REKLAMA

Harley-Davidson Low Rider S - czarny charakter z Milwaukee

Ma długą, niską sylwetkę, potężny silnik i dosłownie zwija asfalt za tylnym kołem. Sprawdziliśmy jak jeździ  Harley-Davidson Low Rider S  – czarny charakter zza oceanu.

Harley-Davidson Low Rider S model 2016

Jeżeli motocykl ma silnik Screamin’ Eagle, „S” w nazwie i jest czarny, to wiedz, że coś się dzieje, że diabeł się nim interesuje...

Powiem to wprost; jest piękny i to nie ulega wątpliwości. Tak piękny, że wyrwał mnie z butów, bo jest dla mnie kwintesencją tego, co mi się w sprzętach tej marki podoba najbardziej.

Ma długą, niską sylwetkę – potężną, ale nieopasłą, wielki widlasty silnik z pięknie gadającym dwulufowym wydechem i agresywnym wlotem powietrza Heavy Breather, zakończony sportowym, stożkowym filtrem powietrza, pojedynczą kanapę i pokrywa go wszechobecna czerń w różnych odmianach.

Harley-Davidson Low Rider S model 2016
 

Centrum dowodzenia umieszczono na zbiorniku paliwa. Na prędkościomierzu ulokowano obsługiwany z kierownicy wyświetlacz. Pokazuje on przebieg całkowity, dwa przebiegi dzienne, zasięg i zapięty bieg. Na obrotomierzu wygospodarowano miejsce dla kontrolek. Na lewym „korku” zbiornika znajduje się dyskretny wskaźnik poziomu paliwa.

 

Jest też kilka dyskretnych ukłonów w stronę funkcjonalności: nad reflektorem zagościła niewielka owiewka, dwie tarcze hamulcowe z przodu dbają o bezpieczeństwo, naciągnięte zaś na ładne felgi opony w rozsądnym rozmiarze zapowiadają niezłą poręczność. Patrząc na tę maszynę po raz pierwszy, czułem się jak mający wolną chatę nastolatek przed randką.

Kluczyk spoczywa gdzieś w kieszeni, po kliknięciu włącznika zapłonu maszyna wita mnie błyskami kontrolek. Dźwięk silnika jest soczysty, a wibracje są tak mocne, że motocykl dosłownie rozmywa mi się w oczach. Stojąca na bocznej podstawce maszyna dygoce jak żywe stworzenie.

Z bananem na japie siadam za sterami. Lekko dodaję gazu i widlasty Screamin’ Eagle Twin Cam uspokaja się. Nadal czuję pulsowanie dwóch ogromnych cylindrów, w których pracują tłoki wielkości popielniczek (101,6 mm średnicy), jednak wibracje znikają.

Wbijam jedynkę, która wskakuje z nieco mniejszym niż zazwyczaj łupnięciem i... Cholera, podnóżki są na środku silnika! Jak na mój gust, za bardzo z tyłu i za wysoko. Jestem dużym, brzuchatym facetem, więc przy tak niskiej kanapie (685 mm) podparcie stóp w tym miejscu to dla mnie porażka.

Liczyłem na wygodę niczym w klubowym fotelu, a poczułem się, jakbym siadł na dziecięcym krzesełku i próbował sięgnąć po coś ze stołu, daleko wyciągając ręce.

Przez pierwszy kilometr usiłuję znaleźć optymalną  pozycję. Z nogami nic nie zrobię, z rękami też, przesunąć się do tyłu nie mogę, bo zatrzymuje mnie solidny zadupek. Mało tego – stając na pierwszych światłach zaczepiam łydkami o podnóżki, co kończy się nerwowymi ruchami.

Harley-Davidson Low Rider S model 2016
 

Układ dolotowy Heavy Breather z wielkim stożkowym filtrem powietrza i dwulufowy wydech 2-w-1-w-2 w połączeniu z silnikiem Screamin’ Eagle czynią z Low Ridera S mistrza sprintów. Maszyna potrafi łyknąć wtedy ponad 8 litrów na setkę.

 

Kilka kilometrów jazdy przez miasto sprawia, że przestaję myśleć o podnóżkach i pozycji. Przemykając między autami, doceniam poręczność i zwrotność maszyny. Chwalę też skrzynię, która działa ze zdumiewającą jak na Harleya lekkością i precyzją oraz nie mam najmniejszego kłopotu ze znalezieniem luzu.

Obsługiwany przez dwutłoczkowy zacisk tylny hebel jest skuteczny i czuć, kiedy zaczyna łapać, natomiast przód – mimo dwóch tarcz z czterotłoczkowymi zaciskami – nie rzuca na kolana: jest tępy i nie ma wyraźnego punktu zadziałania.

Zapomnij o hamowaniu dwoma palcami. Klamkę trzeba złapać całą dłonią i mocno ścisnąć, dopiero wtedy efekty są niezłe. Co wobec tego oczywiste – nici z precyzyjnego dozowania. Początkowo myślałem, że ponieważ sprzęt jest fabrycznie nowy, klocki muszą się dotrzeć i ułożyć do tarcz, ale kilkaset kilometrów nie przyniosło znaczącej zmiany sytuacji.

Przyjąłem to do wiadomości i skupiłem się na rzeczach przyjemniejszych. Silnik rekompensuje bowiem wszystkie bolączki sprzęta. Mający 1801 cm3 pojemności Screamin’ Eagle Twin Cam 110B pięknie brzmi i ma niesamowitego kopa. Za sprawą układu ssącego Heavy Breather i wydechu 2-w-1-w-2 piec generuje 156 Nm. To o 30 Nm więcej niż Twin Cam 103, montowany w standardowym Low Riderze.

Harley-Davidson Low Rider S model 2016
 

Kanapa z pokaźnym zadupkiem przydaje się podczas szybkich startów spod świateł. W trasie żałowałem, że nie jest dłuższa.

 

Zawsze gdy wskazówka obrotomierza minie 2000 obr/min (bieg nie ma znaczenia), prawa dłoń odpala międzykontynentalny pocisk. Wtedy przydaje się solidny zadupek, dzięki któremu maszyna nie zrzuci cię z grzbietu.

Kręcąc manetką, radosny jak dziecko, zostawiam za sobą miasto i wskakuję na boczne drogi. Mimo że asfaltom co nieco brak tam do ideału, zawieszenia dają radę. Nie nazwałbym ich wprawdzie komfortowymi, jednak na wybojach tył ani razu nie dobił, co zasługuje na pochwałę.

Jeżeli jeździsz z przepisowymi prędkościami, będziesz zachwycony prowadzeniem. Jeśli zaś lubisz odkręcić, nastaw się na użycie siły, bo maszynę trzeba wciskać w zakręty. Uważaj też na prześwit w złożeniach, bo mimo iż podnóżki są ulokowane wyżej niż zwykle w Harleyu, szybko łapią kontakt z asfaltem.

Harley-Davidson Low Rider S model 2016
 

Gdybym miał białe trampki, koszulę w kratkę i kamizelkę, mógłbym na tej maszynie udawać Jaxa Tellera z Sons of Anarchy. Ale nie mam, więc lipa. 

 

Wypad na autostradę przyniósł mały niedosyt: nie udało mi się sprawdzić, ile to cudo poleci. Skulona pozycja i wyciągnięte do przodu łapska w połączeniu z usiłującym zmieść mnie z kanapy pędem powietrza sprawiły, że przy 160 km/h odpuściłem, choć silnik nadal rwał się do boju.

Fajnym patentem jest tempomat przydatny podczas przelotów na dłuższych odcinkach.

Na temat urody owiewki zdania w redakcji były podzielone. Patrząc z zewnątrz, dla mnie jest OK. Gorzej wygląda zza sterów. Plastikowe wypełnienie pasuje do sprzęta jak pięść do nosa i aż prosi o upiększenie plakietką ze św. Krzysztofem i modlitwą kierowcy.

Jeżeli chodzi o ochronę, zdania też były podzielone. Ja uznałem, że jest ona niewielka, a turbulencje wokół kasku poważnie uprzykrzają jazdę zaraz powyżej setki. Z kolei trochę niższy ode mnie i szczuplejszy kumpel stwierdził, że 120 km/h to bułka z masłem, a turbulencje są niewarte wzmianki. Jak widać, kilka centymetrów wzrostu robi różnicę.

Przy spokojnej jeździe Harry tylko trochę przekraczał deklarowane przez producenta 5,1 litra na setkę, ostro pogoniony bez trudu łykał nawet ponad 8. Średnio spalił ok. 7 litrów na 100 km.

 

Dane techniczne:

SILNIK      
Budowa: V2, czterosuwowy, chłodzony powietrzem, 2 zawory na cylinder, rozrząd OHV, wtrysk paliwa,rozrusznik elektryczny.
Przeniesienie napędu: skrzynia 6-biegowa, wielotarczowe sprzęgło mokre, napęd pasem zębatym.
Śr. cylindra x skok tłoka 101,6 x 111,1 mm  
Pojemność skokowa 1801 cm3    
Stopień sprężania 9,2:1    
Maks. moment obrotowy 156 Nm przy 3500 obr/min
       
PODWOZIE    
Rama: kołyskowa z rur stalowych
Zawieszenia: przód – widelec teleskopowy Premium Ride, tył – dwuramienny wahacz ze stali, dwa amortyzatory azotowe, regulowane napięcie wstępne sprężyny.
Hamulce: przód – dwie tarcze, zaciski 4-tłoczkowe, tył – jedna tarcza, 2-tłoczkowy zacisk pływający, ABS.
Koła: odlewy aluminiowe  
Rozmiary opon p/t 100/90-19 / 160/70-17
       
WYMIARY I MASY    
Długość 2390 mm     
Rozstaw osi 1630 mm    
Prześwit 125 mm    
Kąt główki ramy 30,5°    
Wyprzedzenie 128,3 mm    
Wysokość kanapy 685 mm    
Masa własna 305 kg    
Pojemność zbiornika paliwa 17,8 l    
       
Cena 89 300 zł    

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Kręcą cię stylowe cruisery, ale ogranicza prawko kategorii a2 oraz grubość portfela? Wygląda na to, że Włosi, którzy połączyli siły z chińczykami, mają coś dla ciebie. Rozwiązanie nosi kryptonim 502C. Benelli 502C.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA