[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ

OCEŃ
3.8

Używane Suzuki DR 350

Gdy zaprzestano jego produkcji, wielu ciskało gromy na Suzuki i firma natychmiast musiała myśleć o następcy. DR 350 bowiem, choć niepozorny, jest bardzo udaną konstrukcją.

Gdy rozmawiałem z Michałem Dudkiem z Suzuki Motor Poland o zaletach i wadach DR-a 350, powiedział on coś, co najlepiej charakteryzuje ten motocykl: „Gdybym znalazł DR-a w dobrym stanie, chętnie bym go kupił, żeby sobie trochę pośmigać w terenie”. Bo ta maszynka została stworzona właśnie do relaksacyjnej i użytkowej jazdy off-roadowej. I jest w tym tak sprawna, że można na niej zostawić z tyłu dużo większe i mocniejsze enduraki.

Suzuki DR 350 przyszedł na świat w 1990 roku i los właściwie uchronił go od wad wieku niemowlęcego. Silnik był jak na tę pojemność mocny, lubił też pracę w całym zakresie obrotów. Podwozie równie ż udało się Suzuki. Zawieszenia były całkiem niezłe – no, oczywiście jeśli ktoś nie miał pomysłu, aby na tym sprzęcie ćwiczyć kilkunastometrowe skoki rodem z motocrossu. Przednie zawieszenie opracowano tak, by pracowało również podczas podróży szosowej, więc przy zbyt brutalnej jeździe w terenie musi dobijać. Hamulce też były przyzwoite, choć przedni mógłby jednak lepiej hamować. Jedynym większym mankamentem okazała się wysokość siedzenia – 910 mm. Dlatego w 1992 roku Suzuki wyprodukowało model DR 350 SH, w którym istniała możliwość regulacji kanapy w zakresie 850-890 mm. Robiono go do 1994 roku, a na sezon 1995 wypuszczono nową wersję z siedzeniem na wysokości 890 mm.

REKLAMA

Choć Suzuki Motor Poland od początku swojego istnienia, czyli od roku 1995, do czasu zakończenia produkcji w 1999 roku sprzedało w Polsce około 80 DR-ów 350, jest ich w naszym kraju o wiele więcej. Jak zwykle, za sprawą prywatnego importu. Tak więc spotyka się te maszyny stosunkowo często i z bardzo różnych roczników. W 2000 roku tę udaną „350” zastąpił DR-Z 400.

 


Że DR 350 to soft enduro (właśnie soft, tylko soft i nic więcej) przekonaliśmy się w redakcji, gdy na motocykl posadziliśmy Marka Dąbrowskiego. Oczywiście zaczął on natychmiast skakać nad głową naszego fotoreportera. Zawieszenia zupełnie tego nie chciały zrozumieć, więcej dobijając niż pracując. Tak więc o pomyśle wybrania się tą maszyną na zawody enduro, nawet w klasie amatorskiej, należy jak najszybciej zapomnieć. Natomiast udział np. w „Pogoni za Lisem” czy niedzielna wycieczka off-roadowa – tak, do tego DR 350 jak najbardziej się nadaje. Na dodatek szosowy dojazd do miejsca terenowej zabawy też nie będzie się wiązał z wyjątkową niewygodą.

To enduro spod znaku Suzuki wykazuje również wiele zalet jako pojazd miejski. Jednak nie polecam tej maszyny do pokonywania dłuższych dystansów. Kanapa, która jest idealna do śmigania w terenie, do dłuższej jazdy będzie zdecydowanie zbyt wąska. Do wad DR-a 350 należy zaliczyć rdzewiejące spawy na ramie – za sprawą nie najlepszej powłoki lakierniczej. We wcześniejszych modelach szybko koroduje układ wydechowy. Problem skończył się w 1996 roku, kiedy to zaczęto produkować go ze stali nierdzewnej. Więcej typowych wad DR nie ma. Wszystkie stwierdzone usterki mają źródło w nieterminowym lub wadliwym serwisowaniu danego, konkretnego egzemplarza.


Podczas oględzin maszyny przed zakupem należy zwrócić uwagę, czy poprzedni właściciel(-e) nie traktowali DR-a 350 jako enduro w pełnym tego słowa znaczeniu. Używany w terenie do agresywnego wydziczania się przez kilka sezonów może już być mocno złachany. Warto więc skontrolować stan zawieszeń, hamulców, łańcucha i zębatek, a także sprawdzić stan łożysk główki ramy i wahacza. Czyli tego wszystkiego, co najbardziej i najszybciej zużywa się w błocie, kurzu i na hopkach.
Natomiast jeśli DR 350 z drugiej ręki był wcześniej w miarę delikatnie eksploatowany, na pewno posłuży jeszcze przez sporo lat.

 opinia czytelnika
Michał Kordel:  Posiadam Suzuki DR 350 SE z 1998 roku i jest to moje pierwsze enduro. Już 4. sezon przekonuję się o uniwersalności tego motocykla zarówno w mieście, jak i w terenie. Jest to lekki i bardzo zwrotny sprzęt, któremu niestraszne dziury czy wysokie krawężniki. W lekkim terenie wybacza drobne błędy jeźdźca. Do zalet zaliczyłbym jeszcze wygodną pozycję za kierownicą i niezawodny silnik. Mimo niewielkiej mocy, można się nim sprawnie poruszać nawet w dwie osoby. Dalsza turystyka z uwagi na mały zbiornik paliwa (tylko 9 litrów), brak owiewek i twardą kanapę to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli. Polecam go wszystkim amatorom latania po krzakach i dziurach, z łatwością przeciśnie się także przez zatłoczone ulice miasta.

 

zobacz galerię

Zobacz również:
Tak, tak, to wcale nie jest żart. 25 lat temu, w listopadzie 1994 roku, na rynku pojawił się pierwszy numer „Motocykla”. Przez tych 300 miesięcy świat przyspieszył, podobnie jak współczesne motocykle. Przez 2,5 dekady przygotowaliśmy dla Ciebie 299 numerów naszego magazynu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij