[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ

OCEŃ
2.8

Suzuki DL 650 V-Strom (cz. 1) 2012

V-Strom jaki jest, każdy widzi. Czy zyskuje przy bliższym poznaniu? Postanowiliśmy to sprawdzić w naszym teście.

W odróżnieniu od dzikiego wojownika, który poraża wyglądem i okrucieństwem, dobry żołnierz nie musi budzić przerażenia. Powinien natomiast sprawnie wykonywać rozkazy, być odważny, wytrwały i niezbyt wymagający – prawie jak V-Strom rocznik 2012. Ten sprzęt nie wygląda na zabijakę. Jeśli już do militarnych skojarzeń sięgnąć, to bardziej przypomina czajnik z kantyny oficerskiej niż krwiożerczego Rambo. 
Muszę przyznać, że gdy nasz długodystansowiec po raz pierwszy zawitał na redakcyjny parking, nie rzucił mnie na kolana. Łagodny wygląd owiewek, poczciwe spojrzenie reflektorów i pozbawiona agresji sylwetka w połączeniu z niezbyt porażającą mocą nie podziałały na moją wyobraźnię. „To taki osiołek” – pomyślałem sobie. Jednak w miarę nakręcanych na jego grzbiecie kilometrów zacząłem się wstydzić tego podejścia.
Czy to wyprawa, czy niedzielna wycieczka – V-Strom radzi sobie i nie protestuje. 
Groźny ścichapęk
V-Strom szybko bowiem udowodnił, że jego wygląd jest bardzo mylący. Jest w nim coś z byłego szefa GROM-u generała Polki – niby taki niepozorny, z wyglądu łagodny, ale gdy trzeba, w mgnieniu oka wytnie przeciwnikowi nerkę temperówką i nawet się przy tym nie spoci. Tak więc w miarę upływu czasu i wspólnych wyjazdów V-Strom zdobył moją i nie tylko moją sympatię, ale i szczery szacunek. Jest to bowiem w pełni dojrzała maszyna nadająca się zarówno do śmigania na co dzień, jak i do dalekiej turystyki.
Wygodna pozycja, mnóstwo miejsca za sterami, przyzwoita ergonomia, całkiem niezłe hamulce wyposażone w ABS Boscha oraz świetne prowadzenie przekonały mnie i resztę naszej ekipy do tej maszyny. Pozwala bowiem na szybkie przemieszczanie się i po gładkich jak stół autostradach, i po krętych wiejskich drogach o bardzo kiepskiej nawierzchni. Pomocne są tu zawieszenia o skokach 150 mm z przodu i 159 mm z tyłu oraz regulacja napięcia wstępnego sprężyny tylnego amorka łatwo dostępnym pokrętłem.
wyjąca kłódka i wodoodporna torba  
   
Długodystansowe maszyny nie mają u nas lekkiego życia, więc postanowiliśmy to i owo do V-Stroma dorzucić. Aby ustrzec go przed łapskami złodziei, sięgnęliśmy po blokadę na tarczę hamulcową Artago 32X. Fajna sprawa: ta potężna kłódka jest wyposażona w alarm. Zadbaliśmy też o bagaże: wozimy je w całkowicie wodoodpornej, 60-litrowej torbie Amphibious Voyager. Blokada i torba pochodzą ze sklepu motobagaż.pl. Kontakt: tel. 508 360 025, www.motobagaz.pl   
V-Strom bez szemrania wykonuje polecenia jeźdźca i nie czyha na jego błędy. Jest przyjazny, neutralny w prowadzeniu i wiele wybacza. Świetnie też radzi sobie w zatłoczonym mieście i ma dość umiarkowany apetyt na paliwo. Podczas codziennej jazdy wskazania pokładowego komputera oscylowały między 3,9 a 7,2 litra na 100 km. Na dystansie 10 tys. km zaś średnie spalanie wyniosło 5,7 litra. Z naszych obserwacji wynika, że V-Strom najwięcej wypił podczas jednego z przelotów autostradą – fakt, maneta była zacięta w opór – kiedy to udało mu się wypić 8,8 litra na setkę, a także przegoniony po poznańskim torze, gdzie wyżłopał aż 13,1 l/100 km. Ale przecież były to sytuacje ekstremalne. Z drugiej strony bowiem przemieszczanie się w trybie „eko-emeryt” dało wynik 3,88 l/100 km.
Jazda z pasażerem, nawet jeśli jest to rosły facet (pomijając kwestie estetyczne), też nie należy do przeżyć traumatycznych. V-Strom został bowiem pomyślany jako kawał roboczego konia dla ludzi, którzy potrzebują maszyny turystycznej. Jest tu więc miejsce i na pasażera, i na bagaż. Załogę dobrze chroni owiewka ze sporą regulowaną szybą. Do jej przestawienia trzeba wprawdzie narzędzi, ale raz: są na wyposażeniu motocykla, dwa: do wyboru mamy tylko dwa położenia, więc łatwo wybrać właściwe. Osobna pochwała należy się wielgachnym lusterkom, w których świetnie widać, co dzieje się za motocyklem.
Kanapa oszustka
Niestety, podczas długich przelotów kanapa daje o sobie znać. Niby ładna i z pozoru wygodna, ale po 150 km tyłek zaczyna doskwierać, po 400 boleć, po 700 zaś chce się wyć. Podnóżki mogłyby być kilka centymetrów bardziej z przodu. Podczas jazdy są OK, ale gdy stawałem np. na światłach za każdym razem obijałem sobie łydki. To jednak moje zastrzeżenie – reszcie redakcji to nie przeszkadzało. Zdarzyło się też kilka razy, że wyskoczył drugi bieg.
V-Strom to maszyna dla wiedzących, czego chcą od motocykla. Nie powala urodą i osiągami, ale jest wytrwałym i oszczędnym towarzyszem podróży. 
V-Strom trafił w nasze łapy w czwartek 12 kwietnia. Nie bacząc na pechowość daty następnego dnia, na powitanie został przegoniony na przełęcz Okraj. Kilka dni później pojechał na przegląd po tysiącu kilometrów. W motocyklu nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości, zmieniono więc tylko olej wraz z filtrem, sprawdzono hamulce, przesmarowano łańcuch i linkę gazu oraz standardowo sprawdzono i dokręcono wszystkie śruby i nakrętki ramy oraz mocowania układu wydechowego. Koszt – 574 zł.
Następną wizytę w serwisie sprzęt zaliczył w końcu maja, a była ona następstwem gleby. Zakręt o ujemnym profilu, trochę piasku, uślizg przedniego koła i asfalt znienacka rzucił się na jeźdźca. Straty? Owszem, urwany lewy podnóżek, przytarte klamka i tylny uchwyt oraz przerysowany lewy panel na zbiorniku. W przypadku bikera ucierpiała na szczęście tylko duma. Części przyszły szybko, więc maszyna nie stała długo.
V-Strom nie boi się autostrad, ale najbardziej lubi boczne kręte drogi. 
Kilka wypadów w różne części Polski, nieco czeskich dróg w pobliżu granicy i motocykl dotarł do przeglądu po 6000 kilometrów. Podobnie jak poprzednio nie stwierdzono żadnych wycieków ani ukrytych niespodzianek. Wymieniono olej w silniku, sprawdzono świece, filtr powietrza, przewody paliwowe, linki, przewody chłodnicy, sprzęgło, stan napędu (wymyto łańcuch), stan tarcz, klocków, przewodów i poziom płynu hamulcowego, opony oraz tradycyjnie skontrolowano, czy czegoś przypadkiem nie trzeba dokręcić. Cena przeglądu: 637 zł.
   
Drobna, ale wygodna zmiana: zamek otwierający siodło wywędrował spod lampy.  Spory zestaw narzędzi umożliwia samodzielne wykonanie drobnych napraw i regulacji. 
Kilka niespodzianek
Na początku lipca udało nam się wbić z V-Stromem na tor w Poznaniu. Oprócz wspomnianego już apetytu na paliwo, maszynka zaimponowała tym, że udało się na niej wykręcić czas okrążenia 2:14. Tak więc po raz kolejny V-Strom udowodnił, że jego niepozorny wygląd kryje kilka fajnych niespodzianek.

Wprawdzie ciężki teren to nie miejsce dla niego, niemniej V-Strom nie boi się zjechać z asfaltu na szuter.

REKLAMA

zobacz galerię

Zobacz również:
Tak, tak, to wcale nie jest żart. 25 lat temu, w listopadzie 1994 roku, na rynku pojawił się pierwszy numer „Motocykla”. Przez tych 300 miesięcy świat przyspieszył, podobnie jak współczesne motocykle. Przez 2,5 dekady przygotowaliśmy dla Ciebie 299 numerów naszego magazynu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij