[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ

OCEŃ
3.3

Bajaj Dominar 400 - test długodystansowy cz. 2

Zanim przyszła wiosna Dominar 400 przejechał w naszym teście dokładnie 7078 km. Ten dystans przetrwał w zaskakująco dobrym stanie. Czy polubił polską zimę? Czy zaprzyjaźnił się z rdzą? Ciekawy? Czytaj dalej.

Masz prawo jazdy kategorii A2, szukasz motocykla na dojazdy do roboty lub zaczynasz przygodę z motocyklami i szukasz pierwszej maszyny? Jeśli nie chcesz niczego używanego, a przy tym nie zamierzasz wydawać góry pieniędzy, to wyjściem z sytuacji może być Bajaj Dominar 400.

Sprawdzamy, co oferuje motocykl za 15 000 zł oraz jakie są koszty jego użytkowania. Od maja ubiegłego roku do końca stycznia Dominar przejechał 7078 km. A to oznacza, że każdego dnia, niezależnie od pogody, przejeżdżał średnio 31 km.

Zobacz również pierwszą część testu długodystansowego Bajaj Dominar 400

Za kierownicą jest całkiem wygodnie, a nogi są ugięte pod rozsądnym kątem. Nie musisz składać się jak scyzoryk, nawet jeśli jesteś wysoki (tzn. masz np. 190 cm wzrostu). Z kolei niższym spodoba się to, że kanapa jest oddalona od ziemi o 80 cm. To zapewni im pewne podparcie stopami np. na światłach. Śliska kanapa nie grzeszy komfortem, ale wyraźnie poczujesz to dopiero po przejechaniu ok. 200 km. Nie pomaga wtedy nawet jej spora długość, która umożliwia zmianę pozycji.

REKLAMA
Centralny amortyzator z czerwoną sprężyną i bajeranckim zbiorniczkiem wyrównawczym wygląda sportowo, ale przede wszystkim dba o komfort.

W czasie dłuższych przelotów musisz wziąć pod uwagę, że na nakedzie wszystko przyjmujesz na klatę. Miniowiewka nad lampą niczego tu nie zmienia. Na autostradzie możesz trzymać 150 km/h, ale to oznacza walkę z pędem powietrza oraz wir w baku: w takich warunkach Dominar potrafił spalić nawet 5,5 l/100 km.

Jednak wystarczy zwolnić do 100–120 km/h, aby spalanie spadło o ok. 2 l/100 km. Na dystansie 7000 km średnie spalanie (miasto, trasa, autostrady) wyniosło 4,55 l/100 km. Zbiornik o pojemności 13 litrów zapewnia więc zasięg na poziomie 285 km. Warte podkreślenia jest to, że w dni, gdy temperatura oscylowała wokół zera, spalanie nie odbiegało od średniej. Z tym że duży wpływ na to miało delikatniejsze obchodzenie się z manetką gazu.

Tank pad, czyli seryjna naklejka chroniąca zbiornik przed porysowaniem, to dobry pomysł. Gorzej z wykonaniem, bo klej nie trzyma.

Opony MRF były drugą zachętą do zwolnienia, bowiem na mokrym nie wzbudzają one zaufania. Mimo niezbyt mocnego silnika – 35 KM – tył potrafi niespodziewanie zerwać przyczepność... W związku z niewygórowaną mocą nie przeszkadzają niezbyt jadowite hamulce. Z tym że ich punkt zadziałania mógłby być mniej rozmyty. Pochwała za ABS, który nie wkracza zbyt wcześnie do akcji. Tyle tylko, że na nierównościach potrafi się pogubić.

Jesienno-zimowe noce pod chmurką dały efekt w postaci zaparowanego kierunkowskazu. Co ciekawe, tylko jednego.

 

REKLAMA

REKLAMA

Zimowe popołudnie...

...szybko zamienia się w wieczór, a wtedy kluczem do sukcesu jest przednia lampa. W Dominarze została ona w całości wykonana na LED-ach, które bardzo skutecznie oświetlają drogę. Jest jeden warunek – klosz musi być czysty. Hindusi nieco skomplikowali sprawę przełączania na światła drogowe („długie”) – możesz do tego użyć standardowego przełącznika po lewej stronie lub włącznika świateł pod prawym kciukiem.

REKLAMA

Zobacz również: układy wydechowe Leo Vince

Gdy zapadną ciemności, nie pochwalisz umieszczonego w konsoli na zbiorniku podświetlanego na niebiesko logo Bajaja (nie mylić z Bluetoothem): daje po oczach. Natomiast podświetlane na niebiesko przyciski na końcówkach kierownicy są OK. Gorzej, jeśli będziesz chciał zmienić np. godzinę w kokpicie – oba przyciski działają topornie.

Ze spraw elektrycznych naszemu Dominarowi przytrafiła się tylko jedna przygoda – akumulator wyzionął ducha. Zaczęło się od problemów z odpalaniem, a po kilku dniach trzeba go było wziąć na pych. Baterię wymieniliśmy na nówkę w ramach gwarancji.

Brak prądu to niemiła niespodzianka – odpalanie na pych nie było przyjemne. Winowajca, czyli akumulator, został wymieniony w ramach gwarancji.

Jak zaoszczędzić?

Bajaj Dominar 400 w salonie kosztuje 14 999 zł. Czy niską cenę producent odbija sobie na wysokich kosztach serwisu? Niekoniecznie - do tej pory nasz Dominar przeszedł dwa przeglądy: po 1000 oraz po 5000 km. W ramach obu wymieniono olej silnikowy wraz z filtrem oraz ogólnie przejrzano stan maszyny. Każdy z nich kosztował 360 zł. Na tle długodystansowego KTM-a 1290 Super Adventure S to megapromocja, bo w serwisie KTM-a po 1000 km zostawiliśmy 952 zł...

W sumie jazda na Bajaju (przeglądy + paliwo) kosztowała do tej pory 2310 zł. Na pocieszenie grubszy serwis to wciąż przyszłość - regulacja zaworów w silniku jest zaplanowana po 20 000 km. Wygląda na to, że zakup Dominara i jego eksploatacja nie zrujnują ci kieszeni.

Koszty użytkowania

Koszt przeglądu po 1000 km   
(robocizna, olej, filtr oleju) 360 zł
   
Koszt przeglądu po 5000 km   
(robocizna, olej, filtr oleju) 360 zł
   
Koszt paliwa na dystansie 7000 km 1 590,20 zł

zobacz galerię

Zobacz również:
Na dobra sprawę największą słabością Dominara 400 jest jego egzotyczne pochodzenie. Reszta bowiem broni się sama. Po nawinięciu 4000 km maszyna jest w doskonałej kondycji.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (5)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij