[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.3

Peugeot Speedfight 2

„Peugeotem przez miasto jak samolotem...” – skojarzył mi się fragment hiphopowej nuty. Z tym samolotem to przesada, ale tylko lekka, bo dostaliśmy Speedfighta z oddławionym silnikiem. Taki mały szerszeń.

Żółto-srebrne malowanie to krok w dobrym kierunku – przynajmniej mnie bardzo spodobał się imidż wkurzonego szerszenia. Dziwne tylko, że uchwytu dla pasażera z tyłu nie przykryli jakimś spojlerkiem. Oprócz tego dość dziwnie wygląda puste miejsce w kokpicie. Po lewej mamy wskaźnik paliwa, pośrodku prędkościomierz z licznikiem, a po prawej podświetlane logo lwa. Chyba po to, żeby nie zapomnieć, czym jeździmy. Mogliby tam zainstalować np. obrotomierz czy zegarek. Poza tymi pierdołami – nie mam pytań. Stylistyka z najwyższej półki. Przednia lampa z soczewką i ładnie wkomponowane w owiewkę kierunki – miłe dla oka. Fajnie wygląda dwukolorowa kanapa. Co prawda pasażer (ka) nie będzie mieć lekkiego życia, bo kawałek dla niej jest wąski i dość twardy. Ale czego się nie robi dla lansu.

REKLAMA






Do jakości wykonania również nie można się przyczepić. Jest OK. Jedyny mały wrzodzik to zamek od kanapy, który nie zawsze chce robić to, co my, ale to pryszcz. Trzeba się przyzwyczaić do jednoramiennego wahacza z przodu. Ale tylko do jego wyglądu, bo Pechocik prowadzi się jak po sznurku. Niestety, nasze drogi są dla niego średnio przyjazne, ale przeżył to. A ja mam ciągle komplet zębów, chociaż jazda po nierównym bruku do przyjemności nie należy. W zamian za to, gdy odpowiednio rozgrzejesz oponki, możesz przytrzeć w winklu centralną podstawką. I tylko ten element przeszkadza w zamknięciu opony. Banan na twarzy od ucha do ucha – dobrze, że jeszcze nie ma komarów. Zabawa była mega.

Jak już wspomniałem, skuterek wygląda jak wkurzony szerszeń, brzmi jak wkurzony szerszeń, a na dodatek potrafi użądlić. Przy starcie spod świateł większość katamaranów wąchała dwusuwowe spalinki. Wersja oddławiona rozpędza się nawet do 80 km/h. Jeśli dodać do tego zwrotność i poręczność skuterka, o staniu w korkach nie mogło być mowy. Przez miasto Speedfight przechodzi jak mały samolocik. Trzeba tylko pamiętać, że oddławienie silnika powoduje, iż skuter łapie się do kategorii „motocykl”, więc bez prawka kategorii A ani rusz.





Oprócz przyspieszenia, w mieście przydają się skuteczne hebelki. Kolesie na skuterach nie mają łatwo, bo wszyscy ich ignorują. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i szybko myśleć. Hamulce w kilku przypadkach pozwoliły mi ujść cało. O ile tylnego bębna nie będę się czepiał, bo działa dość precyzyjnie i skutecznie, o tyle przednia tarcza i jednotłoczkowy zacisk mnie nieco rozczarowały. Wygląda na to, że mimo przewodu w stalowym oplocie są jakby nie z tej bajki. Hamulec działa dość tępo i wymaga użycia dużej siły.

Cena Speedfighta (7490 zł) nie zwala z nóg. Tym, którzy twierdzą inaczej, proponuję, żeby zajrzeli do zeszłorocznego cennika – z pewnością zmienią zdanie.

zobacz galerię

Zobacz również:
Uniwersalny japoński motocykl? Honda jest bardzo blisko tego ideału. Świadczą o tym dwa mocno odświeżone modele: CB 650 R oraz CBR 650 R. Te motocykle zadowolą nie tylko początkujących.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij