[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ

Harley-Davidson LiveWire - elektryczna rewolucja

Po 116 latach Harley-Davidson przełamuje tradycję i chwali się pierwszym seryjnym motocyklem elektrycznym - LiveWire. Tak oto na naszych oczach tworzy się historia.

W tym motocyklu większość zwykłych czynności przebiega inaczej. Np. tankowanie. Tam, gdzie w większości maszyn jest wlew benzyny, Harley ma gniazdo ładowania. Możesz podpiąć go do zwykłego gniazdka elektrycznego, ale w takim przypadku proces ładowania trwa. Ile dokładnie? Tego nikt oficjalnie nie chciał zeznać, ale noc powinna wystarczyć, by komputer wskazał poziom ładowania 100% – tak jak w smartfonie. Dlatego Amerykanie stawiają na szybkie ładowarki (takie jak dla samochodów elektrycznych) pozwalających w godzinę do pełna naładować LiveWire’a, a poziom 80% osiągnąć w 40 minut. Będą one dostępne na stacjach benzynowych i u dealerów oferujących LiveWire.

Harleya LiveWire napędza maleńki (17 x 10 cm!) trójfazowy, chłodzony cieczą silnik elektryczny.

Wygląda to nieźle, ale... Gdy po ok. 40 minutach jazdy, co wystarczy na pokonanie autostradą ok. 100 km, zapali się kontrolka rezerwy/zasięgu, musisz się zatrzymać na kolejne 40 minut, żeby zatankować maszynę. Sprzedawcy kawy i hot dogów będą ci wdzięczni, twój portfel zapewne mniej. Ten motocykl niewątpliwie nie ma nic z długodystansowca. Co innego, gdy głównym zadaniem LiveWire’a będzie dowożenie cię do pracy. Podczas gdy ty zarabiasz kasę, on ładuje się na parkingu. To ma sens!

 

Zamiast wlewu paliwa jest wtyczka do podłączenia ładowarki, znajdującej się również w motocyklu.

Sercem Harleya jest potężny pakiet akumulatorów litowo-jonowych (takich jak w komórkach) zamkniętych w szczelnej aluminiowej obudowie.

 

Zobacz również: Harley Davidson nie jest jedynym motocyklem elektrycznym na rynku. Poznaj KTM-a Freeride E XC. 

 

 

REKLAMA

REKLAMA

 

Potato, potato, potato

A co stało się z charakterystycznym dla Harleya brzmieniem potato, potato, potato? Odeszło w zapomnienie. Nowy model brzmi jak pojazd z gwiezdnych wojen i nikt nie zamierza tego zmieniać. Goście z Harleya stanowczo zdementowali pomysł montowania jakichkolwiek głośników mających imitować dźwięk kultowego widlaka. Gdy motocykl jest gotowy do jazdy, na postoju panuje cisza. Po dodaniu gazu, w akompaniamencie cichego świstu, 116 Nm momentu i 105 KM mocy (mniej więcej tyle osiągają niewysilone czterocylindrowe litry) katapultuje cię do przodu. O twoje bezpieczeństwo dbają wtedy kontrola trakcji oraz system ­antywheelie (które można wyłączyć).

Nie musisz pamiętać ani o sprzęgle, ani o zmianie biegów, bo tego najzwyczajniej w świecie tu nie ma. Dzięki temu jazda na LiveWire jest tak prosta, jak na elektrycznym skuterze. Dla mnie nie jest to argument, są nim natomiast osiągi, które spychają skuter o dwa poziomy niżej. Do setki Harley rozpędza się w 3 sekundy, a maksymalna prędkość to 110 mph, czyli jakieś 177 km/h. Nawet w górach nie miałem powodów do narzekania na niedostatek mocy. Szybszy ruch prawym nadgarstkiem łatwo wyciągał motocykl z zakrętu lub zapewniał bezpieczne wyprzedzanie. Najważniejsze było wtedy pilnowanie, aby nie przekraczać dozwolonych w USA prędkości.

Nieco więcej uwagi trzeba poświęcić zakrętom. Przede wszystkim motocykl wymagał mocniejszego impulsu do złożenia. Temat załatwiała szeroka, ale wygodna kierownica. Po drugie, większą uwagę należało zwrócić na obroty, na jakich pokonywałem winkle. Im były one niższe, tym maszyna stawała się bardziej nerwowa i traciła na precyzji. Na szczęście nie utrudniało to jazdy ani nie było niebezpieczne. Fakt jednak pozostaje faktem. Nie do pobicia jest za to niespotykany w spalinowych maszynach z Milwaukee kąt złożenia maszyny zanim podnóżki zaczną przycierać. Fabryka podaje maksymalne pochylenie 45O. Za to od pierwszego zakrętu pokochałem LiveWire.

Z osiągami motocykla fajnie zgrano zawieszenia. Konstruktorzy nie ukrywają, że poszli na łatwiznę: po prostu zamówili widelec i amortyzator w firmie Showa, sobie zostawiając zaprojektowanie ramy i wahacza. Oba te elementy są aluminiowe i poskręcano je z kilku części. Ramę wzmacnia masywna obudowa baterii (to ten czarny, bogato żebrowany element pod atrapą zbiornika). Dostrojone do ciężkiego, bo ważącego 249 kg bike’a zawieszenia wydały mi się podczas jazdy sztywne, mimo to dawały niezłe wyczucie tego, co dzieje się na styku opony z drogą. Na równym asfalcie będzie to zaleta, ale na dziurawym może nieźle wytrząść. Zawiasy mają regulacje, ale podczas jazd testowych z braku czasu nikt o tym nawet nie pomyślał.

Podobnie jak z zawiasami postąpiono z hamulcami, które są dziełem Brembo. Trudno przyczepić się do działania pracujących z przodu dwóch zacisków typu monoblock – są skuteczne i precyzyjne, nie wymagają mocnego uścisku, po prostu klasa. Zaskoczeniem jest za to sprzężenie ich z ABS-em dostosowującym charakterystykę pracy do głębokości złożenia w zakręcie. Tego nie grali jeszcze w żadnym Harleyu!

 

Mocny akcent to zaciski monoblock Brembo. Sprawdziły się w wielu motocyklach, a i w H-D nie będziesz narzekał na skuteczność i precyzyjne działanie.

Ładny i czytelny Kokpit możesz jednym ruchem ręki zmienić kąt ustawienia. Po spięciu go z telefonem zaleje cię informacjami.

 

Zobacz również: zobacz co zyskujesz kupując motocykl elektryczny.

 

REKLAMA

 

Jedziesz szybciej, więc częściej tankujesz

Jedziesz szybciej, więc częściej tankujesz – to logiczne. Ale w przypadku elektrycznego Harleya trzeba pamiętać o szybkim spadku zasięgu. Moim zdaniem zapowiadane 235 km na jednym tankowaniu, bo tyle w cyklu miejskim obiecuje fabryka, jest możliwe tylko jeśli wypijesz solidny kubek melisy.

Spory kawałek trasy testowej prowadził nas przez miasto, po to, by następnie przeciągnąć nas przez góry. Tu pomocna okazała się funkcja odzyskiwania energii. Z punktu widzenia kierownika odczuwasz ją jako siłę hamowania silnikiem, której wartość możesz dowolnie zmieniać w zależności od swoich upodobań, albo wybrać poziom przyporządkowany do jednego z trybów jazdy (Sport, Road, Range, Rain). System działa bardzo fajnie. Odniosłem wręcz wrażenie, że ustawiony na najwyższym poziomie skuteczniej spowalnia motocykl niż robi to czterocylindrowa rzędówka. To wcale nie oznacza, że zjeżdżając na zamkniętym gazie naładujesz akumulator. Mimo włączonych wszelkich sposobów oszczędzania energii, zasięg mojego egzemplarza wyniósł ok. 150 km. Jechałem sam. Jak skróci się zasięg podczas jazdy z pasażerem?

Złapani w sieć GSM

Jednym z must have współczesnego motocykla jest możliwość spięcia go ze smartfonem. LiveWire to potrafi. Dzięki temu smartfon może stać się strażnikiem maszyny. Gdy tylko ktoś poruszy motocykl, ten dzwoni do ciebie z informacją, że właśnie ktoś posadził na nim swój tyłek. Nawigacja pokazująca wskazówki dojazdu na wyświetlaczu też jest świetnym rozwiązaniem.

A skoro o kokpicie mowa, to jest on klasą sam dla siebie: ładny, nowoczesny i co najważniejsze czytelny! Na pewno uśmiechniesz się, gdy o poranku motocykl przywita cię komunikatem o zbliżającym się terminie przeglądu i wskaże drogę do najbliższego dealera. Wygląda na to, że kolejny krok będzie polegał na tym, że sztuczna inteligencja umówi cię w serwisie, zamówi odpowiednie części, a jedynym twoim obowiązkiem będzie wybór jednego z zaproponowanych terminów.

Na szczęście takie wizyty nie powinny być ani częste, ani kosztowne, bo w LiveWire właściwie nie ma się co psuć. Trójfazowy silnik jest zbudowany z dwóch ruchomych elementów, jedyne płyny to hamulcowy i do chłodzenia silnika. Skrzyni biegów ani sprzęgła nie ma. Przekładnia główna redukująca obroty silnika (ten może kręcić nawet 15 000 obr/min) jest moim zdaniem bezobsługowa. Dotychczas pasek napędowy wytrzymywał w motocyklach do 40 000 km i pod tym względem nie spodziewałbym się rewolucji. Jedynym kosztownym elementem jest litowo-jonowa bateria, taka, jaką ma twoja komórka. Harley skorzystał z rozwiązania Samsunga i daje na nią 5 lat gwarancji bez limitu kilometrów. Według zapewnień fabryki powinna ona wytrzymać 10 lat.

 

Dla oszczędności energii całe oświetlenie motocykla to wyłącznie diody LED.

Oba zawieszenia LiveWire są dziełem firmy Showa. Jak na współczesny motocykl przystało, oba mają pełną regulację.

 

Bohaterów?! Prądem?!

Ciągle nie potrafię się przyzwyczaić do elektrycznych samochodów, a tym bardziej do motocykli. Zakładam, że podobnie myśli wielu z was. Mam jednak wrażenie, że w najbliższym czasie przyszłość całej motoryzacji będzie należała właśnie do elektryków. Jak mawiał klasyk: „Coś się kończy, coś się zaczyna”.

 

REKLAMA

REKLAMA

 

Dane techniczne HarleyDavidson LiveWire

 

Silnik: elektryczny, synchroniczny, chłodzony cieczą. 
Przeniesienie napędu: brak skrzyni biegów, przekładnia główna 9,71:1, napęd tylnego koła paskiem zębatym, przełożenie 1:3.
Moc maksymalna 105 KM (78 kW) 
Maks. moment obrotowy 116 Nm
Rama: aluminiowa. 
Zawieszenia: przód – widelec upside-down Showa, śr. goleni 43 mm, pełna regulacja, tył – wahacz z aluminium, pojedynczy amortyzator, pełna regulacja.
Hamulce: przód – 2 tarcze, śr. 300 mm, zacisk 4-tłoczkowy, tył – 1 tarcza, śr. 260 mm, zacisk 2-tłoczkowy, ABS.
Rozmiary opon p/t 120/70 ZR 17 / 180/55 ZR 17
Opony Michelin Scorcher Sport 
WYMIARY I MASY  
Kąt główki ramy 64,5o
Wyprzedzenie 108 mm
Rozstaw osi 1490 mm
Dł./szer./wys. 2135/830/1080 mm
Skok zawieszeń p/t  115/115 mm
Wysokość kanapy 780 mm
Masa na sucho 249 kg
Poj. baterii litowo-jonowej 12,8 V, 24 Wh, 120 A
Teoretyczny zasięg miasto/autostrada/cykl mieszany 235/113/152 km 
Cena 146 000 zł

 

 

 

 

Zobacz również:
Czy dni dwusuwowych silników są policzone? Nic z tych rzeczy! Wśród nowości KTM-a na sezon 2020 Jest m.in. EXC 150 TPI. To nie wszystko!
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij