Kolejny region Niemiec walczy z motocyklistami. – Nie ma dla nich miejsca!

Zachęceni działaniem sąsiadów, mieszkańcy regionu Mossautal w Niemczech także chcą zamykania dróg dla motocyklistów. O sprawie pisze lokalna gazeta.

zakazy w tyrolu Rafał Betnarski

Mieszkańcy niemieckich miasteczek wydają się odczuwać w stosunku do motocyklistów szczególną niechęć. W coraz większej liczbie regionów górskich, gdzie występują szczególnie popularne wśród bikerów drogi, co rusz pojawiają się kolejne inicjatywy na rzecz wyeliminowania jednośladów z ruchu drogowego. Przybierają one różne formy – zaczyna się zwykle od lokalnych inicjatyw, plakatowania i wysyłania skarg do lokalnych władz. Kończy na zawiadamianiu polityków, dla których każdy konflikt jest wodą na młyn.

Niedawno pisaliśmy o regionie Taunus – malowniczym górskim paśmie, za sprawą wielu urokliwych dróg szczególnie popularnym wśród motocyklistów z okolic Frankfurtu nad Menem. Kilka tygodni temu samorząd regionu podjął tam decyzję o czasowym zamykaniu dróg dla jednośladów w okresie od kwietnia do października. Powodem były rzekomo kiepskie wyniki badania hałasu, przedstawione przez TÜV Hessen. W rezultacie motocykliści muszą pogodzić się z jednym weekendem, podczas którego drogi pozostają dla nich zamknięte.

Przeczytaj także: władze regionu Taunus nie chcą motocyklistów.

Podobnego rozwiązania domagają się także mieszkańcy regionu leżącego na południe od Frankfurtu – Mossautal. Do lokalnych władz coraz częściej trafiają skargi na uciążliwy hałas, powodowany rzekomo przez motocykle. Temat podchwyciła także jedna z lokalnych gazet, która w napastliwym tonie oskarża motocyklistów o całe zło tego świata.

Jak dotąd władze Mossautal nie podjęły żadnych działań w tej sprawie, ale spodziewać się należy, że jest to tylko kwestia czasu. Jak wynika z artykułu, o zamiarach mieszkańców Mossautal wiedzą już posłowie największych niemieckich partii politycznych. Inicjatorzy akcji usunięcia motocyklistów z lokalnych dróg żądają wnikliwych wyrywkowych kontroli jednośladów, także pod kątem przeróbek wydechów oraz surowego karania tych, których motocykle nie spełniają wymaganych norm.

Pojawiają się także pomysły wprowadzenia nakazu stosowania przednich tablic rejestracyjnych i użycia audioradarów na wzór tych wprowadzonych we Francji. Sytuacja wydaje się patowa, bo z jednej strony, jak twierdzą mieszkańcy, przez hałas spadają ceny nieruchomości, z drugiej jednak w Niemczech motocykliści stanowią ogromną i bardzo ważną grupę turystów – bez niej poważnie spadną obroty restauracji, hoteli i warsztatów.

Nas zastanawia co tak naprawdę leży u podstaw tak wrogiej postawy mieszkańców wobec motocyklistów. Czy faktycznie chodzi o występujący raz w tygodniu hałas? Raczej nie – w uporządkowanym i podporządkowanym społeczeństwie, jakim są Niemcy, czy Austriacy, każdy przejaw indywidualizmu, osobistej wolności, jest uważany za coś niestosownego i tym samym godnego napiętnowania. Motocykliści, lekceważący obsesyjny pęd ku bezpieczeństwu, wydajność transportu i ślepe dążenie do redukcji zużycia paliw kopalnych są elementem zupełnie niepasującym do społeczeństwa.

Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, że zakazy wprowadzone w regionie Taunus, dotyczą także... niemal bezgłośnych motocykli elektrycznych. Podczas jednego z programów lokalnej telewizji, mieszkanka niewielkiej miejscowości, pytana przez redaktora o stosunek do motocyklistów odpowiedziała krótko: "Auf unseren Straßen ist kein Platz für Motorradfahrer!" – na naszych drogach nie ma miejsca dla motocyklistów.

Przeczytaj także: Niemcy nie chcą żadnych motocykli, nawet elektrycznych.

Zobacz również:
REKLAMA