Wychodek na kolach

Czystość to zdrowie – to powszechnie wiadomo. Niektórym nawet jazda motocyklem nie przeszkadza w dbaniu o higienę i o potrzeby fizjologiczne.

Węgry, lato 2004 r., zlot. Tłum wzdłuż głównej ulicy. Parada. Ludzie zachwycają się pięknymi motocyklami, zarówno tymi fabrycznymi, jak i wymyślnymi przeróbkami. Nagle tłum ożywa, ludzie coś sobie pokazują, machają rękami, chwytają się za głowy, zwijają się ze śmiechu. Wreszcie widzę przyczynę tego zamieszania – pojawia się prawdziwy sracz na kołach! Nie, nie ubikacja, właśnie sracz, sławojka, kibel! Taki, jaki kiedyś stał w rogu wiejskiego podwórza. Zrobiony według wszelkich prawideł sztuki: zbity z desek, ze skośnym daszkiem i wycięciem w drzwiach w kształcie serduszka. Ale to nie wszystko – przed klozetem toczy się wanna, a w niej roześmiany od ucha do ucha kolo, pozdrawiający ludzi na prawo i lewo, niczym Bush lub Kerry podczas kampanii prezydenckiej. No po prostu debeściak!




Twórca i właściciel wehikułu to facet rzeczywiście mocno zakręcony, nic więc dziwnego, że pokazany na zlocie WC na kołach to tylko jedna z wielu jego odpałowych wydumek. Na pomysł tego pojazdu wpadł przed paru laty, gdy zobaczył rat bike’a jednego z kumpli. Postanowił pojawić się z czymś podobnym, ale jeszcze bardziej wydumanym. Zbudować motocykl – to potrafi niewielu, ale zrobić trajkę, a w dodatku tak zakręconą – już prawie nikt. Wszystko, co było potrzebne do jej skonstruowania, znalazł na złomowisku, na śmietniku i w innych równie egzotycznych miejscach. Jednak maszyna nie powstałaby, gdyby nie pospolite ruszenie – pomogło mnóstwo przyjaciół i znajomych.

Podstawą jest silnik 1800 cm3 z Volkswagena Busa, wraz ze skrzynią biegów i tylnym zawieszeniem. Podwójną ramę wykonaną z zamkniętych profili o przekroju 200 x 100 mm i grubości ścianki 2 mm zespawał sam. Kierownica pochodzi od jakiegoś Kawasaki, widelec typu Springer zaprojektował i własnoręcznie wykonał sam właściciel. Sprężyny kupił gotowe i nie ma większego znaczenia, że znalazł je na złomowisku – ich sztywność i długość pasowały idealnie. Obręcz przedniego koła, zamontowana w ramionach widelca, pochodzi od MZ-ki. Na razie brakuje odpowiedniego do potrzeb hamulca, ale właściciel nie ustaje w poszukiwaniach. Najważniejszym problemem jest zbyt lekki przód. Na złej nawierzchni nieustannie chce stawać dęba.



Wannę podtrzymuje również stalowa rama wykonana z profili zamkniętych. Tylną część wraz z mocowaniem skrzyni biegów i silnika przymocowano do przedniej części pojazdu śrubami, można więc w kilka minut to wszystko rozmontować. Wychodek i akcesoria po złożeniu wchodzą do wanny i całość mieści się do Volkswagena Transportera. W taki sposób można pojazd przewozić nawet na dalsze odległości. Na razie właściciel odwiedził kilka zlotów na Węgrzech, ale w następnych latach koto wie... Każda podróż bowiem to wyjątkowa, nieporównywalna z poprzednimi przygoda i mnóstwo przeżyć.

Wracając do konstrukcji tej wydumki. Tak więc tylne zawieszenie, skrzynia i silnik pochodzą od Volkswagena. O elementach obsługi można powiedzieć, że są motocyklowe, choć nie do końca: prawą dłonią dodaje się gazu, pedały znalazły się wewnątrz wanny: po lewej stronie sprzęgło, a po prawej hamulec. Zbiornik płynu i pompa hamulcowa znajdują się z przodu, z prawej strony wanny. Sposób zamontowania pedału sprzęgła, jak i hamulca to kolejne zaskoczenie – zostały rozwiązane tak, aby można ich używać także gdy wanna jest napełniona wodą. Zapewniają to gumowe uszczelki. – Na razie trochę przeciekają, ale pracuję nad tym – deklaruje konstruktor.



Lewarek zmiany biegów znajduje się na zewnątrz wanny przy lewej ręce i jest połączony długim prętem z właściwą dźwignią zmiany biegów. Akumulator znalazł miejsce z przodu kibla, z prawej strony, zbiornik paliwa zaś znajduje się wewnątrz wychodka. Trzeba było też wyposażyć customa w odpowiednie charakterem akcesoria. Można więc znaleźć zbiornik na wodę do kąpieli, jest też wieszak na ręczniki, elektryczna suszarka do rąk (normalnie pracuje!), a nawet automat telefoniczny na żetony.

– A teraz nie gniewaj się, jest tak gorąco, że muszę wziąć kąpiel, ale jeśli chcesz, możemy w tym czasie rozmawiać dalej – usłyszałem od rozmówcy w pewnej chwili. Wymiękłem.

REKLAMA

REKLAMA

Zobacz również:
Honda produkuje FireBlade’a nieustannie od 1992 roku. Początkowe modele były rewolucyjne, żeby wspomnieć choćby SC33 (919), SC57 czy SC59. Później rewolucja trochę zwolniła, ale nowy SC82 przybył, by znów rozpalić żar. Jak wypada na tle poprzednika – SC77?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA