Aprilia RS 660 kontra RS 250 - wojna pokoleń

Z pozoru Aprilie RS 250 i nowy RS 660 to dwa światy: dwusuw kontra czterosuw, 25 lat różnicy wieku, prawie 50 KM wyższa moc i o 20 kg wyższa masa. Do tego inna charakterystyka pracy i wielki postęp techniki. Czy to możliwe, że te dwa motocykle mają ze sobą cokolwiek wspólnego?

Aprilia RS 250, Aprilia RS 660 Fot. Tyson Jopson

Najczęściej nie doceniamy znaczenia zmysłu powonienia. To błąd, bo żaden inny zmysł nie ma tak dużego wpływu na nasze myślenie i odczucia. Człowiek, zanim ujrzy świat, może już go powąchać. Mózg łączy zapach z nastrojem, co razem kształtuje najintensywniejsze i najgłębiej zakorzenione wspomnienia. Czy tego chcesz, czy nie, zapachu pierwszej miłości nigdy nie zapomnisz. Jeśli kiedyś poczujesz choć powiew tej woni, na pewno obudzą się wspomnienia. Tak samo jest z zapachem dwusuwa.
Ale co wspólnego ma ten węchowy wstęp z Apriliami RS 250 i RS 660? Pewnie się domyślasz: wystarczy obrócić kluczyk w stacyjce starszego RS-a, włączyć ssanie, kopnąć kopkę z lekkim dodaniem gazu… I co? Ram-pam-pam – fantastyczny bike zaczyna kopcić i przystrajać chłodny poranek w niebieską, charakterystycznie pachnącą mgłę z oleju i niespalonej resztki wachy.
A teraz głęboki wdech i oto błyskawicznie przenosimy się do połowy lat 90. Aprilia – firma młoda, pozbawiona wszelkiej pretensjonalności, chętna do eksperymentowania, po sukcesach w wyścigach – prezentuje wtedy RS-a 250 będącego repliką fabrycznej maszyny wyścigowej, tyle że wyposażoną w tablicę rejestracyjną i kierunkowskazy. O kurczę, narzędzie pracy Włochów z tytułami mistrzowskimi (Biaggi, Capirossi) do kupienia w zwykłym salonie! Coś w sam raz dla sportowych freaków z czasów, kiedy policja jeździła Polonezami, a schabowy w barze kosztował 10 000 zł. Marzeniem (najczęściej niespełnionym) ówczesnych nastolatków była motorynka Pony, więc tym bardziej byli napaleni na prawdziwy motocykl. Mieli jedno zmartwienie: skąd wytrzasnąć kasę na RS-a 250 lub podobną maszynę?!

Aprilia RS 250, Aprilia RS 660Fot. Tyson Jopson

Szkoła życia

Dni silnika dwusuwowego RS-a były jednak już wtedy policzone, nie rokował on na przyszłość. Przytkany katalizatorem generował w wersjach seryjnych moc 55 KM. Czyli nie za wiele. Ta raczej skromna moc zaklęta w dwutakcie nawet dziś nie psuje radości z jazdy, tylko definiuje ją na zasadzie: wszystko albo nic! RS 250 to motocykl na wskroś sportowy, trzeba go prowadzić aktywnie i będąc mocno skoncentrowanym. To sprawa radykalnej pozycji, którą wymuszały wysoko zamontowane podnóżki i nisko osadzone połówki kierownicy, oraz konieczności precyzyjnego wyczucia skuteczności wąskiego, ale brutalnego zakresu obrotowego zmodyfikowanego ćwierćlitrowego silnika RGV. Miał on coś z wybuchu wulkanu: spokój sennego miasteczka w sekundę zmienia się, gdy nadciąga niszczycielska fala. Był nią wzrost prędkości obrotowej, która przy 8000–9000 obr/min powodowała, że gang stawał się ostry jak brzytwa, a silnik wręcz eksplodował mocą.

Zobacz także: Aprilia RS 660 to powrót do sportowych 660, ale w nowej formie

Błyskawicznie zapinam kolejny bieg w ciasno stopniowanej 6-biegowej skrzyni. Skutek: dwusuwowy wybuch sprawia, że po raz kolejny wyskakuję z butów. Potem znowu i znowu. Trzeba ciągle mieszać biegami w górę i w dół, twarda przekładnia lubi międzygaz, moje uszy także, do efektu braku hamowania silnikiem muszę się przyzwyczaić. Krótko i zwięźle: aby wyciągnąć z maszyny wszystko to, co ma najlepszego, musisz się trochę napracować. Nagroda jest sowita: dostajesz świetną szkołę motocyklowego życia.
Nie ma wątpliwości, że z technicznego punktu widzenia RS 250 to wyścigówka. Niecałe 170 kg masy, stabilna i imponująca rama z polerowanego aluminium (i do tego ten wahacz!), świetne zawieszenia, mocne hamulce. Mimo konserwatywnej geometrii, bike jest poręczny jak samurajski miecz, neutralny jak Szwajcaria, a pod względem feedbacku tak komunikatywny i rozrywkowy, jak Valentino Rossi w najlepszej formie podczas konferencji prasowych. Było to aktualne aż do 2004 roku, kiedy zaprzestano produkcji bike’a. Wszystkie egzemplarze znalazły właścicieli, a ci nie chcą się ich pozbywać.

Aprilia RS 250

Aprilia RS 250Fot. Tyson Jopson
Aprilia RS 250 zegaryFot. Tyson Jopson
Najważniejszy w kokpicie jest obrotomierz. Prosty wyświetlacz LCD pokazuje temperaturę cieczy chłodzącej, a wyskalowany do 240 km/h prędkościomierz zapowiada niezłą zabawę.
Aprilia RS 250 kierownicaFot. Tyson Jopson
Aprilia RS 250 kierownicaFot. Tyson Jopson
Przełączniki prosto z poprzedniej epoki, łącznie ze ssaniem – nie potrzeba tu instrukcji obsługi. Rozrusznik? Załatwia to klasyczna kopka.
Aprilia RS 250 lampa tylnaFot. Tyson Jopson
Opływowe, krągłe kształty zadupka w RS-ie 250 udowadniają, że jest to maszyna do jazdy solo.
Aprilia RS 250 komora rezonansowa wydechuFot. Tyson Jopson
Znaki szczególne Aprilii RS 250: rezonansowy wydech (tutaj Arrow) i imponujący bananowy wahacz.

 

Aprilia RS 250

Silnik: dwucylindrowy, V 90°, gaźnik,
pojemność 249 cm3, moc 55 KM (40 kW) przy 10 500 obr/min,
maks. moment obrotowy 35 Nm przy 10 750 obr/min.
Podwozie: rama grzbietowa z aluminium, widelec upside-down, średnica goleni 41 mm, dwuramienny wahacz, centralny amortyzator z systemem dźwigni, z przodu dwie tarcze hamulcowe, średnica 298 mm, zaciski 4-tłoczkowe, pojemność zbiornika paliwa 15 l.
Masa na sucho 165 kg,
rozmiary opon 120/70 ZR 17, 150/60 ZR 17.
Cena 12 500 DM (1995 r.).

 

Jak ogień i woda

RS 250 i RS 660 na pierwszy rzut oka niewiele mają ze sobą wspólnego. Obie maszyny dzieli 25 lat postępu. Jedna pochodzi z epoki analogowej, druga z cyfrowej. W międzyczasie Aprilia przeżyła trudne chwile, ale na szczęście koncern Piaggio wybawił ją z opresji. Temat dwusuwów był już wtedy właściwie zamknięty.
15 lat po zakończeniu produkcji RS-a 250 Aprilia znów weszła w działkę małych motocykli sportowych (był też RS 125, ale to nie to samo). RS-a 660 napędza rzędowy dwucylindrowiec, dzielnie spełniający wymagania normy Euro 5. Ponad dwa razy większa pojemność umożliwia mu wygenerowanie prawie dwa razy wyższej mocy, którą wspiera duży pakiet elektroniki. Korzenie RS-a 660 nawet w połowie nie sięgają tak daleko do wyścigów, jak w przypadku RS-a 250 – to po prostu rozsądny motocykl drogowy ze sporymi możliwościami. Ale i „660”, i „250” mają to samo pochodzenie.

I w tym tkwi sedno: ten sam sportowy duch, to samo doświadczenie, które przyniosły Aprilii wiele mistrzowskich tytułów (54 wg nalepek na RS-ie 660), i które sprawiły, że Mille, Tuono i RSV4 były tak wspaniałymi motocyklami. Ten czarodziejski pył ma w sobie także RS 660. Jest to sprzęt zadziwiająco podobny do „250”, zwłaszcza pod względem poręczności, lekkości i zintegrowania z motocyklistą. Duży udział mają w tym masa tylko 183 kg i wręcz genialne wyważenie. Jest to maszyna do jazdy po drogach, ale dzięki umiejętnemu podejściu uwolnisz jej niesamowity potencjał sportowy. Ma nowocześniejszą, nie tak radykalną, niemniej wciąż sportową ergonomię; przy czym w żadnym razie nie jest to kanapa.
Czy dzisiejsze 100 KM to nie to samo co 55 KM w połowie lat 90.? Kiedy popatrzeć na to w ten sposób, to ospałe oddawanie mocy „660” w pierwszej połowie zakresu obrotowego jest kolejnym dowodem pokrewieństwa dusz. Tak samo jest wyżej: wyraźny wzrost mocy przy 8000 obr/min, wypłaszczenie, które następuje zaraz potem, oraz to, jak niewiele dzieje się aż do ogranicznika.

Aprilia RS 660

Aprilia RS 660Fot. Tyson Jopson
Aprilia RS 660 kokpit / wyświetlaczFot. Tyson Jopson
TFT: cyfrowa rewolucja dotarła ostatecznie do motocykli. Żaden inny motocykl tej klasy nie ma tylu systemów elektronicznych.
Aprilia RS 660 światło tylneFot. Tyson Jopson
Dzisiaj na RS 660 może pojechać pasażer(-ka). Tu liczą się ostre linie.
Aprilia RS 660 reflektor przedniFot. Tyson Jopson
Lampa to designerski majstersztyk. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie zastosowano diod LED.

 

Aprilia RS 660

Silnik: dwucylindrowy, rzędowy, pojemność 659 cm3,
układ zapłonowy: wtrysk, średnica gardzieli 48 mm,
moc maks. 100 KM (73,5 kW) przy 10 500 obr/min,
maks. moment obrotowy 67 Nm przy 8500 obr/min.
Podwozie: rama grzbietowa z aluminium, widelec upside-down, średnica goleni 41 mm, dwuramienny wahacz, bezpośrednio mocowany amortyzator,
z przodu dwie tarcze hamulcowe, średnica 320 mm, zaciski 4-tłoczkowe,
pojemność zbiornika paliwa 15 l.
Masa na sucho 183 kg,
rozmiary opon 120/70 ZR 17, 180/55 ZR 17.
Cena 49 900 zł.

Ten sam ogień

RS 660 w bezpośrednim porównaniu oczywiście nie jest w stanie zaoferować tak wyraźnego kopa, jak RS 250, nie mówiąc o beztroskiej lekkości. Ale jest on bliżej tego niż wszystkie inne maszyny, przy czym jest znacznie bardziej przydatny do codziennej eksploatacji i mniej wymagający pod względem obsługi, oszczędniejszy, bardziej eko, lepiej wyposażony, bezpieczniejszy itp., itd.
Być może więc jest to ten sam motocykl, tyle że dorósł i dorównał wymogom naszych czasów? Być może z Apriliami RS jest tak jak z nami sprzed 20 lat – wtedy byliśmy zadziornymi dzieciakami z ogniem w sercu, dziś jesteśmy stateczni, rozsądni, niekiedy o wiele kilogramów ciężsi, ale w naszych sercach tli się ten sam ogień.

Aprilia RS 250, Aprilia RS 660Fot. Tyson Jopson
Proporcje i sylwetki obu RS-ów każą doszukiwać się pokrewieństwa. Zadziwiające jest to, jak bardzo są do siebie podobne.
Zobacz również:
REKLAMA