Elektryczny Davinci w Europie już za rok

Podczas gdy naszym zdaniem elektryczny Davinci zdobył zaszczytne miano najbrzydszego motocykla tegorocznych targów motocyklowych w Mediolanie - EICMA 2022, prezesi wiążą z tym elektrykiem ogromne nadzieje. Już za kilka miesięcy ta maszyna ma szanse trafić do sprzedaży w Europie. Kupujecie? 

Davinci Jacek Ociepko

Na początek kilka słów wyjaśnienia. Choć motocykl nazywa się Davinci ma z Europą tyle wspólnego, co mają ze sobą koń z koniakiem. Firma została założona w 2013 roku w Chinach. Przez niecałą dekadę konstruktorom udało się zaprojektować dwa modele DC 100 i DC 100 Classic. Pierwszy z nich podobno można już zamawiać w ramach przedsprzedaży. Drugi z motocykli jest lepiej wyposażony (zawieszenia - Öhlins, układ hamulcowy - Brembo) a my w redakcji ciągle zastanawiamy się nad rozwiązaniem zagadki, w jaki sposób należy interpretować słowo Classic. Bo klasycznego wyglądu jest w tej maszynie jest niewiele.

Jedno jest  pewne. Cyfra 100 w nazwie oznacza moc silnika zmierzoną w kilowatach. Davinci ma zatem silnik o mocy 140 KM. Powinno to pozwolić rozpędzić motocykl do 100 km/h w mniej niż cztery sekundy i osiągnąć maksymalną prędkość zbliżoną do 200 km/h. Tylna opona nie będzie miała lekkiego życia w tym motocyklu, bo moment obrotowy ma wynosić abstrakcyjne 850 Nm(!). Fabryka zapewnia, że akumulator o pojemności 17,7 kWh zagwarantuje zasięg 357 kilometrów mierzony według według normy WLTP. Z pragmatycznego punktu widzenia o wiele bardziej cieszy fakt, że baterię można naładować w ciągu 30 minut za pomocą szybkiej ładowarki. Tak, te dane wyglądają imponująco! Zapomniałem o jeszcze jednym. W tym przypadku silnik jest zamontowany w piaście koła. Odpada zatem cały, skomplikowany układ przeniesienia napędu. 

W przypadku Davinci osiągi to nie wszystko. Piekielnie mocny silniki może napędzać ten motocykl, ale może też pełnić funkcję hamulca i to wcale nie pomocniczego. W tym jednak przypadku hamowanie silnikiem dodatkowo uruchamia klasyczny układ hamulcowy w przednim kole. Cały czas elektronika, dba by nie zmarnować najdrobniejszej nawet porcji energii i doładować akumulator właśnie podczas hamowania. Ponadto system pozwala sterować tak silnikiem by motocykl nie przekroczył prędkości 7 km/h podczas jazdy do przodu i do tyłu. Odpada zatem problem wstecznego biegu. Wspomaganie ruszania i zjazdu ze wzniesienia oraz kontrola trakcji brzmią przy tym tak jakoś dziwnie, banalnie.

Davinci - tym cię zaskoczy 

Jednym z niespotykanych dotąd w motocyklach systemów jest - EPS, czyli Electronic Power Steering, który powinien zapewnić stabilną jazdę motocyklem i manewrowanie nim bez udziału człowieka. To nie wszystko, ze smartfonem jako pilotem, Davinci powinien nawet samodzielnie zaparkować, poruszając się w tempie pieszego. Na targach nikt nie chciał zdradzić nam szczegółów działania tego rozwiązania. A może najzwyczajniej w świecie nie wiedział? 

Równie wizjonersko brzmią informacje, o tym że oprogramowanie motocykla powinno aktualizować się bezprzewodowo oraz to, że będzie ono dostępne jako open source, czyli będzie  można je dowolnie zmieniać i programować. Zastanawiamy się co powiedzą na to specjaliści do spraw bezpieczeństwa. 

Davinci DC 100 ma pojawić się w Europie mniej więcej w połowie 2023 roku. Podana została również orientacyjna cena wynosząca około 26 000 euro. Mało? Wersja Classic będzie o około 4 000 euro droższa. Ale na jej korzyść przemawiać będą wspomniane zawieszenia Öhlinsa, hamulce Brembo, a także kute felgi aluminiowe. Czy są tu jacyś chętni?

 

 

 

 

Zobacz również:
REKLAMA