[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ

OCEŃ
4.0

Victory Judge 2012 - sąd ostateczny

Judge to po angielsku sędzia, ale to Victory ma więcej z oskarżonego niż z kogoś ze składu sędziowskiego.
Patrzę na czerwonego Judge’a i od strzału kojarzy mi się fi lm „Judgment Night” z jego ścieżką dźwiękową (m.in. Slayer i Ice-T, Therapy?, Fatal, Biohazard i Onyx). Silnik V2 o pojemności 1731 cm3, 153 Nm momentu obrotowego i wszystko jasne. Victory Judge do potulnych nie należy, skojarzenie z wojnami gangów jest więc jak najbardziej na miejscu.
Tym bardziej że Judge, którego dosiadam jako pierwszego, został wyposażony w wydechy X-Bow: zmodyfi kowane mapy zapłonu i otwarty fi ltr powietrza o 10% poprawiły jego osiągi. Tak twierdzi Mike Pedler, menedżer ds. produkcji w Victory. Przydałaby się hamownia, bo wtedy można by zaraz sprawdzić, czy nie ściemnia. Pedler mówi to szeptem, bo X-Bowy nie mają homologacji i zostały zamontowane jedynie do celów pokazowych (Amerykanie mają totalnego fi oła na punkcie norm i przestrzegania przepisów). W każdym razie wypróbujemy.
Chłodzonej powietrzem seryjnej V-dwójki na bank nie da się zaliczyć do potulnych baranków. Tym bardziej dotyczy to wersji z wydechami X-Bow, która rusza z kopyta, reaguje na gaz niczym najdzikszy wojownik, a na wyjściu z zakrętu wystrzeliwuje motocykl jak z katapulty.
     
Głęboko wcięta linia kanapy zapewnia bikerowi dobre podparcie podczas ostrych startów spod świateł i nie tylko wtedy.  Widoczny i czytelny prędkościomierz – to zawsze cieszy.  Liczne detale, na przykład tylne światło, są stylizowane na literę V i zawierają logo firmy. 

Przesiadam się na wersję seryjną, która jest wprawdzie znacznie cichsza, ale tylko nieznacznie łagodniejsza. Potężna V-dwójka mniej agresywnie reaguje na gaz, ale jeśli ktoś chce, pod każdymi światłami Judge może zadymić z opony i zwinąć asfalt. I to cieszy najbardziej, bo przecież po coś, do cholery, wymyślono muscle bike’i. Pod tym względem chłopaki z Victory solidnie wykonali swoją robotę.
Podnóżki umieszczono jak na cruisera dość daleko z tyłu, co w połączeniu z głęboko wyprofilowaną kanapą i nieznacznie wygiętą kierownicą wymuszają bardziej sportową pozycję jeźdźca. To jak ulał pasuje do tej maszyny. Mało tego – Amerykanie wymyślili sobie, że w związku z tym dobrym miejscem na prezentację Victory Judge będzie samo serce Alp, rzut kamieniem od Mont Blanc. No dobra, przyznajmy to – wieczorem we wszystkich sztukach trzeba było wymienić poprzycierane podnóżki. Ale trzeba powiedzieć, że 300-kilogramowe maszyny, wyposażone w szerokie kierownice i wąskie tylne opony, zadziwiająco lekko przechodzą z jednego pochylenia w drugie. Nawet w trudnych sytuacjach góra stali zachowuje stabilność. Rama okazuje się odporna na skręcanie, a zestrojenie zawieszeń stanowi udany kompromis między wygodą i sportem.
Trzeba jednak zaznaczyć, że centralny amortyzator nie radzi sobie z silnymi uderzeniami, bo 75 mm skoku zawieszenia to naprawdę za mało. Zaskakująco skutecznie działa natomiast pojedyncza tarcza hamulcowa z przodu. Nie ma się co wygłupiać z hamowaniem dwoma palcami – za klamki (zarówno hamulca, jak i sprzęgła) trzeba chwytać całą dłonią i nie bać się używać siły. W tak potężnej maszynie, która jeździ tak dynamicznie i stosownie do swej budowy przekazuje niewiele komunikatów z przedniego koła, ABS w zasadzie powinien być obowiązkowy, prawda? – Już nad tym pracujemy – wyjaśnia mi człowiek z Victory, wspominając o modelach turystycznych, w których ABS będzie montowany seryjnie.
Judge z seryjnymi wydechami. Na zdjęciu otwierającym widać znacznie piękniejsze, tyle że niehomologowane wydechy X-Bow. 

Wróćmy do Judge’a, błyszczącego w promieniach alpejskiego słońca. Dopiero po dokładnym przyjrzeniu się dostrzegam dragstripowe zapożyczenia, podkreślające mocarny wizerunek tego motocykla. Np. felgi wzorowane na tych z amerykańskich muscle carów z lat 60. ubiegłego wieku. A przecież są jeszcze mały reflektor, miejsce na numer startowy czy wygięta linia kanapy, na której nie tylko wspaniale się siedzi, ale która też daje doskonałe oparcie w czasie ostrego przyspieszania. Jeśliby postawić Judge’a obok potężnego Victory Cross Roadsa czy Hammera, na pewno byłoby wrażenie, że mamy do czynienia nie z sędzią, lecz raczej z oskarżonym.
REKLAMA

zobacz galerię

Zobacz również:
Tak, tak, to wcale nie jest żart. 25 lat temu, w listopadzie 1994 roku, na rynku pojawił się pierwszy numer „Motocykla”. Przez tych 300 miesięcy świat przyspieszył, podobnie jak współczesne motocykle. Przez 2,5 dekady przygotowaliśmy dla Ciebie 299 numerów naszego magazynu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij