Dźwigiem w fotoradar. Kierowca dokonał brutalnej zemsty za mandat

Zemsta za otrzymany mandat była zapewne przyczyną wyrwania kilkusetkilogramowego fotoradaru autostradowego i porzucenia go w przydrożnym rowie. Francuscy kierowcy naprawdę nie mają lekko.

francja fotoradar autoroute.fr

Nie tylko w Polsce kierowcy darzą fotoradary nienawiścią szczerą i głęboką. Porównując konsekwencje, jakie przez te urządzenia mają przekraczający prędkość w różnych krajach, Polska, nawet z nowym taryfikatorem, wcale nie jest tak opresyjnym krajem, jak mogłoby się wydawać. Jednym z najgorszych miejsc dla miłośników prędkości jest Francja. Na drogach tego kraju funkcjonuje kilka tysięcy fotoradarów, w dodatku mandaty wystawiane są nawet za najmniejsze przekroczenie prędkości.

Nic dziwnego zatem, że urządzenia te są stałym celem ataków niezadowolonych kierowców. Jak poinformował niedawno francuski portal moto-station.com, służby drogowe znalazły porzucony w przydrożnym rowie fotoradar stacjonarny. W tej informacji nie byłoby zapewne nic dziwnego gdyby nie fakt, że urządzenie to waży kilkaset kilogramów, ponieważ jest zabudowane w ciężkiej stalowej skrzyni stojącej na betonowym cokole.

Jak twierdzi lokalna żandarmeria, do podniesienia urządzenia nie wystarczyłaby siła mięśni – sprawcy musieli dysponować dźwigiem lub podobnym sprzętem. Pokazuje to niezwykłą determinację, której źródłem, jak się domyślamy, był mandat otrzymany na podstawie zdjęcia wykonanego przez opisywaną kamerę.

To nie pierwsza, ani zapewne nie ostatnia akcja przeciwko fotoradarom we Francji, ale z pewnością jedna z najbardziej spektakularnych. Dwa lata temu, podczas protestów "żółtych kamizelek" zniszczono lub uszkodzono dwie trzecie francuskich fotoradarów. Ale do akcji takich nie potrzeba nawet protestów – na tamtejszych drogach zamalowywanie lub zaklejanie obiektywów jest na porządku dziennym.

Francja jest jednym z najmniej przyjaznych motocyklistom państw Europy, choć tamtejsza społeczność kierowców jednośladów jest jednocześnie jedną z najbardziej licznych w Unii. Wprowadzone w latach 70. drakońskie przepisy i ograniczenia dotyczące motocyklistów, między innymi horrendalne stawki ubezpieczenia OC, nawet 4-krotnie wyższe niż te, które płacili wówczas kierowcy samochodów spowodowały, że poirytowani dyskryminacją kierowcy jednośladów powołali w 1980 r. FFMC (Fédération Française des Motards en Colère – Francuską Federację Wkurzonych Motocyklistów), która z czasem stała się pierwszą siłą reprezentującą motocyklistów w tym kraju i organizacją, z którą liczą się władze.

Przeczytaj także: jedź szybciej, abyś zwolnił.

Zobacz również:
REKLAMA