[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ

OCEŃ
3.3

Peugeot Elystar 50

Elystar – temu mającemu gwiazdę w nazwie skuterowi przypadło niełatwe zadanie: utrzymać renomę Peugeota Elyseo. Konstrukcja Elystara zdaje się potwierdzać słuszność wyboru nazwy. Do naszego testu trafiła „gwiazdka” w wersji z wbitym w dowód rejestracyjny oznaczeniem „motorower”.

Ponieważ Peugeot Elyseo jest w sprzedaży od 1998 r., przyszła kolej na jego następcę. Konstruując Elystara, Francuzi wzięli z poprzednika to, co miał najlepsze, i wprowadzili poprawki nie tylko stylistyczne. W porównaniu z dosyć ekstrawagancką stylistyką Elyseo, zmiany w wyglądzie Elystara nie są rewolucyjne, ale zauważalne. Najwięcej uwagi poświęcono mordce – teraz zamiast płaskiej lampy na przedniej owiewce mamy zespół świateł w kształcie rozłożystej litery V, co dodało maszynie przyjaznego i nieco zawadiackiego wyglądu. Zintegrowane z owiewkami przednie i tylne kierunkowskazy sprawiają, że linie nadwozia są czyste, a całość sprawia wrażenie konstrukcji przemyślanej i oryginalnej.

Elystar kontynuuje zapoczątkowaną przez Elyseo nową skuterową stylistykę: zamiast długo i nisko, jest raczej wysoko i zwarcie. Umieszczona na wysokości 825 mm kanapa potwierdza to, co widać na pierwszy rzut oka. Skoro mowa o siedzisku, to lubi ono dostać solidnego klapsa – inaczej umieszczony pod nim schowek nie zamknie się. Ma to swoje dobre strony, o których na bank pamięta każdy, komu zdarzyło się kiedyś niechcąco zatrzasnąć kluczyki w schowku.

REKLAMA






Lusterka przytwierdzone do owiewek to fajny bajer nie tylko stylistyczny. Widoczność w nich jest bardzo dobra, ale tylko gdy asfalt jest równy jak stół. Czyli na polskich drogach prawie nigdy. Najczęściej widać tylko rozmazany obraz. W zegarach nawiązano do samochodowych desek rozdzielczych Peugeota: białe cyferblaty to dobre posunięcie. Do dyspozycji, oprócz prędkościomierza i kontrolek, mamy ciekłokrystaliczny wyświetlacz, który pokazuje przebieg całkowity, dzienny oraz godzinę. Całość jest przejrzysta i tylko kontrolki mogłyby w słoneczne dni bardziej dawać po oczach.

Wysoko umieszczona, wygodna kierownica pozwala omijać samochody w korkach bez spotkań dłoni z ich lusterkami. Szyba dobrze chroni przed wiatrem i ładnie komponuje się z nadwoziem, jednak w miejscu mocowania wybrzękuje wibracje silnika. W miarę upływu czasu i nawijanych kilometrów stawały się one coraz głośniejsze, co dowodzi, że luzowały się śruby mocujące. Ta duperela irytuje. A szkoda, bo trochę to psuje przyjemność z miękkiej jazdy, jaką dają świetne działające zawieszenia.

Kto wcześniej miał okazję dosiadać pięćdziesiątek Peugeota, będzie wiedział, czego można się spodziewać po Elystarze, kto jej nie miał – niech wcześniej rozgrzeje mięśnie twarzy. Szeroki uśmiech z pewnością zagości bowiem na facjacie już w chwilę po ruszeniu, kiedy to wskazówka prędkościomierza przekroczy siedemdziesiątkę i będzie pięła się dalej. Nawet podróż w dwie osoby pozwala lecieć z sześćdziesiątką na blacie. Oczywiście takie prędkości są osiągane tylko po oddławieniu maszynki.





Dobre przyspieszenia są okupione jednak nie najniższym spalaniem. Około 5 litrów na setkę nie należy wprawdzie do szczytów w tej klasie, ale konkurencja potrafi spalać tyle samo, dając w zamian dużo mniej. Hamulce z dwutłoczkowymi zaciskami i przewodami w stalowym oplocie również dają radę. 12-calowe felgi obuto w opony Hutchinson Funzy o rozmiarach 120 z przodu i 130 z tyłu. Mimo że nazwa budziła niepewność, gumy dały się poznać z dobrej strony. Nawet na mokrych nawierzchniach i podczas ostrych hamowań nie dawały powodów do mocniejszego ściskania kierownicy.

Wśród zalet, oprócz podwozia i napędu, należy wymienić dużą uniwersalność Elystara. Pojemny schowek pod kanapą, mieszczący kask integralny i jeszcze masę klamotów, drugi, zamykany na kluczyk schowek pod kierownicą na drobiazgi oraz haczyk na siatkę z zakupami to całkiem bogate wyposażenie, które sprawia, że Elystar w całości dowiezie do domu codzienne sprawunki.

Jazda po mieście nawet z rosłym skuterowcem za sterami może być naprawdę dynamiczna, a dzięki gabarytom maszyny również osoby o wzroście 190 cm będą miały pod dostatkiem miejsca. Wyraźnie dzielona kanapa jest wygodna i nawet dwie osoby bez problemu się na niej rozsiądą. Miejsce między siedzeniem a sterami sprawia, że kolana nie sterczą na boki. Gabaryty Elystara nie dziwią, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że lwiątko występuje również w wersjach 125 oraz 150 cm3 pojemności silnika, jednak brak bocznej podstawki może zadziwić. Nie wszędzie przecież można w bezpieczny sposób zaparkować maszynę na centralce. Na szczęście stawianie ważącej niespełna 100 kg maszynki na dobrze wyważonych nóżkach to bułka z masłem nawet dla nastolatków i dziewczyn. Rollera wykonano z dbałością o szczegóły. Trzeszczenie plastików na łączeniach, jak również wady w powłoce lakieru są mu obce.

REKLAMA

REKLAMA

Gdy odpoczywałem na parkingu, podszedł do mnie około 12-letni chłopiec. Spytał: „Czy to jest skuter?”. „Tak”. „Ale fajny! A ile kosztuje?”. „10 tysięcy”. Na twarzy młodziana pojawił się uśmiech pełen niedowierzania, po czym padła odpowiedź „Nie wierzę...”.

REKLAMA

Fakt – 9999 zł to niemała suma jak za motorower, jednak nie jest to cena bez pokrycia. Elystar 50 to z pewnością skuter z górnej półki, uniwersalny i potrafiący dać kuksańca większości maszyn w swej klasie.

zobacz galerię

Zobacz również:
Tak, tak, to wcale nie jest żart. 25 lat temu, w listopadzie 1994 roku, na rynku pojawił się pierwszy numer „Motocykla”. Przez tych 300 miesięcy świat przyspieszył, podobnie jak współczesne motocykle. Przez 2,5 dekady przygotowaliśmy dla Ciebie 299 numerów naszego magazynu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij