Yamaha YFM 250 R

1 kwietnia niektóre media podały, że Yamaha lada chwila przedstawi następcę legendarnego Banshee. Jadąc na premierę 3 czerwca właśnie tego się spodziewałem. A tu rozbawieni goście z Yamaha Europe przypomnieli, że to był prima aprilis i że zobaczymy następcę Blastera.

Jadąc z londyńskiego lotniska Heathrow na miejsce zbiórki, podziwialiśmy mocno już zielony – mimo wczesnej wiosny – krajobraz. Zastanawialiśmy się, gdzie wśród tych unijnych pól uprawnych dadzą nam pojeździć quadami. Na dobry początek wieczorem odwiedziliśmy prawdziwy angielski pub, gdzie główne danie miało oczywiście piankę i nazywało się Guinness. Rano zaskoczyła nas pogoda – przepiękne słońce świeciło tak mocno, jakby zapomniało, że jeszcze całe lato przed nim. W naszych głowach kołatało pytanie: Czy my naprawdę jesteśmy na Wyspach Brytyjskich? Wątpliwości rozwiało najbliższe rondo, na które wjechaliśmy pod prąd według kryteriów obowiązujących w większości krajów Europy.

Za chwilę byliśmy na miejscu i zobaczyliśmy wijącą się nitkę trasy z kilkoma skokami. W dalszej części – o dziwo – biegła ona do lasu. „Acha, więc tak wygląda tor cross-country, gdzie są rozgrywane m.in. quadowe mistrzostwa Anglii... No, nieźle...” – pomyślałem. Ledwo usiedliśmy na wielkich poduchach pod namiotem, a zza zasłony dymnej na scenę wskoczyły dwa niewielkie, zgrabne quadziki. Po dziennikarzach poszedł lekki pomruk podziwu. Linia nadwozia podobnie agresywna jak w Raptorze, kanapa jak w crossówce i cała sylwetka bardzo lekka. Widać predyspozycje sportowe.

 

 
Pierwsze spojrzenie na drobnego z wyglądu YFM-a przypomniało mi, jak 10 lat temu, żeby wystartować w zawodach w klasie Blaster w Holandii, musiałem obciąć przednie błotniki, bo kolana nie mieściły mi się na zakrętach. Na szczęście niektóre rzeczy się zmieniają. Siadłem za sterami i spotkało mnie miłe zaskoczenie – przednie błotniki powędrowały tak daleko, że miejsca jest tyle, co w Raptorze 700. Po kilku rundkach wokół pachołka poczułem, że tego sprzęta nie można nie lubić. Kręcimy kilka kolejnych bączków i quad nawet nie próbuje mnie zrzucić. To zasługa tylnych kół i opon o nietypowym rozmiarze 19 x 10-9.
Fragment trasy testowej wiedzie przez tak gęsty las, że ledwo się przeciskamy pomiędzy drzewami. A przecież nikt za wszelką cenę nie chce zostać z tyłu. No i zaczęło się lekkie ściganie. Tu YFM pokazał niesamowitą zwinność i lekkość. Gdy po powrocie zapytałem o wag ę, okazało się, że jest o całe 5 kg lżejszy od dwusuwowego Blastera 200!

Każde kolejne okrążenie jedziemy coraz szybciej i coraz bardziej mi się to podoba. Silnik lubi wysokie obroty, a biegi bez sprzęgła wchodzą jak w masło. Przednie hamulce z zaciskami od Grizzly 700 są bardzo skuteczne.

Pojazd będzie malowany na niebiesko i szaro, wersja limited edition – na pomarańczowo. Dostanie też tylną lampę na diodach LED i regulowaną klamkę przedniego hamulca, podobną jak w YFZ 450.

 
Organizatorzy nieco się przerazili, że coraz mniej czasu upływa między kolejnymi wyjazdami z lasu na drogę wśród żyta. Najpierw prosili o rozwagę, a następnie dla rozładowania sportowych emocji, jakie wyzwala ten pojazd, na polanie zorganizowano zawody w kilku konkurencjach. Mogę się pochwalić, że wygrałem slalom w kategorii „najlepszy drift”. Wśród obecnych na premierze europejskich dziennikarzy najwyższe umiejętności wykazali Francuzi. Zabawiali nas pokazami jazdy na tylnych kołach. Czyżby ujawnili nową cechę narodową?

REKLAMA

REKLAMA

Co w nowym quadzie Yamahy jest najważniejsze? Bez dwóch zdań to, że ma bardzo wyraźne sportowe aspiracje. Jest to sprzęt dla wszystkich, których rozsadza energia, a do zabawy nie wystarcza im już rower górski czy rolki. Mało tego, po zamontowaniu akcesoriów YFM 250 R stanie się świetnym sprzętem, na którym można ćwiczyć wprawki techniczne, bez których nie ma szans na karierę zawodniczą. Czyli po raz kolejny R = sport.


zobacz galerię

Zobacz również:
Honda produkuje FireBlade’a nieustannie od 1992 roku. Początkowe modele były rewolucyjne, żeby wspomnieć choćby SC33 (919), SC57 czy SC59. Później rewolucja trochę zwolniła, ale nowy SC82 przybył, by znów rozpalić żar. Jak wypada na tle poprzednika – SC77?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA