Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Pierwsza jazda: Yamaha T7 - Imperium atakuje

Od kilku lat nowe modele Yamahy są strzałem w dziesiątkę. Świetnie wyglądają i świetnie jeżdżą.
Jeśli seryjna wersja Yamahy T7 będzie choć w części tak dobra, jak prototyp, szykuje się kolejny hit.

Yamaha T7 Gotowy do skoku? Na prototypowej T7 jazda w sportowym stylu nie jest najmniejszym problemem. / Yamaha T7

Dziewięćdziesiąt dziewięć centymetrów – tyle dokładnie wynosi wysokość kanapy mierzona od poziomu asfaltu. Nawet dla gościa o wzroście 187 cm, przyzwyczajonego do ciężkich turystycznych enduro, ta wartość może wpędzić w kompleksy. Kto przerzuci nogę tak wysoko? Dla porównania: wyczynowe KTM-y z serii EXC mają siedzenie umieszczone o trzy centymetry niżej! Na dodatek ta masa. Jak twierdzą goście z Yamahy, T7 ma ważyć 175 kg. Podczas naszych testów mieliśmy możliwość zważyć maszynę, która zatankowana zaledwie kilkoma litrami paliwa (nie wiemy dokładnie, ile) ważyła 185 kg. Żeby bez problemu opanować taki sprzęt w terenie, trzeba by nawinąć sporo kilometrów i mieć ogromne doświadczenie w jeździe off-roadowej.

Świetna ergonomia i łagodna charakterystyka silnika to kluczowe cechy, by zostać królem turystycznych szlaków. Na dodatek ogromny rozstaw osi wynoszący 1555 mm (to o 4,5 cm więcej niż ma BMW R 1200 GS!) gwarantuje stabilność na szutrowych ścieżkach. Jeśli kochasz podróże w nieznane, pewnie już teraz zastanawiasz się, kiedy sprzedać swój dotychczasowy motocykl
i przymierzyć się do nowej T7. Nie tak szybko! Kolesie z Yamahy cały czas podkreślali, że ta maszyna jest prototypem i do czasu pojawienia się wersji produkcyjnej – za żadne skarby nie chcieli się przyznać, kiedy to nastąpi – zmieni się jeszcze to i owo.

Kanapa jest długa i wysoka (99 cm!), a skoki zawieszeń ogromne. To niemal pewne: wersja cywilna będzie mniej hardkorowa. / Yamaha T7

Rasowa rajdówka

Prototyp został zbudowany w stylu maszyny rajdowej. Z przodu zamontowano widelec przejęty z modelu WR 450. Z tyłu tłumieniem zajmuje się także rasowo sportowy centralny amortyzator. Skoki zawieszeń są tu dużo większe niż w zwykłych turystycznych enduro, ale w wersji dopuszczonej do ruchu obstawiam, że fabryka zdecyduje się na wartości 240 mm z przodu i 220 mm z tyłu. Wąska i wysoka kanapa zapewne znakomicie spisze się podczas zdobywania mongolskiego stepu, ale dla zwykłych użytkowników będzie sporą przeszkodą. Podczas podróży przez Alpy za cholerę nie zagwarantuje nawet minimum komfortu. Zakładam, że w wersji produkcyjnej zostanie ona obniżona do poziomu 90 cm.

Tajne przez poufne

Silnik z MT-07 jest tak dobry, że bez większych zmian może być zamontowany w produkcyjnej wersji Yamahy T7.

W tym miejscu zaczynają się spekulacje, a goście z Yamahy za żadne skarby nie chcą zdradzać szczegółów. Czym tak naprawdę będzie nowa T7? Radykalnym dwucylindrowym, wyczynowym enduro, a może wręcz odwrotnie – motocyklem turystycznym? Nie można wykluczyć, że Japończycy zdecydują się na złoty środek, czyli wytrzymałego bike’a dla globtrotterów, który niekoniecznie będzie maszyną tak komfortową, jak to, do czego przyzwyczaiły nas inne turystyczne enduro dostępne na rynku. A może Yamaha pójdzie drogą, którą przetarł Tracer 700? Ma on ładowność wynoszącą tylko 171 kg i waży nieco poniżej 200 kg. Produkcyjna wersja T7 mogłaby być równie lekka, choć od strony technicznej to spore wyzwanie. W przeciwieństwie do prototypu Yamaha musiałaby postawić na cięższe elementy, których produkcja nie jest droga. Zamiast filigranowych kół z kutymi i anodowanymi na niebiesko aluminiowymi piastami na bank montowane będą tradycyjne, cięższe aluminiowe piasty i felgi. Szprychowane koła w tej klasie motocykli to podstawa. Lekki aluminiowy zbiornik paliwa prawdopodobnie ustąpi miejsca stalowemu lub zrobionemu z tworzywa. Jeśli miałby on zapewniać zasięgi rzędu 400 km, musiałby mieścić co najmniej 16 litrów wachy (to więcej niż w pięknym i wąskim zbiorniku T7).

Wąski i dynamiczny rzędowy twin znany z MT-07 pokona w terenie każdego jednocylindrowca. / Yamaha T7

Zamiast prowizorycznie dopasowanych elementów z karbonu masę maszyny zwiększać będą lakierowane owiewki. Do tego dojdzie jeszcze masa kokpitu, reflektora, kierunkowskazów, ABS-u, z dużym prawdopodobieństwem druga tarcza hamulcowa w przednim kole, masywniejszy tylny stelaż, kanapa pasażera i mnóstwo innych drobiazgów niezbędnych w codziennej eksploatacji. Na bank dorzucą one parę kilo na wadze. Elementem, który niemal bez zmian może zostać przejęty do nowego motocykla, jest silnik – dobrze znany z MT-07. Jest on bardzo kompaktowy i lekki. Do największych zalet trzeba zaliczyć sporą dawkę momentu obrotowego dostępnego już od najniższych obrotów, spokojną charakterystykę oraz niewielkie zużycie paliwa.

Stawiamy dolary przeciwko orzechom, że w wersji seryjnej nie zobaczymy rajdowego roadbooka. / Yamaha T7

Sprawa wielkiej wagi

75 KM w zupełności wystarczy, by objechać tym motocyklem kulę ziemską. W produkcji seryjnej trzeba będzie zastosować jednak inny układ wydechowy, bo zamontowany w prototypie Akarpović do tanich nie należy. Jeśli Yamaha zechce zrobić z tego prototypu przystępne cenowo turystyczne enduro (zakładając magiczną granicę 10 000 euro), trudno jej będzie zejść z masą poniżej 200 kg. Realistycznie patrząc, wskazówka na wadze wyniesie jakieś 210-220 kg. Czy to się potwierdzi, zobaczymy już podczas jesiennych targów w Mediolanie.

Na razie Yamaha nie chce zdradzić daty debiutu. Szkoda, bo te kilka godzin spędzone z T7 narobiło nam smaka. Jeśli w nowej Ténérze uda się pogodzić sprzeczności w postaci przydatności do jazdy w terenie i na asfalcie, szykuje się kolejny hit spod znaku trzech kamertonów.

W terenie prototypowa T7 zostawi w tyle wiele turystycznych enduro. / Yamaha T7

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Wyślij zdjęcie lub film ze swoim kaskiem i zgarniaj nagrody.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij