[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

KTM 1290 Super Adventure S - test długodystansowy

Motocykl uniwersalny kojarzy się niegdyś z nakedem, którym da się pojechać na wakacje. Dzisiaj określenie to lepiej pasuje do turystycznych enduro. Takich jak KTM 1290 Super Adventure S, który odnajdzie się nie tylko w długiej trasie i na szutrach, ale nawet na torze wyścigowym!

Jeden motocykl do wszystkiego – taki cel postawiło sobie wielu producentów; od BMW, przez Ducati, Triumpha, Yamahę, na KTM-ie kończąc. Trzeba przyznać, że są coraz bliżej wypełnienia tego zadania. Przykładem jest KTM 1290 Super Adventure S, który w mijającym sezonie na dobre zadomowił się w naszym firmowym garażu.

 

REKLAMA
Na dystansie 10 000 km KTM spalił 694,5 litra paliwa, co kosztowało 3550 zł

 

Półaktywne zawieszenia WP o dużym skoku (przód i tył po 200 mm) w połączeniu z szerokimi możliwościami regulacji, aktywną i wygodną pozycją oraz przyspieszeniem do setki na poziomie 3,5 sekundy (to tylko o 0,1 sekundy wolniej niż Ducati Panigale 1299!) dają obraz możliwości tej maszyny. KTM prowokuje, wręcz zachęca do szaleństw. Na szczęście Austriacy uwzględnili, że do większości fajnych miejsc na świecie trzeba jakoś dojechać. Nieraz autostradą, dlatego poprawili maniery silnika i zadbali o komfort załogi. Np. w porównaniu do zeszłorocznego 1290 Super Adventure T silnik mniej szarpie poniżej 3000 obr/min, również elastyczność na ostatnim biegu jest lepsza.

 

KTM często przekraczał polsko-czeską granicę. Chodziło o widoki, ale przede wszystkim o winkle i równe, czyste drogi. Częste mycie skraca życie – twierdzą niektórzy. Nie zgadzamy się z nimi, dlatego nasza pomarańcza regularnie odwiedzała myjnię.

 

Zobacz też: Test porównawczy ostrych turystyków

 

REKLAMA

REKLAMA

 

Najlepiej za szeroką kierownicą odnajdą się wysocy (powyżej 185 cm wzrostu) – nie ma mowy o problemach ze zmieszczeniem nóg czy zbyt niskiej szybie. Niższych mogą onieśmielać gabaryty maszyny, szczególnie podczas parkingowych manewrów. Pozycja za sterami spodobała mi się od razu – siedziałem wyprostowany, ale i nieco pochylony do przodu, dzięki czemu czułem, co się dzieje na styku przedniego koła z podłożem. Długo szukałem optymalnego nastawu zawieszeń na zwykłe ulice i w trasę. Ostatecznie najczęściej korzystałem z dość nietypowej konfiguracji: zawieszenia w trybie Off-Road, mapa silnika – Sport, obciążenie – jeździec + bagaż (nawet gdy jeździłem solo).

REKLAMA

 

Na Super Adventure będziesz się czuł na miejscu w absolutnie każdych warunkach. Nawet jeśli zakotwiczysz w porcie... Tutaj: marina w Urazie. Tom Tom Rider 550 bardzo często wskazywał drogę KTM-owi. Doceniliśmy opcję „kręte trasy”, która najlepiej działa w górzystej okolicy.

 

Zrozumieć quickshifter

Generalnie ustawienia zawieszeń niezbyt się od siebie różnią, a i tak w trybie Off-Road są jak na mój gust za sztywne. Z mapami zapłonu jest wręcz przeciwnie – Sport zapewnia najbardziej bezpośrednie przełożenie i zapewnia krótki skok manetki. Na drugim biegunie jest Rain, obcinający moc do 100 KM i sprawiający, że reakcja na gaz przypomina naciąganie gumy od majtek. Dla mnie nie do przyjęcia.

 

System bezkluczykowy pod koniec testu strzelał fochy. Problemy z wykryciem kluczyka to była codzienność. Może to tylko kwestia wymiany baterii?
Intuicyjna obsługa. Dzięki czterem przyciskom błyskawicznie odnajdziesz się w gąszczu ustawień. Tempomat jest równie dobrym pomysłem.
W schowku po prawej stronie owiewki możesz podładować baterię smartfona. Przydałby się lepszy dostęp do niego.

 

REKLAMA

 

Ponadto nie potrafiłem się porozumieć z quickshifterem (działającym w obie strony), który wchodzi w skład pakietu Travel Pack 2 (za 2960 zł) – dobrze działał tylko w czasie ostrej jazdy. Na co dzień wolałem zmieniać biegi ze sprzęgłem. Na szutrach kontrolę trakcji i ABS można przełączyć w tryb Off-Road lub całkowicie się ich pozbyć. W takich warunkach, przynajmniej na początku, przeszkadza masa motocykla wynosząca 238 kg z paliwem. Myśl o podnoszeniu tej kupy żelastwa po glebie motywuje do ostrożności.

REKLAMA

Kwestia psychiki

Nawet na większych nierównościach (nie zapuszczałem się w ciężki teren) nie było mowy o dobijaniu zawieszeń. Za to jak się przełamiesz, będziesz się świetnie bawił. To samo dotyczy ostrzejszej jazdy po asfaltach. KTM oferuje ogromny prześwit w złożeniu, ale ze względu na wysoko umieszczoną kanapę (860 lub 875 mm) i wyprostowaną pozycję trudno się przełamać, żeby go w pełni wykorzystać. Ułatwią ci to opony Pirelli Scorpion Trail 2, które dadzą radę w każdych warunkach! Nawet na gliniastych dróżkach po deszczu zaklejają się niezbyt szybko, a na suchym torze umożliwiają zejście na kolano! Przy czym nie ma mowy o niekontrolowanych uślizgach. Czapki z głów!

Kolejnym mocnym argumentem 1290 Super Adventure’a są światła. Przednia lampa, kształtem przypominająca czapkę biskupa, ma dyskusyjny wygląd. Ważniejsze jest to, że upakowane w niej diody LED koncertowo spełniają swoje zadanie, zamieniając noc w dzień. Tylko jedna rzecz – klosz musi być czysty. Jedynie, co bym zmienił, to kierunek doświetlania zakrętów – chciałbym, żeby zakręt był oświetlany nieco bardziej do przodu, a nie na wysokości koła.

 

Turystycznym enduro na kolano? Proszę bardzo! KTM szybko odnalazł się na torze w Poznaniu.

 

A jednak pijak

KTM nie jest ideałem. Po pierwsze lubi wypić. Średnia z 10 000 km wyniosła 6,9 l/100 km, z tym że w czasie poganiania na autostradzie wartości oscylowały wokół 9 l/100 km. Na szczęście wystarczy zwolnić, żeby sporo zaoszczędzić. Po drugie kokpit potrafi wyciąć numer – kilka razy zaraz po odpaleniu zgasł i za żadne skarby nie chciał działać. Trochę cierpliwości i reset – to przynosiło poprawę. Zdarzał się również błąd ABS-u na winkle – elektronika KTM-a nie lubi pośpiechu: kontrolka błyskała najczęściej, gdy po włączeniu stacyjki za szybko odpalaliśmy. Również tu reset załatwiał sprawę. Przy przebiegu 12 363 km pojawiły się problemy z wykryciem kluczyka. Sprawa wracała niezależnie od pogody. Główną podejrzaną jest bateria pilota, ale nie zdołaliśmy tego zweryfikować. Po trzecie wersja S, identycznie jak nasz zeszłoroczny Super Adventure 1290 T, w imponującym tempie naciąga łańcuch, któremu wystarczy niewielki luz, żeby nieprzyjemnie hałasował. Napęd wymaga więc regularnego smarowania i kontroli luzu.

Nie boi się niczego

Mimo niewielkich potknięć, KTM zasłużył na pochwały. 1290 Super Adventure S to mocny kandydat na motocykl do wszystkiego. 

 

Zobacz tez: Raport z jazdy KTM 1090 Adventure

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Na dobra sprawę największą słabością Dominara 400 jest jego egzotyczne pochodzenie. Reszta bowiem broni się sama. Po nawinięciu 4000 km maszyna jest w doskonałej kondycji.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij