REKLAMA

Alpen Masters 2009 - Finał

Finał do końca trzymał wszystkich w napięciu, swoje trzy grosze dorzuciła pogoda. Zwyciężył czarny koń, czyli sprzęt, którego niewielu uznawało za faworyta.

Rankiem dnia, w którym miał się rozegrać finał, lało jak z cebra. Ekipa umyślnie wolno wciągała śniadanie, potem przebierała się w tempie godnym ślimaka. No i proszę, opłacało się – deszcz dał sobie siana, tylko ciemne chmury nadal się kłębiły. Finałowa szóstka motocykli pojechała z Canazei na północ, w kierunku Sella Ronda. Mokra i śliska nawierzchnia wymuszała ostrożną jazdę, na szczęście asfalt szybko schnął. Na przyprawiającej o zawroty głowy kombinacji zakrętów przed rozwidleniem w kierunku Pordoi można było doskonale ocenić pracę podwozi i silników.


 runda finałowa: z przełęczy na przełęcz coraz mniej rywali
 
Jak co roku punktem kulminacyjnym Alpen Masters był finał, w którym wzięli udział zwycięzcy poszczególnych grup. Dołączył do nich obrońca tytułu – BMW R 1200 R. Po tygodniu pracy zapadła decyzja. Również w tym roku organizatorzy przygotowali smakowity kąsek, a mianowicie jazdę przez pięć najpiękniejszych, najbardziej znanych przełęczy Dolomitów. Nowym elementem i dodatkowym stresem był wybór zwycięzcy drogą kolejnych eliminacji: na szczycie każdej przełęczy ekipa testowa robiła postój i wybierała maszynę, która wypadała ze współzawodnictwa. Liczba bike’ów zmniejszała się z przełęczy na przełęcz, aż do ostatniej, kiedy to dwóch kandydatów walczyło o tytuł.

Punktem startu, tak samo jak w rundach kwalifi kacyjnych, była baza w Canazei w regionie Trentino. Stamtąd trasa prowadziła najpierw do przełęczy Sella (1). Kierując się na Sella Ronda, dojechaliśmy do przełęczy Gardena (2), która leży w niemieckojęzycznym Tyrolu południowym. Następnie przez miejscowość Corvara pojechaliśmy w stronę Passo di Valparola. Kolejna eliminacja miała miejsce dopiero w oddalonej o kilkaset metrów Passo di Falzarego (3). Po Paso di Giau (4)zostało trzech rywali. Podczas etapu prowadzącego do Passo Pordoi mieliśmy ostatnią okazję do wyrobienia sobie zdania o dwóch finalistach, aby na przełęczy Pordoi (5) wyłonić ostatecznego zwycięzcę. Na ceremonię koronacyjną triumfator Alpen Master 2009 wyjechał kolejką linową na wznoszący się prawie 3000 m n.p.m. Sass Pordoi (6).
 

Pierwszy do odstrzału
Niedaleko Passo Sella silny wiatr rozpędził chmury. Postój na cappuccino. Każdy z jeźdźców anonimowo pisze, którą z maszyn uznaje za najgorszą. Tak będzie aż do wyłonienia zwycięzcy. Wynik: po jednym głosie na Yamahę XJ6 i Hondę CB 1300, trzy na R-jedynkę. Nie pomogło, że wszyscy są zachwyceni wzorowymi manierami tej szlifierki. Był to z pewnością najlepszy motocykl sportowy, jaki kiedykolwiek wystartował w Alpen Masters. Opinia jednego z jeźdźców testowych: „Świetny bike na jeden dzień, ale zbyt ekstremalny na cały tydzień” najlepiej oddaje charakter sprzęta.

Grupa pojechała w kierunku przełęczy Sella, aby mniej więcej w połowie wysokości odbić w prawo, w kierunku Passo Gardena. Trasa prowadziła wzdłuż imponujących ścian skalnych z wodospadami Pisciadu. Jednak nikt nie miał szans się nimi pozachwycać, bo z powodu remontu nawierzchni co chwila natykaliśmy się na głębokie bruzdy po sfrezowaniu asfaltu. Turystyczny krążownik BMW K 1300 GT radził sobie z tym bez kłopotów. Wprawdzie jeździec nie widział ani nie czuł przedniego koła, jednak to nie przeszkadzało.

 
ci ludzie zdecydowali o tytule króla gór 2009
         
Gert Thöle, Niemcy, 53, szef ekipy testowej. Coraz mniej włosów i coraz więcej odpowiedzialności. Karsten Schwers, Niemcy, 37. Ładowność, rozstaw osi, moc nominalna – facet ma w głowie wszystkie dane. 
Pere Casas, Hiszpania, 52, redaktor i jeździec testowy, jako były zawodnik kocha prędkość, ale jeździ z głową. Zazwyczaj. 
Kristijan Tićak, Chorwacja, 36, testuje pojazdy 2- i 4-kołowe, niespotykanie spokojny człowiek. 
Andrea Toumaniantz, Włochy, 45, specjalista od komputerów, instruktor jazdy, praca w redakcji to jego dodatkowe zajęcie.  

Kolejne ofiary

Na Passo Gardena kolejny wyrok. Tym razem CB 1300 otrzymał, tak jak poprzednio, jeden głos, beemki K 1300 GT i R 1200 R również, dwóch jeźdźców wskazało XJ6. Czyli drugiej Yamahy już nie ma, ale przegrała naprawdę minimalnie. Karsten Schwers zdradził, że odrzucił XJ6, bo: „Ten sprzęt jest dla mnie za mdły, poza tym z bagażem miękkie zawieszenia schodzą za głęboko i brak im rezerw”. XJ6 jako drugi zostaje zdegradowany do roli pojazdu towarzyszącego.

Bezpośrednio za Passo Gardena rozciąga się przepiękny widok na rozległą dolinę w kierunku Corvary. Droga wije się w dół zakrętami o wszystkich możliwych promieniach. Tymczasem słoneczko zaczęło prażyć, po wilgoci poranka pozostało jedynie wspomnienie. Cztery sprzęty, które ciągle są w grze, jadą w dół, aby w Corvarze opuścić Sella Ronda i udać się w kierunku Passo di Falzarego.

Przed nami dłuższa jazda przez dolinę z szerokimi zakrętami, przerywanymi pomniejszymi miejscowościami. Tutaj ważne było co innego niż na ostrych winklach i przełęczach. Do tej pory obowiązywała reguła: im wyżej, tym gorszy asfalt. Teraz im wyżej się wspinamy, tym nawierzchnie są lepsze. Prawdziwy raj dla kochających zakręty, z gładkim i przyczepnym asfaltem oraz 180-stopniowymi winklami, gdzie czterem maszynom można dać porządnie po garach.

„GT wyleciał!?”– zdumiał się Andrea Toumaniantz, gdy na Passo di Falzarego, w trzecim głosowaniu, okazało się, że odpadł liniowiec BMW. Dostał trzy z pięciu głosów. „Zadziwiające, jak poręczny jest ten tankowiec, jednak jak dla mnie K 1300 GT jest na wąskie trasy za wielki i za ciężki” – podsumował Kristijan Tićak. Obie beemki dostały po jednym wskazaniu, natomiast Honda CB 1300 pozostała nietknięta.



Z górki na pazurki
– ta zasada obowiązywała w kolejnym etapie, a przynajmniej na pierwszym odcinku zjazdu z Falzarego. Podjazd przez las prowadzący na Passo di Giau był dosyć wymagający: zmienne oświetlenie, nawierzchnia co jakiś czas raczyła a to żwirem, a to dziurami.

Postój na Passo di Giau trwał nieco dłużej. Winne było to, że pierwsze głosowanie nie przyniosło rozstrzygnięcia. Wszystkie trzy pozostające w zawodach sprzęty (F 800 GS, R 1200 R i CB 1300) dostały po dwa wskazania. Trzeba więc było głosować po raz drugi. Wypadła beemka R 1200 R – zwycięzca z ostatnich dwóch lat. Wady tego sprzęta (słabo dozowalne hamulce zbyt kąśliwie wgryzają się w tarcze, w trakcie jazdy pod obciążeniem z suchego sprzęgła czuć swąd, feedback podwozia jest za mało wyraźny) wyglądają na czepianie się, ale przecież ktoś musiał odpaść.

REKLAMA

REKLAMA

Została dwójka
Wiemy więc, że zwycięży Honda CB 1300 lub BMW F 800 GS – w samo południe na Passo Pordoi.

Zanim doszło do rozstrzygnięcia, ten duet musiał pokonać kawał drogi. Za nim podążała gromada fi nalistów, którzy odpadli. Najpierw był zjazd z Passo di Giau w dolinę, następnie jazda przez Colle Santa Lucia do Arabby. Na łagodnym podjeździe w kierunku Pordoi sprzęty przejechały końcowe kilometry, na których trzeba było rozwiać ostatnie wątpliwości co do zwycięzcy Alpen Masters 2009.

Karuzela zakrętów za Arabbą wymagała od jeźdźców pracy całego ciała i najwyższej koncentracji, natomiast od maszyn maksymalnej poręczności. Wypolerowany asfalt dokładał starań, aby nikomu się nie nudziło. Na Passo Pordoi dwie maszyny stanęły naprzeciw siebie. Tylko jedna może odnieść zwycięstwo. W powietrzu zapachniało pojedynkiem rewolwerowców z fi nałowej sceny „W samo południe”.



Rezultat – 3 : 2
Zwycięzca – Honda CB 1300 – wygrywa więc o włos. Oto król Alp 2009. To, czego nie osiągnęła goła wersja z 2005 roku, która minimalnie przegrała z Suzuki V-Stromem, udało się CB w wersji z półowiewką. Czyli w górach warto postawić na maszyny raczej spokojne, tyle że bez słabych stron.

Mocne strony CB 1300: wygodna pozycja jeźdźca i pasażera, łagodny silnik z dużym momentem obrotowym, świetne hamulce z ABS-em, komfortowo zestrojone podwozie oraz neutralne prowadzenie, które pozwala szybko zapomnieć o znacznej masie.

Z wysokości Sass Pordoi król gór może cieszyć się władzą i smakować przepiękny widok na swoje imperium: masyw Sella, Dolomity, Alpy. I tak przez rok, aż do następnego Alpen Masters.

Część 1: Big bike’i: Ducati Monster 1100, Honda CB 1300, MV Agusta Brutale 989 R, Yamaha Vmax

Część 2: Uniwersalne: Aprilia SL 7S0 Shiver GT, Suzuki Bandit 650, Triumph Bonneville SE, Yamaha XJ6 Diversion

Część 3: Enduro/funbike’i: Benelli Tre899K, BMW F 800 GS, KTM 990 SM T, Moto Morini 1200 Scrambler

Część 4: Turystyczne: BMW K1300 GT, Kawasami ER-6f, Harley-Davidson Road King, Suzuki Burgman 650 A

Część 5: Sportowe: Honda CBR 600 RR, Suzuki GSX-R 1000, Triumph Daytona 675 SE, Yamaha YZF-R1
 
Część 6: Finał


REKLAMA

Rankiem dnia, w którym miał się rozegrać finał, lało jak z cebra. Ekipa umyślnie wolno wciągała śniadanie, potem przebierała się w tempie godnym ślimaka. No i proszę, opłacało się – deszcz dał sobie siana, tylko ciemne chmury nadal się kłębiły. Finałowa szóstka motocykli pojechała z Canazei na północ, w kierunku Sella Ronda. Mokra i śliska nawierzchnia wymuszała ostrożną jazdę, na szczęście asfalt szybko schnął. Na przyprawiającej o zawroty głowy kombinacji zakrętów przed rozwidleniem w kierunku Pordoi można było doskonale ocenić pracę podwozi i silników.


 runda finałowa: z przełęczy na przełęcz coraz mniej rywali
 
Jak co roku punktem kulminacyjnym Alpen Masters był finał, w którym wzięli udział zwycięzcy poszczególnych grup. Dołączył do nich obrońca tytułu – BMW R 1200 R. Po tygodniu pracy zapadła decyzja. Również w tym roku organizatorzy przygotowali smakowity kąsek, a mianowicie jazdę przez pięć najpiękniejszych, najbardziej znanych przełęczy Dolomitów. Nowym elementem i dodatkowym stresem był wybór zwycięzcy drogą kolejnych eliminacji: na szczycie każdej przełęczy ekipa testowa robiła postój i wybierała maszynę, która wypadała ze współzawodnictwa. Liczba bike’ów zmniejszała się z przełęczy na przełęcz, aż do ostatniej, kiedy to dwóch kandydatów walczyło o tytuł.

Punktem startu, tak samo jak w rundach kwalifi kacyjnych, była baza w Canazei w regionie Trentino. Stamtąd trasa prowadziła najpierw do przełęczy Sella (1). Kierując się na Sella Ronda, dojechaliśmy do przełęczy Gardena (2), która leży w niemieckojęzycznym Tyrolu południowym. Następnie przez miejscowość Corvara pojechaliśmy w stronę Passo di Valparola. Kolejna eliminacja miała miejsce dopiero w oddalonej o kilkaset metrów Passo di Falzarego (3). Po Paso di Giau (4)zostało trzech rywali. Podczas etapu prowadzącego do Passo Pordoi mieliśmy ostatnią okazję do wyrobienia sobie zdania o dwóch finalistach, aby na przełęczy Pordoi (5) wyłonić ostatecznego zwycięzcę. Na ceremonię koronacyjną triumfator Alpen Master 2009 wyjechał kolejką linową na wznoszący się prawie 3000 m n.p.m. Sass Pordoi (6).
 

Pierwszy do odstrzału
Niedaleko Passo Sella silny wiatr rozpędził chmury. Postój na cappuccino. Każdy z jeźdźców anonimowo pisze, którą z maszyn uznaje za najgorszą. Tak będzie aż do wyłonienia zwycięzcy. Wynik: po jednym głosie na Yamahę XJ6 i Hondę CB 1300, trzy na R-jedynkę. Nie pomogło, że wszyscy są zachwyceni wzorowymi manierami tej szlifierki. Był to z pewnością najlepszy motocykl sportowy, jaki kiedykolwiek wystartował w Alpen Masters. Opinia jednego z jeźdźców testowych: „Świetny bike na jeden dzień, ale zbyt ekstremalny na cały tydzień” najlepiej oddaje charakter sprzęta.

Grupa pojechała w kierunku przełęczy Sella, aby mniej więcej w połowie wysokości odbić w prawo, w kierunku Passo Gardena. Trasa prowadziła wzdłuż imponujących ścian skalnych z wodospadami Pisciadu. Jednak nikt nie miał szans się nimi pozachwycać, bo z powodu remontu nawierzchni co chwila natykaliśmy się na głębokie bruzdy po sfrezowaniu asfaltu. Turystyczny krążownik BMW K 1300 GT radził sobie z tym bez kłopotów. Wprawdzie jeździec nie widział ani nie czuł przedniego koła, jednak to nie przeszkadzało.

 
ci ludzie zdecydowali o tytule króla gór 2009
         
Gert Thöle, Niemcy, 53, szef ekipy testowej. Coraz mniej włosów i coraz więcej odpowiedzialności. Karsten Schwers, Niemcy, 37. Ładowność, rozstaw osi, moc nominalna – facet ma w głowie wszystkie dane. 
Pere Casas, Hiszpania, 52, redaktor i jeździec testowy, jako były zawodnik kocha prędkość, ale jeździ z głową. Zazwyczaj. 
Kristijan Tićak, Chorwacja, 36, testuje pojazdy 2- i 4-kołowe, niespotykanie spokojny człowiek. 
Andrea Toumaniantz, Włochy, 45, specjalista od komputerów, instruktor jazdy, praca w redakcji to jego dodatkowe zajęcie.  

Kolejne ofiary

Na Passo Gardena kolejny wyrok. Tym razem CB 1300 otrzymał, tak jak poprzednio, jeden głos, beemki K 1300 GT i R 1200 R również, dwóch jeźdźców wskazało XJ6. Czyli drugiej Yamahy już nie ma, ale przegrała naprawdę minimalnie. Karsten Schwers zdradził, że odrzucił XJ6, bo: „Ten sprzęt jest dla mnie za mdły, poza tym z bagażem miękkie zawieszenia schodzą za głęboko i brak im rezerw”. XJ6 jako drugi zostaje zdegradowany do roli pojazdu towarzyszącego.

Bezpośrednio za Passo Gardena rozciąga się przepiękny widok na rozległą dolinę w kierunku Corvary. Droga wije się w dół zakrętami o wszystkich możliwych promieniach. Tymczasem słoneczko zaczęło prażyć, po wilgoci poranka pozostało jedynie wspomnienie. Cztery sprzęty, które ciągle są w grze, jadą w dół, aby w Corvarze opuścić Sella Ronda i udać się w kierunku Passo di Falzarego.

Przed nami dłuższa jazda przez dolinę z szerokimi zakrętami, przerywanymi pomniejszymi miejscowościami. Tutaj ważne było co innego niż na ostrych winklach i przełęczach. Do tej pory obowiązywała reguła: im wyżej, tym gorszy asfalt. Teraz im wyżej się wspinamy, tym nawierzchnie są lepsze. Prawdziwy raj dla kochających zakręty, z gładkim i przyczepnym asfaltem oraz 180-stopniowymi winklami, gdzie czterem maszynom można dać porządnie po garach.

„GT wyleciał!?”– zdumiał się Andrea Toumaniantz, gdy na Passo di Falzarego, w trzecim głosowaniu, okazało się, że odpadł liniowiec BMW. Dostał trzy z pięciu głosów. „Zadziwiające, jak poręczny jest ten tankowiec, jednak jak dla mnie K 1300 GT jest na wąskie trasy za wielki i za ciężki” – podsumował Kristijan Tićak. Obie beemki dostały po jednym wskazaniu, natomiast Honda CB 1300 pozostała nietknięta.



Z górki na pazurki
– ta zasada obowiązywała w kolejnym etapie, a przynajmniej na pierwszym odcinku zjazdu z Falzarego. Podjazd przez las prowadzący na Passo di Giau był dosyć wymagający: zmienne oświetlenie, nawierzchnia co jakiś czas raczyła a to żwirem, a to dziurami.

Postój na Passo di Giau trwał nieco dłużej. Winne było to, że pierwsze głosowanie nie przyniosło rozstrzygnięcia. Wszystkie trzy pozostające w zawodach sprzęty (F 800 GS, R 1200 R i CB 1300) dostały po dwa wskazania. Trzeba więc było głosować po raz drugi. Wypadła beemka R 1200 R – zwycięzca z ostatnich dwóch lat. Wady tego sprzęta (słabo dozowalne hamulce zbyt kąśliwie wgryzają się w tarcze, w trakcie jazdy pod obciążeniem z suchego sprzęgła czuć swąd, feedback podwozia jest za mało wyraźny) wyglądają na czepianie się, ale przecież ktoś musiał odpaść.

zobacz galerię

Zobacz również:
Rzędowa czwórka, maszyna klasy średniej, nowoczesny naked... – taki opis na niewielu zrobi dziś wrażenie. Chyba że mowa o Kawasaki Z 900, które od zawsze wzbudza spore emocje. Aby poznać zalety najnowszej wersji, porównaliśmy ją z zeszłoroczną.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA