Zmiany w obowiązkowych przeglądach znów opóźnione. Ale wejść muszą

Gruntowne zmiany, które miały dotknąć system obowiązkowych przeglądów, znów zaliczył poślizg. Jest więcej niż pewne, że nowe przepisy nie wejdą w życie z początkiem roku.

Motor Presse Polska
  • Do wprowadzenia zmian w przepisach o obowiązkowych przeglądach zobowiązuje nas unijna dyrektywa.
  • Termin ich wdrożenia minął w maju 2017 r.
  • W tym roku znów będzie poślizg - przepisy nie wejdą 1 stycznia 2022 r.  

Obstrukcja legislacyjna dotycząca przepisów o obowiązkowych przeglądach technicznych jest zadziwiająca. Miały one zostać wprowadzone, uwaga, do 20 maja 2017 roku jako realizacja dyrektywy Unii Europejskiej 2014/45/UE. Tymczasem mamy koniec roku 2021, a przepisów jak nie było, tak nie ma. 

Pierwsza, i tak spóźniona, próba dostosowania naszego prawa do wymogów unijnych, podjęta została w roku 2018. Choć przyjęcie nowelizacji wydawało się formalnością, w połowie grudnia nieoczekiwanie została ona przez Sejm odrzucona w całości po trzecim czytaniu. Drugie podejście realizowane jest właśnie teraz – projekt nowelizacji został przygotowany, ale od lipca zajmuje się nim Komitet do Spraw Europejskich. Kiedy trafi pod obrady Sejmu nie wiadomo, ale zważywszy, że jest prawie połowa listopada, wydaje się mało prawdopodobne, by zawarte w nim przepisy zaczęły obowiązywać z początkiem roku 2022.

A jakie zmiany miałaby wprowadzić ta nowelizacja? Przede wszystkim byłyby to sankcje za nieterminowe wykonanie przeglądu. Dziś kierowca, który zapomni o terminie badania lub zlekceważy go, nie musi obawiać się żadnej kary. No może poza ewentualnym mandatem w razie policyjnej kontroli. Zgodnie z nowym prawem, spóźnienie przekraczające 30 dni skutkowałoby koniecznością zapłacenia podwójnej stawki za badanie techniczne.

A problem z badaniami technicznymi narasta. Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego coraz więcej kierowców decyduje się na ryzyko mandatu i przestaje odwiedzać stacje diagnostyczne. Kara za brak ważnego przeglądu technicznego to dziś maksymalnie 500 zł, a prawdopodobieństwo kontroli w Polsce jest niewielkie. Doprowadzenie pojazdu do stanu technicznego, który gwarantuje przejście badania, to często znacznie większy wydatek.

Kolejny problem to przeglądy wykonywane "za flaszkę". To zjawisko wciąż w Polsce ma się dobrze – policjanci każdego dnia zatrzymują pojazdy, które mają ważne badania, choć w ogóle nie powinny wyjechać na drogi. W jednym z raportów Najwyższej Izby Kontroli pojawiła się informacja, że odsetek pojazdów, które nie przechodzą obowiązkowych badań technicznych w Niemczech wynosi 20 procent. W Polsce to zaledwie 2,5 procent, choć nikt nie ma wątpliwości, że pojazdy poruszające się po drogach naszego zachodniego sąsiada są znacznie młodsze i lepiej utrzymane techniczne.

Jest bardzo prawdopodobne, że nadchodzące zmiany w przepisach dotyczących przeglądów obejmą także podwyżki cen. Diagności zapowiadają protesty, bo wszelkie inne metody walki o podwyżki stawek zawiodły. Jak wskazuje Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów (PISKP), dzisiejsze stawki za obowiązkowy przegląd techniczny pojazdu ustalono w 2004 roku. Wówczas za minimalną pensję można było wykonać osiem badań technicznych, dziś aż 28. Gdyby uwzględnić w dzisiejszej opłacie tylko wskaźnik inflacji, zamiast obecnych 98 zł opłata wyniosłaby 184,50 zł za samochód osobowy.

Przeczytaj także: diagności zbierają podpisy pod wnioskiem o podwyżki.

Zobacz również:
REKLAMA