[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Triumph Street Triple RS - żołnierz doskonały

Zwycięstwa Street Triple’a w testach porównawczych zawsze nas zadziwiały. Nasz test długodystansowy Triumpha potwierdził jednak, że to świetny motocykl na każdą okazję.

Na zegarze Triumpha widniało 7398 kilometrów, kiedy ostatni raz zsiadałem z jego siodła. I jak zawsze zsiadałem zeń uśmiechnięty. Odkąd jest z nami, budzi przede wszystkim pozytywne emocje i nie daje wielkich powodów do zmartwień. Świetne prowadzenie i dobra poręczność, soczysty gang silnika o naprawdę przystępnej i dynamicznej charakterystyce, nieco klasyczna pozycja za sterami i poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim ogromna przyjemność z jazdy w niemal każdych warunkach. Przyznasz, że to imponujący zestaw zalet. Najbardziej lubi kręte i równe jak stół drogi. Gorsza jakość dróg nie sprawia mu przyjemności.

Autostrada to również nie jego żywioł. Nie żeby nie dawał sobie rady, ale dłuższa przejażdżka po drogach szybkiego ruchu jest męcząca przede wszystkim dla kierownika – duży opór powietrza sprawia, że nie ma się co napinać powyżej 150 km/h.

 

Zobacz również: pierwsza część testu długodystansowego Triumpha Street Triple RS

 

REKLAMA

REKLAMA

 

Triumph Street Triple RS - lubisz wypić?

Powyżej tej granicy spalanie rośnie. Podczas powrotu ze Spidi Tour w połowie lipca Triumph spalił 6,4–6,5 l/100 km przy stałej prędkości 120–125 km/h. Jazda była spokojna i komfortowa, choć tempo kamperów i lawet to nie moja bajka. Mimo to wynik wydaje się nieco za wysoki. To nie pomogło, tym bardziej że wskaźnik zasięgu jest trochę zbyt ostrożny i pesymistyczny. Gdy z duszą na ramieniu i zasięgiem 6 km wjeżdżałem na stację, wydawało mi się, że w zbiorniku panuje już susza.

Jeśli lubisz dynamiczną jazdę, Triumph wypije więcej niż się spodziewasz. Średnia to 5,31 l/100 km.

Tymczasem pod korkiem zmieściło się jedynie niecałe 15 l, choć zbiornik ma 17 litrów pojemności. Mimo to nie mam zamiaru sprawdzać, jak bardzo kłamie wskaźnik zasięgu – pchanie nawet tak lekkiego motocykla do najbliższej stacji na pewno nie należy do przyjemności. Zwykle tankujemy go co 190–200 km.

Na całym dotychczasowym dystansie testu do zbiornika Triumpha wlaliśmy 400,5 litra paliwa, co kosztowało 2022 zł i 47 groszy. Średnie dotychczasowe spalanie jest całkiem przyzwoite – 5,31 litra na setkę nie drenuje portfela, choć przyznaję, że wynik ten udało się uzyskać dzięki kilku mocno spokojnym przejażdżkom, podczas których udało się zejść nawet do 4,6 l/100 km.

 

Zobacz również: A może lubisz klasyczne motocykle. Oto porównanie trzech maszyn Triumph Bonneville T100 Black, Moto Guzzi V9 Roamer, Harley-Davidson Sportster 883 Iron

 

REKLAMA

 

Gdzieś bywał Triumphie Street Triple RS?

W trakcie naszego testu długodystansowego Street Triple RS sporo podróżował po drogach Dolnego Śląska, zawitał na Mazowsze na wspomniany Spidi Tour, kilka razy zjawił się też na Górnym Śląsku. Oprócz tego bezustannie przemierza ulice Wrocławia.

Najczęściej przekraczana granica państwowa to ta z Czechami, bowiem właśnie tam Triumph upodobał sobie kilka fajnych i popularnych tras motocyklowych, gęsto usianych winklami. Tam RS czuje się jak pączek w maśle, a sprzyjają temu nie tylko świetne zawieszenia Showy i Öhlinsa oraz miodny silnik, który w każdym zakresie daje sporo poweru. Lubią to też opony Pirelli Supercorsa SP, które wciąż trzymają się w zadziwiająco dobrej formie. Jak na blisko 7500 km wciąż mają w zapasie odrobinę mięsa (może jeszcze 1000 km).

Jedyne, czego trzeba pilnować to ciśnienie, które jakimś cudem uchodzi zwłaszcza z tylnego koła. Jeszcze nie zlokalizowaliśmy przyczyny, ale podejrzenie padło na wentyle, bowiem obie opony są całe, a wystarczy kilka dni, aby z przodu uciekła jedna, a z tyłu nawet dwie atmosfery. Z pomocą przychodzą stacje benzynowe i ich kompresory.

 

Zobacz również: zobacz test tanich nakedów: Honda CB 650, Kawasaki ER-6n, Yamaha MT-07 i Suzuki SV 650.

 

REKLAMA

REKLAMA

 

Znakomita jakość Triumpha 

Wspomniany dystans nie pozostawił na razie na Triumphie poważniejszych śladów, choć to tu, to tam pojawiają się wskazówki, że motocykl jest dość mocno eksploatowany. Pierwsza sprawa to jeden z węży chłodnicy, który zsunął się z króćca i gdybym nie zauważył tego na czas, cały płyn wylądowałby na ulicy. Dalsze konsekwencje mogłyby być jeszcze poważniejsze. Usunięcie tego zjawiska potrwało 2 minuty i wymagało użycia szczypiec – nic wielkiego.

Po mniej więcej 4000 km pojawiły się drobne problemy z klamką sprzęgła: nasmarowania wymagała tylko tuleja mocująca klamkę. Prawdopodobną przyczyną było częste mycie myjką ciśnieniową. Podobnej przyczyny upatruję w zjawisku piszczenia przedniego koła, zwłaszcza przy złożeniach w prawo, ale winę za to mogą ponosić też przednie klocki hamulcowe, które przeokrutnie piszczą przy zatrzymaniach na światłach.

Hamulcom trudno zarzucić coś poważnego. Przeokrutnie piszczące klocki To małe piwo, mimo że wkurzają na światłach w mieście.

Klocki mają jeszcze trochę okładziny, ale 1000–1500 km na drodze lub dobra pojeżdżawka na torze i trafią do kosza. Na domiar złego po ostatnim myciu zaparował klosz lewej lampy. Trzeba też dodać, że od czasu do czasu odpalenie wymaga kilkakrotnego zakręcenia rozrusznikiem. Jeśli pominąć te szczegóły, Triumph ma się dobrze. Żadnych wycieków, awarii, braków prądu czy błędów elektroniki.

Wreszcie udało mi się połapać, o co chodzi w kokpicie. Menu jest rozbudowane i z pozoru skomplikowane, ale daje spore możliwości ustawień, a na dodatek możesz je uprościć do minimum, usuwając niepotrzebne dane. Jeśli wygląd ci zbrzydnie, zawsze możesz wybrać jeden z sześciu stylów utrzymanych w dwóch różnych motywach. Jedyne, co wkurza, to wspomniane wskazania poziomu paliwa i zasięgu oraz to, że zmiana mapy podczas jazdy trwa nieco za długo. Kiedy więc złapie cię deszcz, najlepiej zatrzymać się i na spokojnie przełączyć mapę Sport na Rain. Poza tym wystarczy lać paliwo i można upalać.

 

Taką maszyną to i na koniec świata – stwierdził naczelny i jak powiedział, tak zrobił. Ja mam inny plan: na najbliższy cel obrałem miejscowość o wszystko mówiącej nazwie Zimna Wódka.

 

 

 

Zobacz również:
Triumph Street Triple RS - szkoda, że sezon 2019 minął tak szybko, że nie zdążyliśmy się nim nacieszyć. Czas na podsumowanie i ostatnią - trzecią - część testu długodystansowego. Po 10 000 km znamy się już jak stare konie.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA