Smutna rzeczywistość motocykli ratunkowych. Ten w Rybniku marnuje się już od 10 lat

Jeśli wydaje wam się, że Borkoś to jeden z wielu ratowników motocyklowych w Polsce, jesteście w błędzie. Temat jest bardzo trudny, jeśli nie tragiczny.

moto ambulans Fundacja Ratownictwo Motocyklowe Polska
fot. Fundacja Ratownictwo Motocyklowe Polska

Okrzyknięty "najbardziej znanym ratownikiem motocyklowym w Polsce" Borkoś, czyli Marcin Borkowski, choć jest ratownikiem medycznym, jako motocyklista nie funkcjonuje w ramach systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne. Kiedy korzysta ze swojego moto-ambulansu, jest ratownikiem-amatorem, który pro publico bono poświęca własny czas na pomaganie ludziom. Plusy są takie, że gość ma dobre serce i czasem uda mu się trafić na kogoś, kto faktycznie potrzebuje pomocy, minusem niewątpliwie fakt, że nie dostaje on żadnych zleceń od dyspozytora i nie ma prawa przeprowadzać niektórych zabiegów medycznych.

Chętnych do pomagania w takiej jednośladowej formie nie brakuje – w Polsce mamy wielu czynnych ratowników medycznych, którzy posiadają prawo jazdy kategorii A i z powodzeniem mogliby pełnić dyżury na motocyklach. Niestety – system PRM nie przewiduje takich ambulansów jako odrębnych jednostek. Mogą one wprawdzie funkcjonować, ale jako swego rodzaju "satelity", przyporządkowane do karetek pogotowia.

10 lat w garażu

Takie przepisy mocno komplikują działanie jednośladów w formie ratowniczej – bardzo wiele zależy tutaj od instytucji finansującej zespoły ratownictwa medycznego. Najbardziej wymownym i tragicznym w wyrazie przykładem może być tutaj Rybnik. 10 lat temu tamtejsze bractwo kurkowe z rozmachem przeprowadziło zbiórkę na zakup motocyklowego ambulansu, który miał służyć mieszkańcom miasta. Udało się – dzięki ofiarności Rybniczan zebrano ponad 130 tys. zł, za które zakupiono motocykli i przystosowano go do pracy.

Niestety, kiedy rok później zmieniła się dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3, który odpowiadał za finansowanie jednośladu, ten poszedł w odstawkę. Bynajmniej nie znaczy to jednak, że praca motocyklowego ambulansu nie ma sensu – takie pojazdy z powodzeniem wspomagają ZRM w Bydgoszczy, czy Gdańsku. Jak zapowiadają władze Katowic, także i na ulicach tego miast ma pojawić się motoambulans.

Pewną nadzieję daje powołany w ubiegłym roku przy resorcie zdrowia zespół, który zajmuje się nowymi rozwiązaniami dla systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, w tym uregulowaniem działalności motocyklowych ambulansów. Wśród zgłoszonych przez członków propozycji znalazła się i taka, by ratownicza jednostka motocyklowa była finansowana jako odrębny ambulans dla każdych 400 tys. mieszkańców.

Motocyklem szybciej

A rola takiej motocyklowej karetki jest nie do przecenienia. Ratownik może na jednośladzie dotrzeć na miejsce zdarzenia znacznie szybciej niż zespół w samochodzie. Może tam zająć się najciężej rannymi, w tym tymi wymagającymi użycia defibrylatora, może także zabezpieczyć miejsce zdarzenia lub poprosić o przyjazd dodatkowych zespołów. Ratownik na motocyklu może także przeprowadzić podstawowe badanie, które decyduje czy zasadne jest skierowanie poszkodowanego do szpitala. A takich interwencji ZRM mają bardzo wiele.

Obawiamy się, że na efekty pracy grupy pracującej przy Ministerstwie Zdrowia będziemy musieli poczekać bardzo długo. Tymczasem w obliczu zapaści systemu ochrony zdrowia udział motocyklistów w PRM wydaje się błogosławieństwem.

Przeczytaj także: uwaga, motocyklowy ambulans!

Zobacz również:
REKLAMA