Niemcy nie chcą motocykli na górskich drogach. Elektrycznych także

Złe wieści dla ekologicznych fundamentalistów. Jeśli myślicie, że zakup elektrycznego motocykla uchroni was przed zakazami stawianymi na górskich drogach Niemiec, srogo się zawiedziecie.

Zakaz dla elektryków Energica

Działania, zmierzające do wyrugowania motocykli z najpiękniejszych dróg prowadzone są od dawna. Prym wiedzie w tym Austria, szczególnie gminy zarządzane przez lewicę. W 2020 roku w południowym Tyrolu na rok "testowo" wprowadzono dla jednośladów ograniczenia ruchu na sześciu popularnych drogach. Władze chciały sprawdzić czy spowoduje to spadek liczby wypadków.

Wiosną 2021 roku, Ingrid Felipe, wicegubernator Tyrolu z partii Zielonych, zaprezentowała analizę danych zebranych podczas tego testu. Ze względu na wprowadzone ograniczenia liczba motocykli na odcinkach objętych nimi spadła o jedną trzecią, co Felipe uznała za sukces akcji i argument za utrzymaniem zakazów także w nadchodzących latach.

Na takie postawienie sprawy oburzyli się nie tylko motocykliści, ale tez dziennikarze austriackiego Motorrad Magazine, którzy zarzucili zastępczyni gubernatora manipulowanie faktami i przygotowanie raportu pod tezę. Za przyczynę spadku zainteresowania podróżami po testowanych drogach uznali pandemię i związane z nią ograniczenia w przemieszczaniu się. Padł argument, że całkowity ruch turystyczny także zmniejszył się mniej więcej o jedną trzecią.

Podobne zakazy zdecydował się wprowadzić samorząd niemieckiego regionu Feldberg, gdzie znajduje się pasmo górskie Taunus, położone na północny zachód od Frankfurtu nad Menem. Znajduje się tam kilka pięknych dróg, które w weekendy tłumnie odwiedzane są przez motocyklistów. Władze regionu zdecydowały jednak o czasowym zamykaniu kilku popularnych odcinków ze względu na hałas.

Z tą sprawą wiąże się jednak pewna ciekawostka. Otóż wprowadzony przez władze zakaz dotyczy absolutnie wszystkich motocykli – nie tylko tych, napędzanych silnikami spalinowymi. Na spore ograniczenia w ruchu muszą przygotować się również posiadacze motocykli elektrycznych, których poziom hałasu jest znikomy.

Powodem tego absurdu jest niemieckie prawo, które definiuje motocykl bez odniesienia do rodzaju napędu – jest to zmotoryzowany pojazd dwukołowy, który może poruszać się z prędkością powyżej 45 km/h. Definicja ta powstała przed wielu laty, kiedy nikt nie myślał nawet o jednośladach napędzanych prądem. Niemieckie stowarzyszenie motocyklowe BVDM zwróciło się do władz regionu Haut-Taunus o wyjaśnienie sprawy, ale w odpowiedzi otrzymało ono tylko informację, że tak wyglądają niemieckie przepisy i nie da się nic z tym zrobić. 

Ciekawostką jest fakt, że głośne samochody sportowe nie są objęte zakazami na wspomnianych drogach.

Przeczytaj także: zakaz wjazdu dla motocykli w Niemczech.

REKLAMA