[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.4

KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy cz. 3, ostatnia.

Krótkotrwałe Motocykle – tak złośliwi rozwijają skrót KTM. Po niemal pół roku dość intensywnego użytkowania wiem na pewno, że nie mają racji: Super Adventure T nie zaliczył wtopy.

KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy Kiedy jedziesz na KTM-ie, jakość drogi nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. / KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy

Rozsądek jest nudny, użyj siły! – z pewnością takie było motto ekipy pracującej nad tym modelem. Faktycznie, na Super Adventure T nigdy nie będziesz narzekał na nudę i brak wrażeń. Kolejne argumenty na „tak” to niezły komfort oraz trwałość, którą potwierdził nasz test. W ciągu 156 dni w naszych rękach Super Adventure T nie zaliczył najmniejszej nawet wtopy. Jeśli chodzi o obsługę, to właściwie polegała ona wyłącznie na tankowaniu paliwa, smarowaniu i naciąganiu łańcucha (strasznie hałasuje, kiedy jest za luźny) oraz kontroli ciśnienia w oponach. Sporo kasy pochłonęła myjnia, ale taki już urok tego typu maszyn. Nic się nie zepsuło ani nie urwało, silnik nie zużył nawet grama oleju. Z drugiej strony przez ten czas gmole zupełnie się nie przydały – maszyna nie zaliczyła żadnej gleby.

REKLAMA
Mała rzecz, a cieszy – po prawej stronie owiewki umieszczono mały niezamykany schowek. W sam raz np. na klucze. / KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy komfort dla wszystkich – wysokość szyby ustawiasz za pomocą pokrętła. Nawet jedną ręką w czasie jazdy. / KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy

Jak wiadomo, Super Adventure T jest naszpikowany elektroniką jak kebab prażoną cebulką. Na elektronicznie regulowanych zawieszeniach i kontroli trakcji zaczynając, przez tryby jazdy, ABS działający w złożeniu, system doświetlania zakrętów, asystenta ruszania pod górę, na seryjnie montowanym tempomacie kończąc. Nie można nie wspomnieć o seryjnych podgrzewanych manetkach oraz kanapie (osobna regulacja temperatury dla jeźdźca i pasażera). O dziwo, z całą tą elektroniką również nie było żadnych problemów. Nic się nie zawiesiło ani niespodziewanie nie przestało działać. Największą wtopą związaną z elektryką były zaparowane szkła kierunkowskazów...

Wrażenia z jazdy

Maciek grabowski
Śmigając na 1290 Super Adventure T, ani razu nie pomyślałem o dalekiej wyprawie. Kusiło mnie natomiast, by bez przerwy sypać z garści i polować na zakręty. Wszystko za sprawą mocnego silnika i świetnego prowadzenia, które sprawiają, że szybka, agresywna jazda to dla tej maszyny coś jak najbardziej naturalnego.
KTM 1290 Super Adventure T
Ubezpieczenia
Generali  
OC 268 zł* pakiet OC/NNW/AC 6294 zł***
Compensa
OC 591 zł** pakiet OC/NNW/AC 6503 zł***
Warta  
OC 199 zł** pakiet OC/NNW/AC 12 832 zł***
Eksploatacja
Paliwo 3 420 zł
Przegląd po 1000 km 680 zł (materiały 330 + usługa 350 zł)
Przegląd po 10 000 km 1050 zł (600 + 450 zł)
   
* – w skład ubezpieczenia wchodzą: OC, assistance oraz zielona karta; 
** – w skład ubezpieczenia wchodzą: OC, assistance oraz NNW; 
*** – ceny orientacyjne, bez zniżek na AC, dla 36-letniego motocyklisty 

REKLAMA

REKLAMA

Radość kosztuje

Niemal 6 miesięcy i 10 500 km w kołach. W tym czasie KTM spalił 720 litrów wachy. Nie zdarzyła mu się nawet najmniejsza awaria.

Potężna V-dwójka na dystansie 10 447 km spaliła niemal 720 litrów benzyny. Oznacza to średnią 6,86 l/100 km. Jak na 160 KM mocy i 256 kg masy to całkiem niezły wynik! Trzeba zaznaczyć, że Super Adventure T służył nam zarówno do turystycznych przelotów (załoga bez uszczerbku przetrwa liczący 1000 km etap), jak i do kręcenia się po okolicy (łącznie z włóczeniem się po szutrach w poszukiwaniu zapomnianych przez Boga i ludzi miejscówek), a nawet do sporadycznych wyjazdów na tor wyścigowy (Silesia Ring i szkolenie Motocykl Action Team na torze Łódź). Mistrz ekonomii zszedł ze spalaniem do 5,23 l/100 km(!). Z kolei najwyższy wynik nie przekroczył 10 litrów. W czasie szybkiego przelotu autostradą spalanie może wynieść nawet 9,5 litra, ale jeśli nie masz planów latać ponad 200 km/h, spalanie wyraźnie spadnie. Równa jazda z prędkościami rzędu 150–180 km/h oznacza mniej więcej 7,5 l/100 km. Jeśli zaś zjedziesz na boczną drogę – nawet jeśli lubisz mocniej odkręcić – zużycie paliwa spadnie do ok. 7 litrów. Wynik poniżej 5 litrów wydaje się trudny do osiągnięcia (fakt, każdy z nas waży ok. 100 kg...).

REKLAMA

 

REKLAMA

moim zdaniem

Jacek Ociepko
Ogromna moc silnika (160 KM), wygodna pozycja za kierownicą, skuteczne owiewki – to wszystko oznacza, że KTM Super Adventure jest świetnym sprzętem do turystyki. Na jednym zbiorniku (30 l) bez problemu przejedziesz 400 km. Wady? Sprzęt może spowodować, że stracisz prawo jazdy zza przekroczenie prędkości.

Jeśli chodzi o serwis, to KTM nigdy nie był tani w utrzymaniu, i w tym przypadku jest podobnie. Przegląd po 1000 km kosztuje 680 zł, a po 10 000 km 1050 zł. W przypadku naszej sztuki trzeba by pomyśleć o nowych oponach (szczególnie ucierpiał tył) – zestaw nowych Pirelli Scorpion Trail II u Olka (www.sklep.olekmotocykle.pl) kosztuje 1165 zł (546 zł przód + 619 zł tył). Wysoka moc i ognisty charakter silnika odcisnęły swe piętno również na zestawie napędowym, co oznacza odchudzenie portfela o 830 zł (oryginał w salonie).

W chłodne dni podgrzewana kanapa jest skarbem. Pasażer sam ustawia intensywność podgrzewania pośladków. / KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy Zestaw napędowy: dystans 11 000 km oraz moc 160 KM mocno nadszarpnęły jego zdrowie. W sumie nic w tym dziwnego. / KTM 1290 Super Adventure T - test długodystansowy

 

REKLAMA

REKLAMA

REKLAMA

Coś się kończy...

Wiesz, jak to jest z komiksowymi historyjkami – zawsze kończą się jakoś tak niemrawo, żeby czytelnik kupił kolejną część. Nie tym razem. KTM 1290 Super Adventure T zapracował na miano solidnego, choć mającego swój charakterek towarzysza podróży. Nie jest tani, nie jest oszczędny, a nawet nie jest przyjazny. A mimo to nie brakuje fanów tej maszyny – oni zrozumieli, że KTM zna tylko jeden język: siła. A ty?

REKLAMA

WADY:

 minus słaba kultura pracy silnika,

 minus słaba elastyczność,

 minus spora masa,

 minus skłonność do wężykowania przy dużych prędkościach.

ZALETY:

 minus bogate wyposażenie,

 minus skuteczne hamulce,

 minus komfort,

 minus ogromna moc,

 minus lekkość i precyzja prowadzenia.

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Na dobra sprawę największą słabością Dominara 400 jest jego egzotyczne pochodzenie. Reszta bowiem broni się sama. Po nawinięciu 4000 km maszyna jest w doskonałej kondycji.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij