REKLAMA

Dakar 2017: mimo wywrotki Rafał Sonik nie odpuszcza

Rafał Sonik nie kryje, że jest przesądny, a jednym z jego fatum jest pierwszy etap rajdu – jeśli uda mu się go pokonać, to znaczy, że dotrze do mety. Tymczasem już na trzecim kilometrze trasy zaliczył upadek.

Wczorajszy odcinek specjalny miał być przetarciem dla wszystkich uczestników. Wydłużonym prologiem z elementami nawigacji. Niestety dla kilku zawodników okazał się jednak końcem zmagań. Sebastien Souday, zwycięzca dwóch rund tegorocznego Pucharu Świata upadł i złamał nadgarstek, po raz trzeci z rzędu wypadając z Dakaru na jednym z początkowych etapów. Rafał Sonik miał więcej szczęścia, bo chociaż zaliczył niewielką kraksę to stracił zaledwie sześć minut do lidera.

"Roadbook nie ma oznakowań, do których przywykliśmy w cyklu Pucharu Świata. Nie wszystkie przeszkody mają nadaną odpowiednią wagę i ciągle jesteśmy czymś zaskakiwani. Tak było w tym przypadku, kiedy jadąc w kurzu, trafiłem lewym kołem w dużą muldę i wyrzuciło mnie z quada na prawą stronę. Na szczęście przy niewielkiej prędkości, ale wiele elementów się powyginało, a ja zarobiłem potężny krwiak na nodze… "- relacjonował Sonik

Kurz, o którym wspomniał nie był bez znaczenia. Został wzniecony przez poprzedzających go na starcie motocyklistów.

"– Prosiłem Marca Comę, aby zrobił pięć lub choć trzy minuty przerwy między nami, a motocyklistami. Nie zgodził się i ruszyłem na trasę 30 sekund za ostatnim na liście jednośladem. Tymczasem nasza czołówka jest szybsza od przynajmniej stu z tych zawodników…" - podkreślał.

Strata sześciu minut do Brazylijczyka Marcelo Medeirosa, który wygrał etap przed Gastonem Gonzalezem z Argentyny i Nelsonem Sanabrią z Paragwaju wyniosła nieco ponad sześć minut. W perspektywie całego rajdu to niewiele, ale jak zauważył Sonik, ma ogromne znaczenie w kolejnych dniach.

" – We wtorek ponownie będę musiał wyprzedzać najwolniejszych motocyklistów, bo wystartuję zza ich pleców. Z krwiakiem na nodze i w zapowiadających się tumanach kurzu czeka mnie naprawdę ciężki dzień. Jak w 2010 roku, kiedy powoli odbudowywałem swoją pozycję przez dobrych kilka dni. Cóż zrobić? Muszę się wyspać, wziąć leki przeciwbólowe, zacisnąć zęby i pojechać najlepiej jak to będzie możliwe".

W równie bojowym nastroju jest Kamil Wiśniewski, który pokonał trasę z 17. czasem.

"– W takim terenie uczyłem się jeżdżąc w zawodach cross-country w Polsce. Dużo kurzu, dziur i niespodzianek. Czułem się więc świetnie, ale pilnowałem się by nie przeszarżować.  Najważniejsze, że mimo kłopotów jesteśmy obaj z Rafałem na mecie i od jutra walczymy o lepsze pozycje – zapowiedział."

We wtorek zawodnicy ruszą z miejscowości Resistencia do San Miguel de Tucuman. Etap będzie liczyć 803 km, z czego 275 km stanowić będzie odcinek specjalny.

Wyniki 1. etapu:

1. Marcelo Medeiros (BRA) 32.53

2. Gaston Gonzalez (ARG) +1.02

3. Nelson Sanabria (PAR) + 1.39                                                  

...

17. Kamil Wiśniewski (POL) +3.17

25. Rafał Sonik (POL) +6.45

zobacz galerię

Zobacz również:
Aż dwie ekipy Wójcik Racing Team wystartują w najbliższej rundzie EWC podcza 24-godzinnego wyścigu na torze Le Mans. Polskie zespoły wspierane przez Orlen są gotowe do walki i liczą na dobry wynik.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA