. Podobnej wyrozumiałości wymaga sytuacja, w której podczas skrętu kierujący jednośladem prostuje motocykl starając się wjechać między pasy dla pieszych by uniknąć niebezpieczeństwa.

Kolejną niebezpieczną i stale podnoszoną kwestią, która cały czas zostaje nie rozwiązana, są groźne dla motocyklistów a stosowane na polskich drogach metalowe i linowe bariery zabezpieczające. Czterokołowi zmotoryzowani wiedzą, że ich celem jest rozdzielenie pasów ruchu i zapobieganie wypadnięciu samochodów z drogi. Samochód odbija sie od nich a podróżujące nim osoby wychodzą bez szwanku. Niestety, kierujący motocyklem wpadając na takie zabezpieczenie, łamie się jak podczas średniowiecznej tortury. Zwłaszcza trafiając między blisko rozmieszczone stalowe słupki, często o ostrych krawędziach.

Tymczasem lista kontuzji i obrażeń grożących motocykliście jest długa i przerażająca, a podsumować ją można  stwierdzeniem, że są one daleko bardziej poważne i rozległe niż u ofiar wypadków samochodowych. Motocykl nie ma bowiem pasów, poduszek powietrznych i kontrolowanych stref zgniotu, a jedyne zabezpieczenia to te, które motocyklista ma na sobie.

Obrażenia, na które narażony jest motocyklista zależą od kilku czynników. Prędkości, rodzaju przeszkody, oraz właśnie tego, w jakim stopniu jest on chroniony przez strój. Wśród najczęstszych urazów i kontuzji można wymienić poważne i skomplikowane złamania kończyn, urazy głowy, uszkodzenia kręgosłupa i organów wewnętrznych - często po kilka jednocześnie. Nierzadko są to obrażenie skomplikowane i wymagające  długotrwałego, specjalistycznego leczenia, co wiąże się z pobytem w szpitalu, następnie z długotrwałą  rehabilitacją i wyłączeniem z pracy zawodowej.

Co zatem robią motocykliści, aby chronić siebie i kieszeń podatnika? Najkrócej mówiąc: wydając majątek na zabezpieczenia; specjalistyczną odzież z protektorami kolan, bioder, pleców, łokci i ramion, buty ze wzmocnieniami, rękawice, kaski, a czasem i dodatkowe ochraniacze piszczeli, klatki piersiowej i karku.

 

 

Można by zapytać, gdzie w tym jest interes podatnika? Odpowiedź jest prosta: motocyklista chroni nie tylko swoje zdrowie i życie, ale też redukuje koszty ewentualnego leczenia, które ponoszą wszyscy. Podobnie jak z zapinaniem pasów czy pracą na wysokości i stosowanie zasad BHP - przestrzeganie przepisów chroni nie tylko samego zainteresowanego, ale i społeczeństwo ponoszące potem koszty jego leczenia.

Gdy dochodzi do poważnego wypadku w którym poszkodowany jest motocyklista, często na miejsce zdarzenia wysyłany zostaje helikopter, a nie specjalistyczna karetka. Obrażenia bywają bowiem tyle poważne, że nie ma innej drogi ratowania jego życia i zdrowia.

Dlatego waśnie oprócz działań edukacyjnych, zachęcania do jazdy motocyklowym ekwipunku i piętnowania niebezpiecznych zachowań samych motocyklistów, także poprawa stanu utrzymania dróg i stosowanie bezpiecznych technologii - farb do malowania na jezdni czy barier drogowych jest w interesie całego społeczeństwa. Choćby finansowym.

 

Materiał przygotowany przez Krajowe Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA