Lewe prawo jazdy z Ukrainy. Bomba z opóźnionym zapłonem

Prawo jazdy z Ukrainy można kupić od ręki. W sieci jest niezliczona liczba pośredników, a cena takiej usługi bywa niższa niż koszty wielokrotnych egzaminów i kursu. Problem w tym, że cena takiego ułatwienia może być trudna do przewidzenia.

prawko z Ukrainy odo-msk.com.ua
  • Prawo jazdy z Ukrainy można kupić już za kilkaset złotych.
  • Pośrednicy chwalą się, że "wystarczy wymienić" dokument na polski, ale to nieprawda.
  • Konsekwencje posługiwania się fałszywką mogą być bardzo dotkliwe.

REKLAMA

REKLAMA

W mediach niemal codziennie pojawiają się informacje o kierowcy zatrzymanym z fałszywym prawem jazdy, kupionym na Ukrainie. Kiedy ogląda się z bliska takie "dokumenty" nie sposób się nadziwić jakim cudem ktokolwiek wierzy, że policja mogłaby dać się nabrać na taką nieudolną fałszywkę. Z drugiej strony firmy oferujące takie podrobione prawka szczycą się dziesiątkami pozytywnych opinii, co może sugerować, że proceder ma się dobrze, a lewe blankiety są skuteczną alternatywą dla kursu i egzaminu państwowego. Na szczęście jednak tak nie jest.

Droga przez mękę

Nie dziwię się ludziom, którzy decydują się na łatwiejszą drogę zdobycia upragnionego dokumentu. Procedura uzyskiwania uprawnień może być w naszym kraju drogą przez mękę, zwłaszcza dla kogoś, kto ma alergię na naukę. Samo przyswojenie materiału to ledwie połowa roboty – potem trzeba jeszcze bezbłędnie opanować jazdę samochodem lub motocyklem, no i w końcu ogarnąć stres, który zawsze towarzyszy egzaminom. Dla przeciętnego młodego człowieka, wychowanego w cieplarnianych warunkach, to naprawdę ogromne wyzwanie.

Pośrednicy, którzy "załatwiają" gotowe prawo jazdy z Ukrainy kuszą wieloma pozytywnymi opiniami i starannie unikają sugerowania, że oferowany przez nich dokument jest zwykłą podróbą. Ba! Zdarzają się i tacy, którzy twierdzą, że oferowane przez nich prawko jest w pełni legalne, nawet jeśli jedyną ingerencją "kursanta" w proces jego pozyskania będzie przelew pod przypadkowym tytułem.

Rzeczywistość jest dokładnie taka, jakiej można się spodziewać – pozytywne opinie na stronach internetowych, Facebooku i Google, podobnie jak samo prawo jazdy, są fałszywe. Pochodzą z fikcyjnych kont stworzonych tylko po to, by uwiarygodnić oszusta. Zdjęcia profilowe są albo skradzione, albo wygenerowane przez aplikację this person doesn't exist.

REKLAMA

Ile to kosztuje?

Koszt wyrobienia takiego "w pełni legalnego" prawa jazdy z Ukrainy waha się od kilkuset złotych za chamsko wydrukowany na plastiku blankiet ze schodzącą farbą, do nawet 1500 euro za fachowo przygotowany dokument z "podobno" zalegalizowaną historią jego zdobycia. Nieco taniej można zorganizować sobie prawko z Czech, ale jego legalność jest na podobnym poziomie jak dokumentu ze wschodu.

Kluczowym problemem, z którym natychmiast spotka się nabywca takiego "w pełni legalnego" prawa jazdy, będzie brak śladów odbycia egzaminu w państwowych rejestrach, co uniemożliwi jego legalizację w Polsce. Pośrednicy twierdzą, że oferowane przez nich prawo jazdy "wystarczy" wymienić na polskie. Tymczasem, jak się dowiedziałem w kilku wydziałach komunikacji, każda wymiana zagranicznego prawa jazdy na polskie oznacza drobiazgowe sprawdzenie uprawnień w odpowiednim urzędzie w kraju, gdzie wystawiono oryginalny dokument. Już zupełnie nieistotny wydaje się przy tym fakt, że Polak posługujący się ukraińskim prawem jazdy z całą pewnością wzbudzi czujność policjantów w czasie kontroli.

Warto przy tym wiedzieć, że policjanci dość dobrze znają się na fałszywkach – nie tylko odbywają szkolenia w tym zakresie, ale także dysponują dokładną bazą danych wzorów dokumentów, gdzie zapisane są wszystkie zabezpieczenia. A jeśli już prawo jazdy zostanie zakwestionowane, jego posiadacza czeka odpowiedzialność karna za posługiwanie się fałszywym dokumentem. Za ten czyn, w najgorszym razie, można trafić do więzienia nawet na 5 lat.

Posługiwanie się fałszywym dokumentem to gigantyczne ryzyko – przede wszystkim odpowiedzialności karnej, ale także utraty sporej sumy pieniędzy. Nie chodzi tylko o niemałą kwotę wydaną na podrobiony dokument. W razie wypadku z twojej winy, jeśli okaże się, że posługujesz się fałszywym dokumentem, ubezpieczyciel odmówi pokrycia kosztów naprawy i leczenia poszkodowanych, co oznacza, że będziesz musiał zrobić to sam. A tutaj kwoty bez problemu mogą sięgnąć kilkuset tysięcy złotych.

Zobacz również:
Dzięki nowemu rozporządzeniu UE nie kupisz już akumulatora do samodzielnego zalania kwasem. Może być potencjalnym materiałem wybuchowym. Tak zmieniły się zasady.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (9)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA