Klamka zapadła. Rok 2035 będzie początkiem śmierci tradycyjnej motoryzacji

Ministrowie klimatu krajów członkowskich UE doszli do porozumienia w sprawie terminu wprowadzenia zakazu sprzedaży pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Będzie to rok 2035.

Ban na spalinowe Triumph

Nierówna walka unijnych urzędników z obywatelami globalnym ociepleniem trwa. W ramach realizacji planu Fit For 55 ustalono rok 2035 jako ten, w którym ma zakończyć się produkcja pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Jeszcze kilka dni temu minister środowiska Niemiec grzmiał, że jego kraj nigdy nie zgodzi się na takie rozwiązanie, w podobnym tonie wypowiadali się także szef resortu sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Tymczasem dziś okazało się, że termin wprowadzenia zakazu dla spalinówek jest już przesądzony.

Unijne regulacje obejmą oczywiście tylko niezamożnych posiadaczy pojazdów spalinowych. Ani luksusowe supersamochody, ani jachty, ani też prywatne odrzutowce nie załapią się na ograniczenia wprowadzane przez UE. Co więcej, przepis taki będzie wprowadzony wyłącznie w krajach Unii, wszędzie indziej pojazdy napędzane silnikami spalinowymi będą mogły być sprzedawane i używane bez żadnych ograniczeń. O tym jak bezsensowny jest przepis, który ma być wprowadzony w UE niech świadczy fakt, że na terenie wspólnoty zarejestrowanych jest niecałe 250 mln samochodów. Na całym świecie jest ich przeszło 1,1 mld.

Zakaz sprzedaży pojazdów spalinowych to pewien skrót myślowy. Władze unijne nałożą na producentów ogromne opłaty ekologiczne, które w praktyce sprawią, że produkcja pojazdów napędzanych paliwami kopalnymi będzie nieopłacalna. Dodatkowo zostanie wprowadzony zakaz rejestracji nowych pojazdów spalinowych. Nowe przepisy będą ogromnym wyzwaniem nie tylko dla producentów pojazdów. W ciągu 13 lat, które pozostały do wprowadzenia wspomnianego zakazu powinna powstać infrastruktura umożliwiająca ładowanie pojazdów elektrycznych. W Polsce jest ona, mówiąc delikatnie, w powijakach.

Najlepsze, co możemy teraz zrobić, to rozejrzeć się za w miarę zadbanym samochodem benzynowym z jak najmniejszym przebiegiem. Taka inwestycja z pewnością się opłaci – za 10 lat jego cena może wzrosnąć kilkukrotnie.

Przeczytaj także: Niemcy i Polska mówią "nie" zakazowi dla spalinówek.

Zobacz również:
REKLAMA