[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ

Dakar 2020: najwięksi pechowcy

Dla wielu zawodników pierwszym celem był wypoczynek w Rijadzie w czasie dnia przerwy w rajdzie Dakar 2020. Niestety pech, gleby i awarie wielu z nich pokrzyżowały plany.

Na starcie tegorocznej edycji rajdu Dakar stanęło 143 motocyklistów w tym trzech Polaków: Maciek Giemza i Adam Tomiczek w barwach ORLEN Team oraz Krzysztof Jarmuż.

Przez pierwsze sito
, pierwszego etapu przeszło 139 motocykli, w tym 38 śmiałków, którzy podobnie jak Krzysztof Jarmuż jadą bez wsparcia serwisu w kategorii Original by Motul.

Do półmetka najtrudniejszego rajdu świata dotarło 107 motocyklistów, w tym 28 twardzieli, którzy oprócz jazdy wieczorem muszą jeszcze przygotować motocykl na kolejny dzień rajdu. Zmęczenie ludzi i sprzętu, trudność trasy (trasy pierwszej części Dakaru 2020 były kamieniste), wypadki i awarie wyeliminowały 36 motocyklistów, czyli jedną czwartą stawki, w tym kilku pretendentów do zwycięstwa.

Dakar 2020: najwięksi pechowcy

Czarną serię zaliczył fabryczny team Yamahy - na początku trasy 3. etapu Adrien Van Beverenz zaliczył wywrotkę, w wyniku której złamał sobie obojczyk (patrz film poniżej) i musiał zrezygnować z dalszej jazdy. A dzień później w wyniku podobnej przygody Xavier de Soultrait uszkodził sobie nadgarstek i również musiał się wycofać.

Trasa 4. etapu nie była szczęśliwa również dla naszego zawodnika - Adam Tomiczek najechał na ukryty w piasku kamień w wyniku czego zaliczył efektowną wysiadkę z motocykla i twarde lądowanie na plecach. Zawodnik ORLEN Team walczył do końca - pozbierał się i obolały o własnych siłach dotarł do mety odcinka - jednak tutaj po konsultacjach lekarskich zrezygnował z dalszej jazdy. Obyło się bez połamanych kości, ale mocne i rozległe potłuczenia pleców oraz nóg i wiążący się z tym ból uniemożliwił dalszy udział w rajdzie.

Pech nie ominął również zwycięzcy sprzed trzech lat Sama Sunderlanda z fabrycznego teamu KTM - w wyniku wypadku złamał 5 żeber i łopatkę, co wykluczyło go z dalszej rywalizacji.

Najbliżej półmetka był chyba jadący na Sherco Johnny Aubert - na trasie 5. etapu zaliczył groźnie wyglądającą rolkę, ale nie zrobiło to na nim większego wrażenia - dojechał do mety. Na 2 kilometry przed metą 6. etapu zawodnik Sherco znowu został wysadzony z siodła - tym razem zabrał go śmigłowiec...

Tuż przed półmetkiem na trasie 6. etapu awarii uległ silnik Hondy Kevina Benavidesa. Na szczęście jeden z konkurentów wziął go na hol i po 44. km dotarli do mety.

Szczęścia nie miał ani Pablo Goncalves, któremu 30 km po starcie 3. etapu wybuchł silnik jego Hero (po wymianie jednostki zawodnik dotarł do mety na ostatnim miejscu, ale kolejnego dnia był 4. na mecie!), ani Kevin Benavides, który miał identyczną sytuację z silnikiem swojej Hondy na 44 km przed metą 6. etapu. Z tą różnicą, że zawodnik Hondy dotarł do mety holowany przez jednego z konkurentów.

Z kolei Ross Branch (zwycięzca 2. etapu) złapał kapcia w tylnym kole swojego KTM-a i 177 km trasy 6. etapu przejechał na kapciu! Stracił dużo czasu, ale nadal jedzie w rajdzie!

zobacz galerię

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA