Keeway AY 250 Commando 2004

Ze swoim wojskowym wyglądem quad marki Keeway mógłby spokojnie pochodzić z któregoś filmu Arnolda Schwarzeneggera.

Ciemna postać na czterokołowcu w barwach ochronnych przedziera się przez gęsty mrok, przyjmuje pozycję do ataku, zgina kark i zaczyna się piekło... – takie albo podobne myśli mogą chodzić po głowie podczas pierwszego spotkania z oliwkowozielonym quadem marki Keeway, na którego grubych terenowych oponach widnieje duży napis „Commando”. Jednak w rzeczywistości za groźną fasadą kryje się całkiem przyjazny pojazd, z którym po krótkiej chwili każdy da sobie radę. A do tego jeszcze ta cena – Chińczycy żądają za ten wyrośniętą czterokołową maszynę tyle, ile normalnie kosztują quady dla dzieci. A przy tym „250” ma jeszcze do zaoferowania niecodzienne wyposażenie: dwa duże bagażniki i rury na kangury.


Nawet kierowcom bardzo wysokim będzie na chińskim quadzie wygodnie, także dwie osoby znajdą na nim wystarczającą ilość miejsca. Dzięki swojemu wyposażeniu, kształtom i napędowi na sztywną tylną oś, wygląda on jak mieszanka quada sportowego z roboczym. Dokładnie takie też ma się wrażenia po pierwszej przejażdżce na Commando. Moc silnika, który konstrukcyjnie bardzo przypomina Yamahę Majesty 250, jest przenoszona przez odśrodkowe sprzęgło i bezstopniową przekładnię. Przykręcona za pomocą kołnierzy przekładnia ma bieg do jazdy w przód i bieg wsteczny, które można przełączać za pomocą masywnej dźwigni umieszczonej po prawej stronie. Oczywiście, wymaga to zatrzymania pojazdu i wciśnięcia hamulca.

Obsługa Keewaya jest bardzo prosta – wystarczy wrzucić bieg, dodać gazu i heja. Dopiero w trakcie jazdy zachwyca on komfortowym resorowaniem i wystarczającym tłumieniem, które sprawdzają się równie ż w średnio trudnym terenie. Tak samo hamulce – przednie uruchamia się prawą dźwignią ręczną, tylne zaś przyjmują polecenia zarówno lewej dźwigni na kierownicy, jak i prawego pedału – dobrze sobie radzą z masą i osiągami pojazdu. Mające krótkie prze- łożenia Commando rozwija prędkość około 90 km/h, która nie sprawia zawieszeniom większego kłopotu. Czy Keeway Commando jest zatem kurą znoszącą złote jaja? Bynajmniej. Nie warto rzucać na stół wielkich pieniędzy, że mamy oto do czynienia z bardzo tanią kombinacją sportowego quada i wołu pociągowego. Tak naprawdę, jest to po prostu pojazd dla hobbystów. Co prawda części z tworzyw sztucznych mają o wiele lepszą jakość, od tej, do której przyzwyczaili nas Chińczycy, i wiele elementów wygląda naprawdę solidnie, ale Commando z pewnością nie wytrzymałby długo codziennego zastosowania roboczego, na jakie użytkowe quady bywają narażone w rolnictwie bądź leśnictwie. Do tego jest zwyczajnie za delikatny. W egzemplarzu testowym po pierwszych opadach deszczu zaczęły rdzewieć piasty przednich kół, ich wykonanie było kiepskie. Po zaledwie trzech godzinach użytkowania skrzynia biegów dawała się przełączać tylko z trudem. I chociaż w czasie testów temperatura ani razu nie spadła poniżej zera, przy wilgotnym i chłodnym wietrze rozruch na zimno przebiegał z wyraźnymi oporami, a silnik musiał się bardzo długo rozgrzewać, zanim zaczął czysto wchodzi na obroty. A gdyby chcieć wjechać w trudny teren, już po krótkim czasie trzeba by z pewnością regulować coś więcej niż tylko, niezbyt wysokiej jakości łańcuch napędowy.

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Honda produkuje FireBlade’a nieustannie od 1992 roku. Początkowe modele były rewolucyjne, żeby wspomnieć choćby SC33 (919), SC57 czy SC59. Później rewolucja trochę zwolniła, ale nowy SC82 przybył, by znów rozpalić żar. Jak wypada na tle poprzednika – SC77?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA